W Wielkiej Grze nie ma zwycięzców – “Turniej cieni” Elżbiety Cherezińskiej

Z niektórymi książkami mam specyficzny problem – z jednej strony całkiem mi się podobały, z drugiej, ciężko mi o nich coś napisać, a z trzeciej zaś czuję, że mogłyby się podobać jeszcze bardziej. Za kwintesencję tego problemu mogłabym uznać „Turniej cieni” Elżbiety Cherezińskiej, który oficjalnie został najdłużej czytaną przeze mnie książką.

I nie zrozumcie mnie źle – bardzo sobie tę książkę cenię, ale jednocześnie nieco inaczej ją sobie wyobrażałam. To znaczy przed rozpoczęciem lektury miałam nadzieję, że będzie czytała się szybko, przyjemnie i lekko. I to nastawienie mnie właśnie zgubiło, bo już na początku książki zderzyłam się z ogromną ścianą. Jakbym uderzyła twarzą w mur. Książka była dobra, co można było już od samego początku wywnioskować, ale była cholernie trudna i często miewałam takie okresy, kiedy czytałam stronę albo dwie, by następnego dnia kompulsywnie pożreć pół rozdziału.

Cała historia rozpoczyna się w lasach Olszynki Grochowskiej w trakcie powstania listopadowego, by zaraz przenieść akcję do Londynu, Orska, Petersburga i Paryża. Poznajemy losy polskich patriotów, przebywających na obczyźnie, skazanych na tułaczkę po świecie za udział w narodowym zrywie. I choć fabuła brnie do przodu przez kolejne lata, miejsca i sytuacje, to ciężko jest dostrzec jej sens. Dopiero w połowie książki sytuacja nieco się klaruje, by pokazać jak ogromny i daleko idący zamysł towarzyszył autorce.

Właśnie z powodu tego, że tak ciężko dowiedzieć się, o czym właściwie jest książka i co jest główną osią fabuły, osoby mniej wytrwałe mogą mieć problem ze skończeniem książki. Z resztą takich powodów może być więcej, bo powieść nie jest łatwa – naprawdę ogromna rzesza bohaterów wraz ze skomplikowanymi powiązaniami między nimi, do tego masa wątków pobocznych, wydarzeń, do których nawiązanie znajdziecie pięćdziesiąt stron później. A gdy dodać do tego jeszcze informację o tym, że fabułę stanowią głównie wątki polityczne lub polityczno-historyczne może się z tego wyłonić obraz książki-monstrum.

Ale wbrew pozorom jest to dobra książka, która dała mi ogromną satysfakcję z czytania. Wątki choć skomplikowane łączą się w logiczną całość, ładnie splatając losy przedstawionych postaci. Cherezińska równie dobrze co splatać postaci potrafi wpleść fikcję w historię albo historię w fikcję, tworząc spójną fabułę, która ani na moment nie traci pozoru realności.  

Czytałam „Turniej cieni” tak długo, że właściwie nie wiem już co o tej książce pisać. W pewnym momencie miałam chwilę zawahania, byłam bliska poddania się, kiedy wątek Jana Witkiewicza został porzucony ze znakiem zapytania, a później właściwie zamknięty. Byłam gotowa się poddać, bo został mi nielubiany wątek hrabiego Gurowskiego (a nielubiany dlatego, że ta postać jest mocno antypatyczna) oraz Rufin Piotrowski, uroczy aż do granic możliwości. Całe szczęście, że nie przerwałam lektury, bo Cherezińska miała jeszcze kilka asów w rękawie, a sam finał był po prostu świetnie rozegrany i zaskakująco dobry.

To książka trudna i nie zamierzam tego ukrywać, ale z „Turniejem cieni” warto się zapoznać, zwłaszcza jeśli lubicie książki łączące historię i fikcję. Znajdziecie tam zarówno romans, przygodę, dramat, rozgrywki polityczne, kryminał a chwilami nawet thriller. To może być dobra lektura na długie zimowe wieczory (a z racji objętości ciężko ją zabierać gdzieś poza domowe pielesze).

13221092_612456922243032_3665616357220499459_n

PS. Mam wrażenie, że ta recenzja wyszła mi bardzo słabo, ale to jest efekt właśnie czytania książki przez trzy miesiące – na sam koniec jesteś już tak zmęczony/a, że sam/a już nie wiesz, co chcesz napisać…

Sharing is caring!

2 thoughts on “W Wielkiej Grze nie ma zwycięzców – “Turniej cieni” Elżbiety Cherezińskiej

  • 29 września 2016 at 15:11
    Permalink

    A co sprawiało największą trudność? Język? Mnogość wątków?

    Reply
    • 30 września 2016 at 12:46
      Permalink

      Chyba najbardziej mnie irytował pewien brak ciągłości akcji i niezbyt płynne przechodzenie między wątkami i między kolejnymi latami. Czasami pomiędzy kolejnym rozdziałem upływał miesiąc, czasami Cherezińska przeskakiwała całe lata. No i natłok wątków był dość irytujący, zwłaszcza na samym początku.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *