Z miłości(ą) do kina – “Dwóch panów z branży” Katarzyny Czajki

Kiedy na początku tego roku zobaczyłam, że Zwierz Popkulturalny, a właściwie Katarzyna Czajka wydaje powieść z jednej strony bardzo chciałam po nią sięgnąć (bo w końcu Kasia jest jedną z moich blogowych idolek i czasami marzy mi się być tak popularna jak ona), z drugiej strony trochę się bałam. Bo powieść nie była fantastyczna. To powieść obyczajowa, której cała akcja wiąże się z kinem, a ja choć filmy oglądać lubię, to nie uważam się za jakiegoś wybitnego znawcę czy konesera.

Od pierwszych słów „Dwóch panów z branży” czuć, że autorka kocha kino z całego serca. I tę miłość przelewa w książkę. Co ważniejsze potrafi tak to uczucie okazać, że zarazi nim czytelnika. Jednocześnie mimo tej miłości nie przestaje być szczera – pokazuje blaski i cienie kinowego biznesu, jego mroczne strony i cały trud, który trzeba włożyć, by utrzymać się na powierzchni, by nie zbankrutować.

To także powieść o historii kina, wplatająca prawdziwe postacie do wyobrażonej Warszawy początku XX wieku. To także powieść o Warszawie, przedwojennej, międzywojennej a nawet trochę powojennej. Ale przede wszystkim to opowieść o przyjaźni, która jest w stanie przetrwać lata. To przyjaźń ponad podziałami, prawdziwa, szczera. To przyjaźń w trudnych czasach, w trudnych realiach, to przyjaźń wielka, której nie są w stanie zniszczyć ani czas ani odległość. A tym bardziej nie jest jej w stanie zabić absurdalny pomysł wspólnego prowadzenia kina.

I to wokół właśnie przyjaźni i prowadzenia kina jest osnuta cała fabuła „Dwóch panów z branży”, rozwijająca się bardzo powoli i bez pośpiechu. Tempo nie oszałamia, nie ma tutaj niesamowitych zwrotów akcji, ale dzięki temu Kasia ma czas, żeby dokładnie zarysować bohaterów i relacje między nimi. Na pierwszy plan oczywiście wysuwają się Adam wraz z Marianem – przyjaciele z lat dziecinnych, razem wyrzuceni ze studiów i razem wkraczający w biznes kinowy. Obaj panowie nakreśleni są kompleksowo, w pewnym sensie na zasadzie przeciwieństw: Marian jako ten bardziej aktywny, wychodzący z inicjatywą, Adam zaś jest tym bardziej pasywnym, rzadziej udzielającym się z duetu. Marian z niezrażonym optymizmem podchodzący do życia, Adam – twardo stąpający po ziemi, raczej pesymistyczny. Mimo przeciwieństw, a może dzięki nim tworzyli przez lata zgrany duet, uzupełniający się w pracy i życiu prywatnym. Jest pomiędzy nimi rodzaj tej bliskiej więzi, cechującej pary kochanków lub rodzeństwo.

Oczywiście oprócz Adama i Mariana w fabule mamy inne postaci – najlepiej poznajemy Adriannę, żonę Adama. Ada jest ambitną, niezależną kobietą o dość trudnym charakterze, dominującą w swoim stosunku do męża. Resztę poznajemy nieco słabiej, ponieważ pojawiają się epizodycznie i nie odgrywają w życiu bohaterów większej roli (nawet Róża, żona Mariana pojawia się jako postać o mniejszym znaczeniu).

Wiecie co jednak jest najlepsze w „Dwóch panach z branży”? Język jakim ta książka została napisana. Kasia pisze z naturalną lekkością, czyta się to lekko i przyjemnie, powieść pochłania się sama. Momentami było dowcipnie i zabawnie, w innych fragmentach emocjonalnie i wzruszająco. Bohaterowie posługują się naturalnym językiem, wszystkie ich kwestie brzmią wiarygodnie – jak coś, co mogli powiedzieć prawdziwi ludzie na progu XX wieku.

Jeśli słyszeliście o „Dwóch panach z branży”, ale ich jeszcze nie czytaliście – nie ma co zwlekać. Powieść Czajki jest napisana w taki sposób, że nie może się nie spodobać – niesamowicie oddaje miłość autorki do kina i kinematografii, a sama historia jest przyjemna i bardzo naturalna, ciepła i pełna pozytywnych emocji. Same realia są oddane świetnie, bardzo łatwo wsiąknąć w realia Warszawy początków XX wieku.

Sharing is caring!

2 thoughts on “Z miłości(ą) do kina – “Dwóch panów z branży” Katarzyny Czajki

  • 15 listopada 2016 at 14:00
    Permalink

    Kilka zastrzeżeń miałem, ale ogólne wrażenia też pozytywne. Mam nadzieję, że w kolejnej książce będzie więcej scen humorystycznych i jakiś całoksiążkowy szwarccharakter.

    Reply
    • 15 listopada 2016 at 22:47
      Permalink

      No tutaj to ogólnie brakuje jako takiego szwarccharakteru (bo kogo za niego uznać?), co jednak moim zdaniem nie szkodzi.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *