Quo vadis, Doro Wilk? – “Wszystko zostaje w rodzinie” Anety Jadowskiej

Czwarte spotkanie z Dorą Wilk zapowiadało się całkiem nieźle. Na bok miały odejść sprawy anielskie, Dora w końcu miała zająć się problemami magicznych. Szkoda tylko, że, niestety, rzeczywistość okazała się smutniejsza niż piękne zapowiedzi. A może to ja uodporniłam się na urok wiedźmy, co to matkuje wampirom, przewodzi wilkołakom i sypia z diabłem? Ale po kolei.

Dora, zaniepokojona paniką Joachima, przybyła do Trójprzymierza, by dowiedzieć się o niecodziennych problemach wampirów z gniazda Gajusza. Krwiopijcy jakby zapomnieli, że nie mogą wystawiać się na słońce – już sześcioro z nich zginęło w ten sposób. Ale to nie jedyny problem Dory (jak wiemy bohaterka przyciąga do siebie kłopoty), bo ze stadem Olafa dzieje się coś niepokojącego. Chcąc nie chcąc wiedźma będzie musiała się zająć i tym kłopotem. A z tego wyniknie kolejny, ale nie zdradzę o co chodzi (wystarczająco zdradza to opis na tylnej stronie okładki).

Zarys fabuły wypada całkiem nieźle, prawda? Jednak czegoś mi zabrakło. Może wina leży w tym, że akcja zaczyna się właściwie w środku, przez co na dłuższą chwilę dezorientuje czytelnika, a może to z powodu wszechwładności Dory? Przecież nie mogę się o nią martwić, nawet jeśli napadną na nią wilczyce i upuszczą jej trochę krwi, skoro oczywiście nasza protagonistka wyjdzie z tego cało, by swoje przeciwniczki roznieść w pył. A może to dlatego, że fabuła tym razem wlokła się niemiłosiernie i zdarzały się zdecydowane przestoje, sceny nie wnoszące nic, a będące jedynie typowymi zapychaczami? A może to z powodu nachalnie kreowanego wątku miłosnego i wszelkich komplikacji, jakie to z sobą niesie? Iluż Dora adoratorów jeszcze zdobędzie, komu zawróci w głowie i ile razy jeszcze będzie musiała kłócić się z Mironem?

Najgorzej jednak wypada sama Dora. Wydawca w nocie okładkowej pisze, że „…z właściwym sobie wdziękiem, musi posprzątać cały ten bajzel ”. Ale gdzie jest ten wdzięk Dory? Czyżbym doszczętnie oślepła, czy może w tym, czwartym już, tomie swoich przygód osiągnęła szczyt arogancji? To co prezentuje na spotkaniu z Mariettą czy jej zachowanie wobec Gajusza w jego domu zabiło we mnie ostatki sympatii, jaką żywiłam do protagonistki. Z drugiej strony Jadowska nachalnie kreuje wspomnianą wyżej wampirzycę (jak i również Gajusza) w sposób sprzeczny z wizerunkiem krwiopijców z własnego uniwersum. Skoro lubują się w zakulisowej polityce, w intrygach i dwulicowości, to dlaczego Marietta, prowadząca dom schadzek i (jak się okazuje) biorąca udział w głównej intrydze, zachowuje się wobec Dory z otwartą wrogością i od razu zraża ją do siebie swoim zachowaniem? Przecież w interesie pani Domu Kwiatów leżałoby raczej pozyskanie sympatii wiedźmy i oddalenie od siebie wszelkich zarzutów, prawda? Mam wrażenie, że wszystkich bohaterów chyba wyprano z charakteru albo wykreowano sprzecznie z wizją z poprzednich tomów – Joshua (mój prywatny ulubieniec) gdzieś gubi swoją niewinność i gotów byłby przystawiać się do Dory; archanioł Gabriel, który osobiście się co prawda nie pojawia, deklaruje, że umożliwi swojemu wnukowi zajęcie pustego miejsca po Mironie (gdzie się podziała Gabrielowa niechęć do Dory?). Nowe postaci nic ciekawego ze swoim pojawieniem się nie wnoszą: Varg i Bjørn pozbawieni są raczej cech indywidualnych (i za nic w świecie nie dałabym rady ich od siebie odróżnić, gdyby nie to, że Varg odnosi się do Dory negatywnie – tak bez powodu), Inge i Szelma zostały zbyt słabo rozrysowane.

Mam wrażenie, że gdzieś uciekła Jadowskiej lekkość pióra, bo czytało mi się „Wszystko zostaje w rodzinie” dużo gorzej niż poprzednie tomy. A może znudziły mi się powtarzane przez bohaterkę zbyt wiele razy frazy typu: „Bogini, spraw, by kiedyś moje życie erotyczne doścignęło legendę, która je otacza”? Żart powtarzany zbyt wiele razy przestaje być śmieszny, podobnie jest z tego typu zdaniami. Zauważyłam również, że Jadowska ponownie stara się nawiązywać do popkultury, ale te fragmenty (jak chociażby w opisie wampira-ekscentryka) są za mało subtelne, przez co wyglądają mocno nieudolnie.

Ten tom przygód Dory podobał mi się zdecydowanie najmniej. Bohaterka zaczęła mnie irytować, akcja szalenie się dłużyła, a pewne fragmenty wręcz zniechęcały do lektury. Cóż, może uodporniłam się na urok Dory? To całkiem możliwe. „Wszystko zostaje w rodzinie” polecam tylko zagorzałym fankom (i fanom też, oczywiście) serii, którym przywary protagonistki niestraszne. Reszta zaś czyta na własną odpowiedzialność.

Sharing is caring!

10 thoughts on “Quo vadis, Doro Wilk? – “Wszystko zostaje w rodzinie” Anety Jadowskiej

  • 10 kwietnia 2014 at 14:33
    Permalink

    Jak potraktować tę książkę jako romans, to rozłożenie akcentów ma nieco więcej sensu. Co nadal nie poprawia jakości powieści, ale nadaje jej więcej sensu.

    Reply
    • 10 kwietnia 2014 at 21:04
      Permalink

      Zdecydowanie jako paranormal romance miałoby to więcej sensu. Ale wszyscy upierają się przy urban fantasy 😀

      Reply
  • 20 maja 2014 at 16:47
    Permalink

    Jestem Ciekawa czy Dora i Miron się w końcu pobiorą czy Ta wiedźma będzie jednak z aniołkiem ale to jakos tak pokręcone że ciężko stwierdzić,Trafiłam na tą książkę przypadkiem zaczynając od 2 częśći spodobała mi się pochłonełam ją dosłownie w jeden dzień więc nie było innej opcji jak tylko poszukać następnych części 🙂

    Reply
    • 20 maja 2014 at 17:25
      Permalink

      Szczerze mówiąc – nie życzyłam Joshui związku z Dorą. W sumie Mironowi też współczuję.

      Reply
    • 13 czerwca 2014 at 04:17
      Permalink

      O tekście Maćka z Kultury Zombie wiem, bo go nawet betowałam 😛 Ale poza nami jest niewiele osób narzekających na Dorę.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *