Trzy kroki od piekła, czyli czemuś to zrobił Lucyferze?

Naprawdę nie wiem, jaki diabeł mnie podkusił (Sławku, to twoja robota?). Naprawdę nie wiem, czemu to zrobiłam. Ani właściwie dlaczego całkiem mi się podobało. Obejrzałam Lucyfera. I nawet nie cierpiałam za bardzo.

Od razu może zaznaczę, że nie znam komiksu, ale z przeczytanych wcześniej w internecie opinii wiedziałam, że z oryginałem serial nie ma właściwie nic wspólnego. Przeczytałam również, że serial jest zły, bardzo zły. Ale nie w tym diabelskim znaczeniu, a raczej w kwestii tego, że jest po prostu bardzo słaby. I mocno nierówny.

Zacznijmy od tego, że jest sporo w Lucyferze dobrego. Na przykład odcinek pilotażowy – o, to właściwie najlepszy odcinek całego serialu. Jest na tyle dowcipny, na tyle uroczy, że zachęcił mnie do obejrzenia kolejnych. Tylko że po świetnym pierwszym epizodzie, następuje kolejnych dwanaście już nie tak dobrych. Właściwie ten kto widział pilot, ten widział już wszystko, bo formuła za każdym razem jest ta sama: śledztwo, przesłuchiwanie kolejnych podejrzanych, pokaz diabelskich sztuczek Lucyfera, zabójcę spotyka kara.

Właściwie jeśli widzieliście pilot to znacie też wszystkie żarty. Tak, właściwie przez trzynaście epizodów słuchamy tych samych żartów o seksualnym zabarwieniu. Może na początku być śmiesznie, ale kiedy Lucyfer po raz kolejny rzuca sprośnym komentarzem albo żarcikiem, który w tej lub innej odsłonie słyszeliśmy w poprzednim i poprzedzającym poprzedni (i tak właściwie do samego początku serialu) odcinku to staje się to irytujące.

Zwłaszcza, że ta postać w ogóle nie ewoluuje. Niby wraz z doktor Martin odkrywa kolejne aspekty swojej osobowości, ale czy jest to jakoś wykorzystane w serialu? Nie. W żaden sposób nie zmienia się jego sposób zachowania, nie zmienia się też jego podejście do otaczającej go rzeczywistości. No i szczerze powiedziawszy to chyba jest w ogóle najgorzej napisana postać w całym serialu. Jego odmienność podkreślana jest właściwie tylko i wyłącznie poprzez ciągłe powtarzanie otoczeniu „Hej, jestem diabłem! A jako diabeł jestem nieśmiertelny!” i zachowywaniu się jakby trafił na ziemię przed chwilą. Serio, facet po pięciu latach (powiedzmy nawet, że to pięć lat ciągłej imprezy) nie wie o istnieniu satanistów? Ciągle dziwią go ludzkie zachowania?

Nieco lepiej jest z resztą postaci, choć są dość sztampowi. Chloe to dobra policjantka, oddana sprawie, łącząca trudny zawód z byciem dobrą, choć nieco nieporadną matką. Jej były mąż, Dan, to krótko mówiąc dupek i w 9 przypadkach na 10 jego zachowanie to potwierdzi. Doktor Martin to niemalże realizacja erotycznych fantazji, a jej zadanie polega na dawaniu pozornie mądrych rad i udawaniu, że słucha uważnie Lucyfera. Niejaką zmianę i ewolucję widać w postaciach Amenadiela i Maze, którzy wychodzą ze swoich sztampowych ról, by w końcowych odcinkach nieco się rozwinąć.

Niemniej jednak, żeby być uczciwym, bawiłam się całkiem nieźle – zwłaszcza, że trafiło się kilka dość dobrych żartów i popkulturowych nawiązań (kwestia “Diabeł rzeczywiście ubiera się u Prady” made my day). Nie wiem, jak twórcy to zrobili, ale mimo miałkiej fabuły Lucyfer diabelnie mnie wciągnął (może to chęć sprawdzenia czy kolejny odcinek będzie gorszy od poprzedniego?). Nie pomogła świadomość tego, że widowisko jest kiepskie, postacie sztampowe, a gra aktorska co najwyżej średnia. Oglądałam i czerpałam z tego jakąś pokrętną przyjemność, więc można powiedzieć, że Lucyfer, intencjonalnie lub mniej jest guilty pleasure.

Sharing is caring!

2 thoughts on “Trzy kroki od piekła, czyli czemuś to zrobił Lucyferze?

  • 28 sierpnia 2016 at 22:51
    Permalink

    Bo tam jest potencjał i fajny aktor i jakby oni przestali się upierać na procedural, to mógłby być fajny serial. Bo nadnaturalne wątki są w porządku. Anioł, który upada na naszych oczach? Diablica, która jest bardziej diabelska niż szef? Yes, please. No i Lucek ładnie gra na fortepianie.

    Ale jako zastępca Konstasia nie działa.

    Reply
    • 29 sierpnia 2016 at 09:57
      Permalink

      I Lucek ładnie śpiewa. 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *