W Brodnicy na Brodniconie byłam, albo o tym, że lubię małe konwenty

Weekend spędziłam na Brodniconie – pierwszej edycji konwentu w miejscu, które do tej pory nie istniało na konwentowej mapie Polski. Miałam pisać relację, ale doszłam do wniosku, że to się nie sprawdzi, nie w przypadku takiej imprezy. Zaświtał mi zatem pomysł na inny rodzaj tekstu.

Doszłam bowiem do wniosku, że lubię małe konwenty i chciałabym na podstawie Brodniconu opowiedzieć wam, dlaczego tak się dzieje.

Mało ludzi – więcej możliwości nawiązania znajomości

Wydaje się to paradoksalne, prawda? A jednak wcale takie nie jest. Przede wszystkim ze względu na to, że na wielkich konwentach ludzie raczej trzymają się swoich grupek, swoich znajomych, żeby nie zgubić się w zbyt wielkim tłumie. Poza tym – na wielkich imprezach typu Pyrkon uczestnicy są raczej średnio zainteresowani poznawaniem nowych osób, ogólnie ciężko się integrować w takim tłumie.

Na mniejszych imprezach jest za to zdecydowanie łatwiej znaleźć towarzyszy do wspólnej zabawy – czy to w Games Roomie, czy to na prelekcji. Albo na imprezie konwentowej. Już dawno temu zauważyłam, że im mniej ludzi dookoła, tym łatwiej jest nawiązywać znajomości. A w Brodnicy, m.in. dzięki panelowi dyskusyjnemu poznałam Jovi z bloga Dama Pik oraz Sygin z Wanny Pełnej Zombie. Obie okazały się bardzo sympatycznymi dziewczynami, w których towarzystwie upłynęła nam reszta konwentu.

Małe nie znaczy gorsze…

…a mniej programu nie znaczy, że na konwencie będziemy się nudzić. Wielkie i średnie konwenty mają ten problem, że niby są wypchane programem po brzegi, ale są z tym zawsze dwa problemy. Albo prelekcje, które mnie interesują pokrywają się i muszę między nimi wybierać z bólem serca, albo nie mogę się dostać na prelkę, na którą chciałabym pójść.

Tymczasem na konwentach pokroju Brodniconu, małych i dopiero startujących problemów z wybraniem prelekcji nie mam – czasami bywa tak, że usiądę przez przypadek w losowym miejscu, na losowej prelekcji. I co ciekawe takie przypadkowe prelekcje często okazują się strzałami w dziesiątkę. Poza tym, zawsze jak nie ma niczego ciekawego w programie to można zalec w Games Roomie albo wyskoczyć coś zjeść bez poczucia, że ucieknie nam coś, na co absolutnie chcieliśmy iść.

I wiecie co? Problemem nie jest też mniejsza liczba gości czy osoby mniej znane. Bo w sumie przy 300 osobach zawsze jest łatwiej nawiązać bliższy kontakt z autorem, łatwiej podejść, przywitać się czy podyskutować. W takich warunkach właśnie poznałam na przykład Darka Domagalskiego, Rafała Dębskiego, Jacka Komudę – na małym, odbywającym się wtedy jeszcze w szkole Coperniconie.

Wspomnień czar

Małe, odbywające się w szkołach konwenty to dla wielu osób pierwsze konwenty, w których okazję mają uczestniczyć. Pewnie dla wielu z tych 370 odwiedzających na Brodniconie też. To unikatowe przeżycie – mury waszego liceum czy gimnazjum ożywające fantastyczną atmosferą, zupełnie inną od tej, którą żyją normalnie. Pełne kolorowych, szalonych uczestników, a zamiast nauczycieli i nudnych lekcji są sympatyczni prelegenci i ciekawe prelekcje.

Dla mnie i dla wielu innych bardziej doświadczonych osób to okazja do wspomnień i podróży sentymentalnej w lata, kiedy sami byliśmy po raz pierwszy na konwencie. Ja zawsze mentalnie podróżuję do czasów, kiedy prawie przypadkiem trafiłam na Copernicon 2010, odbywający się w X LO w Toruniu (a na którym spędziłam niecały dzień). Jednak ta atmosfera tak mnie wciągnęła, że w kolejnym roku pojawiłam się już na całe trzy dni konwentu a rok później „zaliczyłam” swoje pierwsze punkty programu na swoim pierwszym Pyrkonie.

Dlatego mam nadzieję, że ci fajni ludzie, których spotkałam na Brodniconie, pójdą niejako w moje ślady i też dadzą się porwać konwentom. I że za rok przyprowadzą na brodnicką imprezę swoich znajomych i rodzeństwo. A ja do Brodnicy na pewno jeszcze wrócę!

Sharing is caring!

3 thoughts on “W Brodnicy na Brodniconie byłam, albo o tym, że lubię małe konwenty

  • 4 lutego 2017 at 19:39
    Permalink

    Jezu, skończyłam X LO w Toruniu, ale nawet nie wiedziałam, że tam się odbywał Copernicon… O.o wielka szkoda, taka okazja do sentymentalnej podróży w czasie…

    Reply
    • 4 lutego 2017 at 23:30
      Permalink

      Pierwsza edycja odbywała się w X LO. Potem impreza przenosiła się po mieście, by ostatecznie trafić do Collegium Minus, MDKu i innych budynków, w których się odbywa.

      Reply
  • 8 lutego 2017 at 01:54
    Permalink

    Takie niewielkie konwenty na pewno mają swój urok. Super, że w mniejszych miastach też udaje się zebrać dość ludzi, by zorganizować taką imprezę.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *