Wyprawa do Zielonej Kaplicy i inne historie – “Pan Gawen i Zielony Rycerz. Perła. Król Orfeo” oprac. J. R. R. Tolkien

Pamiętacie, jak pisałam kiedyś na temat tego, że „Władcę Pierścieni” powinno traktować się jako epos rycerski (a właściwie wspominałam o tym na marginesie rozważań odnośnie tego, czy Gondorczycy mogą być źli)? Wspominałam tam, że Tolkien miał wielki kontakt z literaturą średniowieczną, zwłaszcza ze staroangielskimi poematami. Ba, dokonał przekładu kilku z nich na współczesną angielszczyznę. I to właśnie o jednym z jego translatorskich dzieł będzie mowa w tej notce. A mianowicie będzie to tekst (aczkolwiek raczej daleko będzie tu do recenzji) o „Panie Gawenie i Zielonym Rycerzu. Perle. Królu Orfeo”.

Jako że zbiorowe wydanie tłumaczenia tych trzech poematów (a właściwie czterech, bo treść główną stanowią właśnie „Pan Gawen”, „Perła” i „Król Orfeo”, jednak w posłowiu został zamieszczony czwarty, krótki poemat zatytułowany „Pożegnanie Gawena”) zostało wydane po śmierci Tolkiena, zawiera rozbudowany wstęp autorstwa Christophera Tolkiena, który szeroko omawia w nim proces edycji dzieła. Trzeba powiedzieć, że jest to bardzo ciekawa lektura, świetnie opisująca trudności w wydawaniu tych tłumaczeń – chociażby ze względu na mnogość wersji (pewnie część z Was o tym nie wie, ale Tolkien ciągle dopracowywał swoje dzieła – stąd bywa, że istnieje wiele różnych wariantów tego samego tekstu, świetnie widać  to na przykładzie historii Galadrieli i Celeborna opisanej dokładnie w „Niedokończonych opowieściach”).

Następnie otrzymujemy wstępy do poszczególnych utworów. I tu muszę powiedzieć jedno: żałuję, że są one opublikowane na początku zbioru, a nie bezpośrednio przed każdym z poematów – łatwiej byłoby wtedy odnieść pewne rzeczy, o których Tolkien pisze, do samych tekstów. Ważniejsza jest jednak treść wstępów, z której możemy wywnioskować wielką fascynację Tolkiena średniowiecznymi poematami (co zdaje się potwierdzać moją tezę dotyczącą tego, że „Władca” jest wynikową tej właśnie fascynacji) oraz jego niesamowitą wiedzę na temat literatury staroangielskiej i jej języka.

Pierwszym z poematów w zbiorze jest „Pan Gawen i Zielony Rycerz”. Jest to poemat aliteracyjny (forma całkowicie nieznana w literaturze polskiej), który w tłumaczeniu na język polski zatracił właściwie całkowicie swoje cechy gatunkowe. Wydanie w takiej formie (bez angielskiego tłumaczenia autorstwa Tolkiena) powoduje, że pewne informacje zawarte we wstępie trudno odnieść do samej treści utworu. Tymczasem jednak skupmy się na treści utworu, bo jest wyjątkowo ciekawa, zwłaszcza w odniesieniu do „Władcy Pierścieni”. Główny bohater utworu, Gawen, wyrusza z misją, której podejmuje się w trakcie noworocznej uczty na dworze swego wuja Artura. Wiele tygodni wędruje po pustkowiach, aby nieco później trafić na zamek, którego pan gości go i dba o jego wygody, dopóki Gawen nie zdecyduje się podjąć dalszej wędrówki w poszukiwaniu celu swojej podróży. W międzyczasie kuszony jest przez żonę gospodarza oraz uczestniczy w dworskiej grze. Ostatecznie opiera się pięknej pani, jednak w wyniku jej namów przyjmuje podarunek, o którym nie mówi gospodarzowi (a był to warunek prowadzonej rozgrywki – ja daję tobie wszystko to, co otrzymam tego dnia i ty tak samo). Następnie udaje się na spotkanie ze swoim losem i staje przed Zielonym Rycerzem. Otrzymuje od niego trzy ciosy, z który jeden pozostawia na nim bliznę i dowiaduje się, że jest to kara za zdradę gospodarza i uchylenie się od stosowania się do zasad gry. Gawen powraca do Camelotu uważając się za zhańbionego niegodnym rycerza czynem (choć Zielony Rycerz twierdzi, że jego cios tę zdradę zmył), jednak tam również, wśród Rycerzy Okrągłego Stołu zostaje obwołany bohaterem i uznany za człowieka honoru.

Jeżeli przyjrzymy się dobrze treści utworu znajdziemy pewne analogie do tego, co Tolkien pisze we „Władcy Pierścienia”. Zacznijmy może od tego, że Gawen ruszający na wyprawę do Zielonej Kaplicy (z której obawia się nie wrócić) to Frodo podejmujący się wyprawy do Mordoru w celu zniszczenia Pierścienia (Gawen wędruje co prawda samotnie, a Frodo ma ośmiu towarzyszy, jednak powodzenie misji zależy głównie od niego). Odpoczynek w zamku w pobliżu Zielonej Kaplicy można powiązać z odpoczynkiem Drużyny w Lorien, gdzie odzyskiwali siły i niemal mogli zapomnieć o niebezpieczeństwach ich wyprawy. Kuszenie Gawena przez piękną panią można byłoby interpretować jako pokusę Pierścienia – Frodo opiera mu się długo, jednak w krytycznym momencie omal nie zaprzepaszcza całej wyprawy, ulegając woli Jedynegi. Obaj bohaterowie powrócą do swego kraju z blizną (hobbit nawet dwiema), ale żywi. Z drugiej strony zachowanie Gawena, jego krytyczne podejście do siebie można porównać nieco z Aragornem, który zmaga się z ciężarem swojego dziedzictwa i tego, że jest tylko człowiekiem i potomkiem Isildura (a ten notabene  uległ Pierścieniowi), zaś próbę Zielonego Rycerza w Zielonej Kaplicy można przyrównać do wejścia na Ścieżkę Umarłych – albowiem, kto przyszedł do włośni Zielonego Rycerza ten nigdy stamtąd nie wrócił (a w okolicznych mieszkańcach miejsce to budzi trwogę), podobnie z resztą jak droga do Głazu Erech. Jednak na tym podobieństwa się kończą, bowiem Gawen z Kaplicy wyrusza okryty (we własnym mniemaniu) hańbą, zaś Aragorn odtąd przestaje zmagać się z ciężarem dziedzictwa.

Drugim z poematów jest „Perła”, w której aliteracja jak twierdzi Tolkien jest jedynie ozdobnikiem. Głównym tematem utworu jest żałoba po zmarłym dziecku, prawdopodobnie mająca swe korzenie w realnej historii anonimowego autora. Podmiot liryczny, który ze względu na użyte formy można utożsamić z twórcą, zasypia i śni sen o swojej utraconej perle (w domyśle córce), na koniec utworu godząc się z jej utratą, twierdząc, że jest to boski plan. „Perła” jest przepełniona nawiązaniami biblijnymi, a jej wymowa jest niemal kaznodziejska. I czytając ten ogromny utwór (bo jest naprawdę długi!) miałam wrażenie, że ja już to skądś znam. Każdy kto uważał na lekcjach polskiego zobaczy pewne analogie pomiędzy „Perłą” a późniejszym od niej „Trenem XIX” Kochanowskiego. Z jedną zasadniczą różnicą – „Perła” kondensuje przesłanie, żal i ból wszystkich trenów Poety z Czarnolasu do jednego długiego poematu, w którym autor powoli godzi się ze stratą dziecka.

Po „Perle” następuje „Król Orfeo”, najbardziej tajemniczy poemat, o którym Tolkien nie przygotował żadnego wstępu (a przynajmniej takowego nie odnalazł w notatkach Mistrza jego syn). Jest to przeniesiona na grunt angielski, dostosowana do anglosaskiej mitologii, historia Orfeusza i Eurydyki. Sam poemat jest wyjątkowo ciekawy i można byłoby spróbować w twórczości Tolkiena poszukać odniesień do niego. Porwanie królowej przez króla elfów można byłoby przyrównać w pewnym sensie do historii, którą znamy z „Silmarillionu” – Luthien porwanej i uwięzionej przez Curufina (który planował zmusić ją do zaślubin, by stać się najpotężniejszym z elfich władców). Tu co prawda elfi władca porywa ludzką kobietę i nie po to, by go poślubiła (choć obiecuje jej, że będzie z nim panowała długo i będzie przebywała wśród pięknych istot), ale z chęci dodania jej do swojej kolekcji i czystej złośliwości. Zostaje uratowana nie przez swojego małżonka, lecz przez psa Valinoru – Huana. Tolkien jednak używa motywu ratunku przy pomocy muzyki (śpiewu), tak jak uczynił to Orfeo. Co prawda odwraca tę sytuację, pozwalając by to Luthien uratowała ukochanego, jednak wyraźnie widać, że „Król Orfeo” mógł być inspiracją dla tej sceny.

Na samym końcu Christopher Tolkien zamieścił króciutki poemat „Pożegnanie Gawena”, któremu nadał ten tytuł, choć oryginalnie utwór ten nie był w ogóle związany z „Panem Gawenem i Zielonym Rycerzem”, ani nie został napisany przez tego samego autora. Jednakże trzeba przyznać Tolkienowi rację, że utwór świetnie wpisuje się w wymowę „Pana Gawena” i mógłby być jego częścią. Idealnie pasuje do mowy, którą młody rycerz mógł wygłosić opuszczając gościnny zamek i udając się do Zielonej Kaplicy.

Nie mogę powiedzieć, że polecam komuś „Pana Gawena i Zielonego Rycerza”, bo trafi on jedynie do osób zainteresowanych literaturą średniowieczną lub pasjonatów Tolkiena, którzy podobnie jak ja chcą szukać inspiracji, które mógł wykorzystać Mistrz tworząc Śródziemie. A tych, którzy czytali i chcieliby podyskutować na temat interpretacji zapraszam do komentowania.

Sharing is caring!

2 thoughts on “Wyprawa do Zielonej Kaplicy i inne historie – “Pan Gawen i Zielony Rycerz. Perła. Król Orfeo” oprac. J. R. R. Tolkien

  • 8 grudnia 2016 at 17:07
    Permalink

    Trafić też może do angielskich filolololi, którzy może wielce ze średniowieczną poezją nie przepadają, ale ciekawscy są wielce.

    A w ramach ciekawostki dla czytających ten wpis (zakładam, że autorka doskonale to wie) – aliteracja była zabiegiem, który miał ułatwiać ustny przekaz tychże dzieł. Była jednym z zabiegów mnemonicznych, które stosowano w kulturze oralnej.

    Reply
    • 9 grudnia 2016 at 01:10
      Permalink

      Ja się właśnie zastanawiam, jak pięknie musiał brzmieć recytowany “Pan Gawen” w tym XIV wieku… Bo pewnie brzmiałby zupełnie inaczej niż wyrecytowany teraz, nawet gdyby ktoś miał go recytować w oryginale. A piszę to dlatego, że podobno od czasów średniowiecza a nawet późniejszych (bo okresu elżbietańskiego) akcentowanie i wymowa w angielskim uległy zasadniczej zmianie… Ale to też tylko ciekawostka ;p

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *