Tajemnicza i dziwna historia Holly Sykes – “Czasomierze” Davida Mitchella

Opis okładkowy Czasomierzy Davida Mitchella sugeruje, że to powieść, która zaczaruje czytelników i głęboko zapadnie w pamięć. Owszem, czaruje i zapada w pamięć, nie umniejsza to jednak wielu jej wad i problemów, przez które nie mogę polecić jej z czystym sumieniem.

Warto na samym początku przyjrzeć się tytułowi, bowiem Czasomierze nie oznaczają w tym przypadku tylko i wyłącznie zegarków. Wielowymiarowość tego wyrażenia jest po lekturze bardzo wyraźna, bowiem Mitchell odnosi je przede wszystkim do nas. To zwykli ludzie są czasomierzami, zwłaszcza z perspektywy odradzających się wiecznie Horologów oraz nieśmiertelnych (a właściwie niestarzejących się) Anachoretów. Z drugiej strony odwołuje się w ten sposób do horologii, która jest nauką o starych zegarach (a także, zapisywana jako Horologia, stanowi stowarzyszenie powracających cyklicznie do życia jednostek).

Również całą powieść można różnorako interpretować – sama odwieczna wojna pomiędzy Horologami (którzy odradzają się w kolejnych, nowych ciałach) oraz Anachoretami (zabijającymi, by pozostać wiecznie młodymi) może być odczytywana na wiele sposobów. Jest to odwieczna walka Dobra (Horologia) ze Złem (Anachoreci), w której stawką są ludzie życia. Jednakże można dopatrzeć się w tym również refleksji nad dążeniem do nieśmiertelności, a także nad wartością ludzkiego życia i czasu, jaki jest nam dany. Nie obyło się również bez przestrogi przed zbędnym przywiązaniem do technologii oraz do wygody obecnej cywilizacji.

Trudno określić, gdzie rozpoczyna się opowiadana w Czasomierzach historia. Czy ma swój początek latem 1984 roku w miasteczku Gravesend w Anglii, kiedy to nastoletnia Holly Sykes ucieka z domu? A może jednak wcześniej, kiedy Holly ma zaledwie siedem lat i w swojej głowie słyszy głosy, które nazywa „Ludźmi z radia”. Jednak jeśli spojrzeć jeszcze dalej to istnieje kolejny początek historii – moment, w którym Baptiste Pfenninger przekracza próg Kaplicy Zmierzchu i spotyka się z Katarem Ślepcem. Albo jeszcze wcześniej w 1210, kiedy Katar Ślepiec tworzy w klasztorze na przełęczy Sidelhorn przejście do Zmierzchu. To wydarzenie jest praprzyczyną wojny o rząd dusz, jakiej doświadcza świat przedstawiony w Czasomierzach.

Może jednak „doświadczanie” nie jest najlepszym określeniem, bo odwieczny konflikt między Horologią a Anachoretami toczy się raczej w tle, zarówno świata powieści, jak i samej akcji. Holly Sykes i inni bohaterowie ocierają się o niecodzienność ponadczasowej wojny, stając się czasami jej przypadkowymi uczestnikami lub ofiarami. Mitchell zgrabnie operuje opowieścią, by zdradzić niewiele i utrzymywać czytelnika w stałym zainteresowaniu. Przez większość książki autor ledwie sugeruje konflikt, który dopiero na ostatnich stu stronach nabiera rozpędu i wkracza z impetem w życie głównej bohaterki.

Czasomierze to naprawdę niezwykle rozbudowana powieść, na którą składa się kilka pozornie niezwiązanych ze sobą opowieści. Problem dla wielu czytelników może stanowić brak łagodnego przejścia między nimi – urywają się one w losowych momentach, nie kończąc rozpoczętych wątków. To zdecydowanie wybija z rytmu czytania, wprawiając w nie lada konfuzję. To  pierwszy z problemów, których nastręcza lektura najnowszej książki Mitchella.

Same opowieści również nie zawsze mają zwartą strukturę narracyjną. Zwłaszcza w Samotnej Planecie Crispina Hersheya widać ten problem. Wygląda to bowiem niczym losowe wycinki z prowadzonego niezbyt systematycznie pamiętnika. Wątki się urywają, a poszczególne rozdziały nie łączą się ze sobą w spójną opowieść. Ta historia najsłabiej łączy się z całością, poza przewijającą się postacią Holly Sykes i wspomnieniach o tajemniczym Skrypcie, którego istnienie ważne jest w kontekście Horologii. Co najgorsze jednak – postać Crispina i wątki z nim związane nie wnoszą prawie nic do późniejszej opowieści. Być może Mitchell chciał tutaj pokazać przełomowe wydarzenie, które doprowadziło do zmiany charakteru Holly, jednakże fragment ten w zestawieniu z całą powieścią najmniej pasował do całości.

Warto zwrócić również uwagę na konstrukcję postaci w Czasomierzach. Holly Sykes pojawia się we wszystkich opowieściach (w pierwszej i ostatniej jest nawet narratorem) i w każdej z nich obserwować można ją w nieco innej roli oraz z odmiennym charakterem. Czytelnik poznaje ją jako nastolatkę, buntowniczą i szaleńczo zakochaną swoją pierwszą miłością. Nie wierzy w zjawiska nadprzyrodzone, a kiedy ich doświadcza próbuje je racjonalizować. W drugim segmencie mamy do czynienia z dwudziestokilkulatką, która pojawia się jedynie epizodycznie, jednak widać, że jest postacią dużo bardziej poważną i dość chłodno traktującą mężczyzn. W Weselu, rozgrywającym się kilka lat później, mamy możliwość obserwować Holly-matkę oraz Holly-partnerkę. Fragment jest jednak na tyle krótki, że nie widać w niej większych zmian charakterologicznych. Oczywiście kobieta pojawia się również w Samotnej planecie Crispina Hersheya tym razem już jako czterdziestoletnia autorka bestselleru, jednak widać znaczącą zmianę – Holly bardzo mocno skupia się na zdarzeniach nadprzyrodzonych, akceptuje je i próbuje nadać im znaczenia. W kolejnym fragmencie blisko sześćdziesięcioletnia pani Sykes jest sceptyczna wobec wszystkiego, w co do tej pory zdawała się wierzyć i dopiero wciągnięcie jej w konflikt między Horologią i Anachoretami zmienia jej pogląd. W zakończeniu Holly ma ponad siedemdziesiąt lat i żyje tylko dla swojej wnuczki i adoptowanego wnuka. Przeskoki czasowe pomiędzy kolejnymi segmentami powieści powodują, że nie można śledzić ewolucji tej bohaterki. Wygląda to po prostu tak, jakby czytelnik miał do czynienia z nową postacią o zupełnie innym charakterze.

Pozostali bohaterowie dla całości historii odgrywają marginalne znaczenie, choć zostały napisane tak, by wzbudzić konkretne emocje: czytelnik ma poczuć nienawiść wobec Vinny’ego, odrazę w stosunku do Hugo Lamba czy sympatię do Eda. Jednak wszyscy oni mają tylko za zadanie wypełnić karty powieści, by później zostać usuniętymi. Przy takim podejściu dziwić może rozbudowywanie postaci Crispina Hershey’a, którego obecność może wydawać się zupełnie zbędna – na jego miejscu może stać losowy czytelnik/krytyk/literat/człowiek i historia na tym nie straci.

Ciężko jest jednoznacznie ocenić Czasomierze, bo z jednej strony jawią się jako głęboko przemyślana książka oferująca wiele możliwości interpretacji treści. Z drugiej jednak najnowsza powieść Mitchella może zrazić niezbyt płynnymi przejściami pomiędzy kolejnymi fragmentami, urwanymi wątkami i główną bohaterką, której ewolucji nie dane jest nam śledzić. Oczaruje i jednocześnie rozczaruje – tak było w moim przypadku.

Sharing is caring!

4 thoughts on “Tajemnicza i dziwna historia Holly Sykes – “Czasomierze” Davida Mitchella

    • 27 maja 2016 at 20:56
      Permalink

      No właśnie jeszcze nie, a słyszałam masę pozytywnych opinii o nim, zwłaszcza o Atlasie Chmur (którego ekranizację uwielbiam). Muszę nadrobić, ale jakoś tak nie mam od kogo pożyczyć. A kupować Atlasu w filmowej okładce nie chcę, bo marzy mi się wydanie z UW.

      Reply
      • 30 maja 2016 at 17:39
        Permalink

        Ach, bóle fanów UW. Niektóre książki z tej serii osiągają kosmiczne ceny. Na całe szczęście ja aż tak nie przywiązuje się do fizyczności książek.

        Reply
        • 31 maja 2016 at 09:23
          Permalink

          Wiesz nie miałabym takiego parcia na Atlas w wydaniu UW, gdybym na przykład miała czytnik… Albo gdyby filmówka nie miała takiej paskudnej okładki 🙁

          Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *