W małym białym domku zginął ktoś… – “Niepełnia” Anny Kańtoch

Jeśli po długim czasie od zakończenia lektury nie wiedzieć co powiedzieć o książce, to jest kilka opcji. Albo była tak dobra, że wciąż staracie sobie ułożyć w głowie pochwalny pean na jej cześć. Albo była tak dziwna, że nie wiecie jak ją interpretować. Albo i jedno, i drugie. Tak właśnie jest w przypadku „Niepełni” Ani Kańtoch.

Historia zaczyna się dość banalnie i niebanalnie na raz. Zaczyna się bowiem od śmierci. W małym białym domku, gdzieś z dala od cywilizacji dochodzi do zabójstwa. Albo samobójstwa, nie do końca wiadomo. Wiadomo jednak, że w białej kuchni oprócz czerwonych śladów krwi są dwa ciała – jedno martwe, drugie żywe. Jedno należące do mężczyzny, drugie do kobiety. I nie, nie obawiajcie się, nie będziemy musieli ustalić, kto zabił i dlaczego to zrobił. Nie o to chodzi w tej historii.

„Niepełnia” nastręczyła mi sporych problemów interpretacyjnych. Od samego początku miałam wrażenie, że ta historia to coś więcej niż tylko sprawa kryminalna i coś więcej niż tylko tajemnicze zdarzenia dziejące się w małym białym domku. Zatem o czym jest to powieść? O problemach z tożsamością płciową. To, co można zauważyć w pierwszej i ostatniej opowieści, to przede wszystkim problem bohatera/ki, która nie czuje się dobrze z własną płcią. Sam wątek zabójstwa/samobójstwa może być odbierany, jako korekta płci – postać mówi o tym, że „wycięła z siebie”, choć może nie należy tego odbierać tak dosłownie. Może po prostu do tej pory czuła się niebinarna, ale z jakiegoś powodu zdecydowała się zdefiniować jako przedstawicielka konkretnej płci.

Jeśli to ma być tematem „Niepełni”, to mam wrażenie, że gdzieś we wszystkich tych historiach zagubiły się nieco, no nie wiem, motywacje głównej postaci albo jakiekolwiek wytłumaczenie, dlaczego zdecydowała się „wyciąć z siebie” tę drugą tożsamość. Możliwe, że odpowiedź kryje się gdzieś w środkowych opowieściach, a może w ogóle jej nie ma. Może po prostu motywacje postaci są „niepełne”, tak jak „niepełna” jest bohaterka, kiedy wreszcie się określi w konkretnej płci.

Mam zdecydowany problem z przedstawieniem głównej postaci. Bo np. Słoneczko, które jest równie ważne, jest dokładnie zdefiniowane zostało jako osoba dwupłciowa, która nie zamierza się zdecydować na jedną płeć i chce być takie, jakim jest. Natomiast główny bohater/ka nie jest do końca niebinarna, ani też nie jest gender fluid. Ania Kańtoch bardzo nieśmiało próbowała tu sięgnąć po elementy, które w polskiej literaturze są z rzadka obecne (a właściwie nieobecne prawie) i wprowadzić je do powieści jako główny temat, ale mam wrażenie, że nie do końca to wyszło. Niemniej jednak pogratulować trzeba tej próby.

Problem z warstwa interpretacyjną, całe szczęście nie wynika z niewprawnego pisarstwa. „Niepełnia” pod względem językowym jest tworem na najwyższym poziomie – napisana trochę jak baśń, trochę jak gawęda. Czyta się to wyjątkowo dobrze i wyjątkowo łatwo, nawet jeśli potem sprawia problemy interpretacyjne. Możliwe, że gdyby „Niepełnia” była nieco pełniejsza, to znaczy dłuższa, to być może mielibyśmy trochę więcej możliwości na lepszą interpretację. Ogólnie po najnowszą powieść Anny Kańtoch sięgnąć warto dla samych walorów językowych.

Sharing is caring!

2 thoughts on “W małym białym domku zginął ktoś… – “Niepełnia” Anny Kańtoch

  • 19 czerwca 2018 at 16:28
    Permalink

    Tylko czy dopełniona “Niepełnia” byłaby nadal “Niepełnią”? 😉 Oto pytanie. Ale tak w zasadzie to zgadzam się z recenzją. Motyw płci rzeczywiście jest w centrum, ale jest i nie w pełni rozwinięty. Nie zmienia to jednak też faktu, że nadal to dla mnie jedna z najlepszych powieści fantastycznych lat ostatnich.

    Reply
    • 28 czerwca 2018 at 10:50
      Permalink

      Wszystko zależy od tego, co jest “pełnią” dla tej “niepełni” (mam wrażenie, że wkraczamy na bardzo grząski filozoficzny grunt).

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *