Temeraire i powstanie listopadowe – “Powietrzny korsarz” Piotra Wałkówskiego

Fan fiction to specyficzny rodzaj twórczości – opowiadania pisane przez fanów dla fanów, z reguły o dość wątpliwej jakości literackiej. Rzadko wśród nich można spotkać perełki, podobnie nieczęsto spotyka się je w formie papierowej (ze względu chociażby na prawa autorskie), dlatego też zaciekawiłam się, kiedy usłyszałam, że Naomi Novik zezwoliła na wydanie Powietrznego korsarza, wykorzystującego uniwersum cyklu Temeraire. Czyżby powieść Piotra Wałkówskiego była tak dobra, że amerykańska autorka w uznaniu dla fana zezwoliła na wydanie jej w formie książkowej?

Akcja Powietrznego korsarza rozpoczyna się po pokonaniu cesarza Napoleona Bonaparte i zesłaniu go na Elbę. Smoczyca Lien, od dłuższego czasu będąca jego bliską doradczynią i towarzyszką, musiała opuścić Francję i udać się na wygnanie. W Chinach, dzięki interwencji przypadkowo napotkanego starca, znosi jajo, które jednak potem trafia w ręce Williama Laurence’a i Temeraire’a. Wykluwa się z niego Nestor, jedyna taka hybryda człowieka i smoka. Chłopak przez kilka lat pozostawał w Loch Laggan, jednak w wyniku konfliktu z jednym z kapitanów zmuszony jest uciekać wraz z Temerairem. Po niedługiej tułaczce trafia do kryjówki powietrznych korsarzy, a potem wraz z częścią z nich do Królestwa Polskiego, by walczyć w powstaniu listopadowym.

Łatwo zauważyć, że losami bohatera rządzą głównie dziwne zbiegi okoliczności – wszystko zaczyna się od całkiem przypadkowego spotkania Lien z pustelnikiem. Późniejszy żywot Nestora również cechuje mnóstwo niespotykanych splotów wydarzeń (akurat na jego jajo musiał trafić nie kto inny, jak Temeraire i Laurence; później chłopak uciekając z Anglii lecąc na oślep dziwnym trafem spotyka się z korsarzami, którzy nie wiedzieć dlaczego mają zamiar wziąć udział w polskim powstaniu) . Wygląda to tak, jakby autor, nie wiedział jak skierować losy bohatera na wybrane przez siebie tory i tworzył kolejne zwroty akcji, aby doprowadzić go do założonego przez siebie miejsca. Później nie jest lepiej, bo półsmok nie ma zbyt wiele wpływu na swoje losy, które dalej rządzone są przez przypadki i niespodziewane zbiegi okoliczności.

Takie fabularne zabiegi można byłoby wytrzymać, gdyby akcja toczyła się płynnie i szybko, nie dając czytelnikowi czasu na wytchnienie. Autor tymczasem jednak niezwykle rozwleka narrację, przedłużając niemiłosiernie chociażby pobyt na Litwie. Z resztą problemy z tempem akcji zaczęły się już nieco wcześniej – mniej więcej od momentu bitwy nad Warszawą zaczęła ona zwalniać, by od przybycia do litewskiej kryjówki wyhamować niemal całkowicie. Wydaje mi się, że mogło być to efektem skupienia się na rozwoju postaci – Wałkówski jako młody i niedoświadczony autor całkowicie skoncentrował się na jednym aspekcie książki (kreowanie bohaterów), całkowicie zaniedbując drugi.

Niestety nie wyszło to książce na dobre, bo postacie w Powietrznym korsarzu to chyba największy problem. Zacznijmy może od Temeraire’a, albowiem to on z bohaterów oryginalnego cyklu eksploatowany jest najbardziej. Akcja powieści Wałkówskiego toczy się w latach trzydziestych XIX wieku, co daje nam nawet do dwudziestu lat po akcji znanej z cyklu Novik, zatem chiński smok powinien być już dojrzałym osobnikiem, stanowiącym kogoś w rodzaju mentora. Jednakże w zachowaniu oraz charakterze Temeraire’a można dopatrzeć się regresu – znów jest w nim sporo naiwności, brakuje też doświadczenia, które powinien mieć już w tym momencie. Autor cofnął smoka do etapu znanego ze „Smoka Jego Królewskiej Mości” i „Nefrytowego tronu”, kompletnie nie wykorzystując jego przymiotów i cech charakteru.

Jednak regres Temeraire’a nie jest najpoważniejszym problemem z bohaterami w Powietrznym Korsarzu. Ten bowiem stanowi główna postać – Nestor, jedyna w swoim rodzaju hybryda smoka i człowieka. Mimo przyspieszonego rozwoju umysłowego i fizycznego (z powodu posiadania gadzich genów) zachowuje się jak nastolatek i to współczesny. Problemem jest fakt, że Nestor zostaje kapitanem i dowódcą nie mając do tego żadnych kompetencji ani kwalifikacji; otrzymując rady od starszych i bardziej doświadczonych oficerów reaguje na nie agresywnie lub obrażając się mocno na doradcę. Narrator przedstawia go jako dowódcę dbającego o swoich podwładnych, co nie znajduje żadnego odbicia w jego zachowaniu – zwłaszcza wychodzi to na jaw w rosyjskiej niewoli. Kiedy zaś na horyzoncie pojawi się jakakolwiek spódniczka, zapomina o całym świecie, skupiając się jedynie na potrzebie ugaszenia pożądania. Jedyne, co autorowi udało się wykreować dobrze w Nestorze to poczucie wyobcowania – jako jedyna na świecie hybryda człowieka i smoka wzbudza lęk i odrazę, z czego zdaje sobie sprawę i nad czym często się zastanawia.

Nie lepiej jest z innymi postaciami – większość ochotniczej załogi Temeraire’a to tylko imiona, które być może raz albo dwa razy na całą powieść wypowiedzą jedno zdanie. Z tych lepiej opisanych mamy Pourbaix, Karpińskiego, braci Satar oraz dwóch lekarzy, jednak tak naprawdę wszyscy poza polskim szlachcicem to postacie papierowe i niewiele znaczące. Pierwszy oficer w załodze Nestora, Józef Karpiński, to chyba najbardziej dojrzała postać w całej powieści – świetnie zna się na swoim fachu, podejmuje zdecydowane decyzje i potrafi udźwignąć na barkach ciężar konsekwencji. Jednak pod koniec książki to świetne wrażenie zostaje popsute poprzez kilka nieodpowiedzialnych kroków i ustępowanie we wszystkim swojemu kapitanowi.

Strona rosyjska, czyli antagoniści Powietrznego korsarza, to kolejny gwóźdź do trumny tej powieści. Nie są to rozbudowane charaktery o zróżnicowanych poglądach – w większości przedstawieni są jako zepsuci do szpiku kości, zapijaczeni okrutnicy. Główny dowódca carskich sił, przeciwko którym walczy Nestor, Żmijew, to postać tak zła i krwiożercza, że najwięksi zbrodniarze ludzkości wydają się być przy nim barankami. Spośród rosyjskich oficerów wyróżnia się jedynie kapitan Meyer – osobnik o dość łagodnym usposobieniu, praworządny i traktujący z szacunkiem pokonanych. Jednak odgrywa on epizodyczną rolę i pojawia się na zbyt krótko, by wrażenie jednowymiarowości postaci oponentów zostało zatarte.

Zanim jeszcze przejdę do kwestii językowych, warto zwrócić uwagę, że Wałkówski pisząc fan fiction nie musiał tworzyć świata od zera – do wykorzystania miał wszystko to, co Naomi Novim zawarła w swoich powieściach. Oczywiście pewne rzeczy uległy modyfikacji, a autor Powietrznego korsarza zdecydował się również wprowadzić kilka nowych elementów. Wałkówski wprowadził do świata cyklu Temeraire smocze rasy z terenów Polski, Litwy i Rosji, co wyszło mu całkiem sprawnie, właściwie poza tylko jednym gatunkiem, który został przesadzony. W carskim korpusie powietrznym wykorzystywane są smoki rasy Piękny Karabach – odpowiedniki francuskich Fleur-de-Nuitów, jednak w przeciwieństwie do nich świetnie radzące sobie za dnia. Stworzenie rasy, która świetnie radzi sobie zarówno w nocy, jak i w dzień nie ma sensu, bo daje to posiadaczom niezwykłą przewagę nad przeciwnikami (w tym Napoleonem). Autor zmienił również nieco zasady rządzące powietrznymi potyczkami – zbrutalizował je i sprowadził do dzikiej walki mającej najlepiej zakończyć się śmiercią jednego z przeciwników albo jak największymi obrażeniami.

Powietrzny korsarz został skrzywdzony brakiem korekty i redakcji, bo być może wiele z tych wymienionych błędów nie znalazłoby się w finalnej wersji książki, gdyby ktoś solidnie je przeprowadził. Powieść Wałkówskiego pełna jest większych lub mniejszych błędów merytorycznych, rzeczowych i językowych. Weźmy chociażby fakt, że Ruryk, smok kapitana Żmijewa traci w bitwie nad Warszawą jedno oko [151]. Później, kiedy spotykają się po raz kolejny z Temerairem narrator mówi nam, że „Gorynycz [to nazwa rasy Ruryka] pozostawał jednak niewzruszony i tylko z bliska dało się w jego ślepiach zobaczyć płomień nienawiści”[406]. Podobnych niekonsekwencji i błędów w książce znaleźć można jeszcze kilka. Nie mówiąc już o błędach językowych, od których w Powietrznym korsarzu się roi. Ponadto niestety stylizacja na język dziewiętnastowieczny się nie udała i cała narracja oraz wypowiedzi bohaterów brzmią dziwnie i nienaturalnie – tutaj jest to również wina braku korekty i opieki redaktorskiej, która być może doradziłaby czego uniknąć.

Powietrzny korsarz to fan fiction ze wszystkimi wadami i zaletami tego typu twórczości. Wydanie go w formie papierowej podkreśliło znacząco te pierwsze, znacznie osłabiając wpływ tych drugich. Jednak dla Wałkówskiego jest nadzieja – jego powieść, mimo licznych błędów i problemów daje nadzieję, że autor w przyszłości, kiedy nabierze doświadczenia i wykształci sobie odpowiedni warsztat, napisze naprawdę dobrą książkę.

Follow my blog with Bloglovin

Sharing is caring!

4 thoughts on “Temeraire i powstanie listopadowe – “Powietrzny korsarz” Piotra Wałkówskiego

  • 29 stycznia 2016 at 21:57
    Permalink

    W sumie to myślałam, że bardziej się rozpiszesz.;)

    Acz w sumie nie wydaje mi się, żeby Karabachy dawały aż taka przewagę. Znaczy, nie jakąś szczególnie większą niż Fleur de Nuity.

    Reply
    • 30 stycznia 2016 at 02:33
      Permalink

      Znaczy mając smoki, które mogą walczyć i za dnia i nocą to jest jednak przewaga. Poza tym kurczę, skoro one takie fajne są w tym to muszą mieć jakąś wadę. Na przykład te chińskie smoki długodystandowe raczej niezbyt rozgarnięte były.

      Reply
      • 30 stycznia 2016 at 15:49
        Permalink

        One nie były nierozgarnięte, one miały objawy lekkiego stopnia epilepsji (względnie kilku innych chorób psychicznych/neurologicznych, bo takie wyłączanie się można do wielu schorzeń dopasować).;) ALe dalej nie wydaje mi się, żeby Karabachy dawały jakąś wielką przewagę nad francuzami ostatecznie – ewentualnie w jakiejś długiej potyczce niewielkich oddziałów (takiej, żeby noc zdążyła przemienić się w dzień, albo odwrotnie), ale małe oddziały nie miewały długich potyczek.

        Reply
        • 31 stycznia 2016 at 12:36
          Permalink

          No właśnie o takie potyczki mi chodzi – albo toczone nad ranem, kiedy robi się już za jasno dla Fleur-de-Nuitów, albo takie toczone późnym wieczorem, kiedy normalne smoki nie widzą już za dobrze, a dla Nuitów jest jeszcze trochę za jasno.

          Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *