Witamy w świecie, gdzie każda kropla wody jest cenna – “Wodny nóż” Paolo Bacigalupiego

„Wodny nóż” to już druga pozycja Paolo Bacigalupiego wydana w ramach „Uczty Wyobraźni”. Poprzednią była „Pompa numer 6. Nakręcana dziewczyna”, która wywarła na mnie ogromne wrażenie dokładnością z jaką autor kreuje swoje światy, nie zaniedbując jednocześnie fabuły. Zaczynając lekturę „Wodnego noża” miałam nadzieję, że również w przypadku tej powieści tak będzie, a ja przeżyję czytelniczą ekstazę. Niestety, trochę się rozczarowałam.


Fabuła rozgrywa się, podobnie jak w przypadku „Nakręcanej dziewczyny”, w przyszłości rodem z filmu katastroficznego – w wyniku zmiany klimatu doszło do klęski suszy, która doprowadziła do bałkanizacji USA. Wrogo nastawione do siebie stany walczą o dostęp do wody, niejednokrotnie uciekając się do manipulacji, przekupstwa, zastraszenia czy nawet aktów terroryzmu. Gra toczy się o przetrwanie całych miast, a wraz z nimi o życie ich mieszkańców.

Nie jest więc niczym dziwnym, że wydziały gospodarki wodnej przeradzają się niemal w agencje wywiadowcze z rzeszami prawników i zabójców na usługach. O tych ostatnich w Las Vegas mówi się „wodne noże”, bo w walce o zasoby wodne potrafią ciąć skutecznie jak nóż. Takim właśnie specjalistą jest Angel Velasquez, którego despotyczna szefowa wysyła do Phoenix, by sprawdził dochodzące stamtąd niepokojące wieści. W tym właśnie mieście przebywa dziennikarka Lucy Monroe, dokumentująca jego upadek. Losy tej dwójki łączą się niespodziewanie, kiedy okazuje się, że oboje mogą mieć wspólny cel. W całą historię wplątuje się również Maria – nastoletnia uchodźczyni, walcząca o przeżycie.

Bacigalupi po raz kolejny dekonstruuje obecny porządek świata – doprowadzając Stany Zjednoczone na skraj upadku, dzieląc je na niemal suwerenne jednostki terytorialne. Równocześnie z rozpadem USA postępuje upadek kultury i cywilizacji – w umierającym Phoenix realną władzę sprawują przestępcy, bezkarnie parając się stręczycielstwem oraz ściągając haracze od mieszkańców. Na ulicach dochodzi do rozbojów, morderstwa są na porządku dziennym, a wszystko pogarszają nawiedzające miasto burze piaskowe. Bezpieczni mogą czuć się tylko najbogatsi, uciekając zarówno od niedostatku wody,  jak i zanieczyszczonego powietrza i pyłu, kryjąc się w samowystarczalnej akrologii Taiyang – stworzonym przez biotechnologów superbudynku, który dzięki wykorzystaniu najnowszych technologii filtracyjnych może odzyskiwać aż dziewięćdziesiąt procent używanej tam wody.

„Wodny nóż” rozgrywa się w nie do końca określonej przyszłości – na świat przedstawiony składają się elementy znane, choć mocno  przetworzone. Wystarczy spojrzeć tylko na tytuły gazet, do których pisze Lucy – Google/New York Times czy Kindle Post wywołują słuszne skojarzenia z istniejącymi potentatami medialnymi. Obok amerykańskich dolarów w Phoenix funkcjonują juany, a także wirtualna waluta w postaci Bitcoinów. Jednak oprócz odniesień do tak dobrze znanych elementów istniejącej cywilizacji, pojawiają się nowe, właściwe tylko dla „Wodnego noża”. Zwłaszcza technologia poszła w świecie powietrza spory krok naprzód pozwalając na regenerację wszystkich narządów za pomocą wszczepów i stymulantów, a ze względów na ograniczony dostęp do zasobów wodnych opracowano technologie odzyskiwania jej – czy to w procesie filtracji moczu za pomocą specjalnych worków (których używają  biedniejsi), czy to w skomplikowanym i trwającym nieco dłużej hydroobiegu w zaawansowanych i samowystarczalnych akrologiach (gdzie mieszkają najbogatsi).

Niestety przy tak rozbudowanym świecie nie pozostało za wiele miejsca na fabułę i kreację bohaterów, co było dla mnie przykrą niespodzianką – tak jak we wstępie nadmieniłam, poprzednia książka Bacigalupiego wydana w ramach „Uczty wyobraźni” równoważyła wszystkie te elementy. W „Wodnym nożu” jest jednak inaczej i fabuła odgrywa niestety marginalną rolę. Przewodni wątek, jakim jest walka o prawa do wody z rzeki Kolorado, które mogą doprowadzić do upadku albo Phoenix, albo Las Vegas, jest tylko pretekstem do poruszenia zagadnień ekologicznych. Obok tego , choć z marginalnym znaczeniem, występują inne motywy: religijny (w postaci przewijającego się przez całą książkę kultu La Santa Muerte czy sekty Pacanów Perry’ego skupiającej uchodźców z Teksasu), społeczno-ekonomiczny (historia Marii, dziewczyny z marginesu społecznego, która żyje w ciągłym strachu przed zbirami ściągającymi haracz) oraz miłosny (romans dwójki obcych ludzi w obliczu katastrofy i śmierci) .

Odniosłam wrażenie, że Bacigalupi skupiając się na tworzeniu świata, trochę po macoszemu potraktował bohaterów. Ich kreacje na pierwszy rzut oka wydają się być naprawdę dokładne i przemyślane, jednak im bardziej zagłębiałam się w fabułę, tym bardziej wydawali mi się wewnętrznie sprzeczni. Angel jest postacią najmniej problematyczną – wszystkie jego działania skupiają się na wykonaniu powierzonej przez szefową misji – bardzo łatwo można uwierzyć w jego lojalność i bezgraniczne oddanie. To zabijający bez wahania twardziel, potrafiący jednak pohamować mordercze instynkty i okazać serce. Więcej problemów przysporzyły mi bohaterki – Lucy i Maria. Pierwsza z nich zwłaszcza pod koniec książki wprawiła mnie w osłupienie – nagłą zmianą zachowania, postępowaniem wbrew temu, co deklarowała chwilę wcześniej.  Z jednej strony martwi się o rodzinę, której grożono, z drugiej nie myśli zupełnie o nich w momencie, kiedy decyduje się zostać zbawicielem Phoenix. Maria przysporzyła mi innych problemów, głównie z powodu niedoprecyzowania jej wieku. Przez to właśnie miałam trudność z określeniem, czy jej zachowania są prawdopodobne. Dodatkowo raziła mnie jej wewnętrzna sprzeczność – harda dziewczyna, która wymyśla swój sposób na zarabianie, nagle okazuje się bardzo naiwna w kwestii tego, jak mają się sprawy z haraczami i zorganizowaną przestępczością.

Kłopotów nastręczyła mi również nieco warstwa językowa powieści. Potoczysta narracja gryzła się z niezbyt rozbudowanymi dialogami, w których zabrakło zróżnicowania. Wszystkie postaci mówiły tak samo – Angel, jego szefowa, Lucy, Maria i niemalże każdy w „Wodnym nożu” używał dokładnie takiej samej składni i identycznych powiedzonek. Dialogi przepełnione były strasznie irytującym „ehe”, wtrąceniami z hiszpańskiego, a wszyscy niemal bohaterowie odwoływali się do Santa Muerte (czy byli rodowitymi Meksykanami/mieszkańcami południowych Stanów, czy przybyłymi dziennikarzami). Najbardziej jednak zniesmaczyła mnie kwestia, że każda osoba mająca styczność z Marią, porównywała ją do Catherine Case – szefowej Angela. Rozumiem, że dziewczyna swoją determinacją może przypominać szefową wydziału wodnego Vegas, jednak te ciągłe porównania są męczące i nie wnoszą nic do fabuły.

„Wodny nóż” nie zachwycił mnie tak bardzo jak „Nakręcana dziewczyna”, jednak nie mogę odmówić kunsztu, z jakim Bacigalupi wykreował świat i wplótł do niego elementy znane z naszej rzeczywistości. Fabularnie wypadło trochę słabiej, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę nagłe zmiany w zachowaniu bohaterów, które miały napędzić akcję do przodu.

Recenzja dla portalu Insimilion.

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *