Podsumowanie roku 2013

Ostatni dzień roku to idealny okres na podsumowanie. Zaczynajmy więc.

Najlepszy film roku

Tutaj nie mam wątpliwości. Z filmów, które w 2013 roku obejrzałam bez wątpienia najlepszym był Thor: The Dark World. Jestem absolutnie zakochana w tym filmie, efektach, grze aktorskiej, muzyce i wszystkim, wszystkim co się z nim wiąże. Z niecierpliwością czekam na wydanie DVD, które koniecznie wyląduje w mojej kolekcji. A dla przypomnienia trailer:

 

Najgorszy film roku

Jest taki film, po którego obejrzeniu siedziałam przez godzinę otępiała i niezdolna do wypowiedzenia ani słowa. Nie z zachwytu. Ale z szoku i rozpaczy – ten film  był tak głupi, że przekroczył wszelkie granice. Jeśli dodać do tego beznadziejną grę aktorską otrzymamy najgorszy gniot tego roku. Mówię oczywiście o After Earth (1000 lat po ziemi). Przedsmak tego, co znajdziecie w tej produkcji w jakże szczerym trailerze:

 

Pozytywne filmowe zaskoczenie roku

SAGA – przekleństwo cienia zaskoczyło mnie pozytywnie. Nie spodziewałam się po niskobudżetowej produkcji niezależnej, że będę się na niej bawić lepiej niż na wysokobudżetowym Hobbicie. A bawiłam się zdecydowanie lepiej i nie przeszkadzało mi w tej zabawie nic. Zobaczcie trailer:

 

Największy filmowy zawód roku

Bezkonkurencyjny w tej kategorii jest Man of Steel. Spodziewałam się czegoś na poziomie nolanowskich Batmanów, a jak się okazało dostałam film nudny, z fatalnie opowiedzianą historią, z udziwnionym montażem i scenami walki a’la Dragon Ball. Nieźle niedociągnięcia fabularne punktuje ten filmik:

 

Najlepsze anime roku

Zdecydowanie Sword Art Online, polecone przez Mikaboshiego. I choć druga część serii nieco odstawała tempem i klimatem od pierwszej muszę uznać to anime za najlepszą produkcję obejrzaną w tym roku. Ma bardzo sympatyczny opening, więc sobie go posłuchajcie:

 

Najgorsze anime roku

I znowu bez zaskoczenia – Shingeki no Kyojin. Szczerze mówiąc, nie zainteresowalibyśmy się nim, gdyby nie Mikaboshi, który po pierwszych odcinkach stwierdził, że warto się temu przyjrzeć. I choć wytrwaliśmy do końca sezonu, to było męczące. Na pewno wiecie już dlaczego: brak logiki i spójności, fatalni główni bohaterowie i połowa odcinków o niczym. Ale jest coś w SnK co podobało mi się bezsprzecznie: opening.

 

Serialowe odkrycia roku

Odkryć roku jest kilka. Po pierwsze: Vikings. I choć jest strasznie krótki (tylko dziewięć odcinków) to wypada wybornie. Całe szczęście serial wraca na ekrany już w lutym!
Po drugie: Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D. I choć zbiera on mnóstwo niepochlebnych opinii, dla mnie jest jedną z ciekawszych produkcji i warto jest jej dać szansę. Bo jest śmiesznie, jest sporo akcji a serial rozwija MCU.
Po trzecie: Sherlock. Tak, dopiero teraz spróbowałam Sherlocka. I jestem oczarowana. Dwie serie połknęłam niemalże na raz, ubóstwiam Benedicta głowię się nad zakończeniem i czekam na trzecią. A ona już wkrótce.

 

Serialowy zawód roku

Gra o Tron – z sezonu na sezon ma tendencję spadkową. Jak pierwszy był świetny, drugi był ledwo dobry, tak trzeci jest już bardzo słaby. Oglądam już tylko z przyzwyczajenia, bo straciłam nadzieję, że coś się w tym serialu zmieni na lepsze. Może być już tylko gorzej.

 

Serialowy powrót roku

Oczywiście The Walking Dead. Druga część trzeciego sezonu i początek sezonu czwartego naprawdę trzymają poziom. I bardzo mi się podoba, w którą stronę zmierza serial – twórcy powracają do idei walki o przetrwanie.

 

Najlepsza książka roku

Cóż do tego tytułu ma prawo pretendować wiele książek, które w tym roku przeczytałam. Mogłaby być to Ucieczka Eisensteina, która wycisnęła ze mnie łzy (tak wzruszyłam się przy Warhammerze), mogłaby to być Wyprawa w Góry Księżycowe, a w reszcie mógłby być o Smok Jego Królewskiej Mości, w którym się zakochałam. Ale wybrałam inną – Cienioryt Piskorskiego. Dlaczego? Bo to najlepsze, co rodzimy rynek wypuścił. Bo łączy ciekawy koncept z bardzo dobrym wykonaniem.

 

Najgorsza książka roku

Tu nie miałam wątpliwości. Świątynia przeczytana w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki Fantastycznej zmiażdżyła w tej niechlubnej kategorii Człowieka ze złotym amuletem i Testament Judasza. Przebiła te książki bezgraniczną głupotą, brakiem logiki i fatalnym stylem. To kwintesencja złej powieści.

 


A teraz na moment oddam głos Turelowi

Najlepsza gra roku

W przypadku najlepszej gry mijającego roku w moim prywatnym odczuciu zdecydowanie wygrywa Deadpool, przy którym świetnie się bawiłem i ani trochę się nie znudziłem. Decyzja może i taka trochę nijaka z punktu widzenia hardcorowego growego fandomu, bo przecież powychodziły takie cuda jak GTAV, Bioshock Infinite, Last of Us czy Assassin’s Creed 4. Ale podyktowana głównie tym, że mało grałem i wypowiedzieć się mogę wyłącznie na temat tego co sprawdziłem sam. Na uznanie również zasługują takie produkcje jak Shadowrun Returns, który udowodnił, że klimatem i fabułą idzie zrekompensować wszystkie techniczne niedoróbki. Space Hulk, który reanimuję tą dawno zapomnianą ale jakże żywą markę, oraz Metal Gear Rising, na którego pecetową premierę czekam niecierpliwie.

 

Najgorsza gra roku

W tym segmencie akurat bezkonkurencyjnie zwycięża DMC. Jest to gra w moim odczuciu tak prymitywna, prostacka, wulgarna i niekanoniczna, że już dawno nie byłem tak zły z faktu wydanych pieniędzy.

Kilka postanowień noworocznych

Przede wszystkim – pisać więcej. Średnio pięć-sześć tekstów w miesiącu to nie jest zły wynik, ale czyż nie lepiej byłoby, gdyby tekstów było osiem do dziesięciu?

 

Po drugie – więcej publicystyki. Recenzje są fajne, ale ileż można je czytać, prawda? Tekstów publicystycznych w tym roku kilka już powstało, mamy pomysły na kolejne, tylko potrzeba chwilki czasu na ich napisanie.

 

Po trzecie – oglądać więcej seriali, filmów, czytać więcej książek i grać w więcej gier. Udzielać się bardziej w fandomie.

 

Po czwarte – poprawić stronę graficzną bloga. Nie jest tragicznie, ale warto się jeszcze zastanowić nad kilkoma zmianami i popracować nad designem.

PS. Filmowe podsumowanie grudnia przesunie się na początek stycznia (ale będzie w nim Hobbit, więc uważajcie!).

Sharing is caring!

4 thoughts on “Podsumowanie roku 2013

  • 31 grudnia 2013 at 14:10
    Permalink

    lol, przyomniala mi się kucyponkowa wersja openingu do Ataku Tytanów, jaka mnie kiedyś zaatakowala na YT.;)

    A tak na poważnie, to Twoje wybory mnie nie zdziwiły. chociaż zaczynam sie coraz bardziej przekonywac do animcow (czytaj – zaczynam uważać, ze czas przenaczony na przekopywanie netu w poszukiwaniu ciekawych tytułów nie jest tak do konca stracony), więc może jeśli kiedys uzyskam stale łącze, to obajrzę sobie Sword Art Online.:)

    Reply
    • 31 grudnia 2013 at 15:29
      Permalink

      Wiesz, nie musisz czekać do stałego łącza. Przy następnym naszym spotkaniu ci całe SAO dam. 😀

      Reply
  • 31 grudnia 2013 at 15:05
    Permalink

    Ten Sherlock faktycznie późno, ale lepiej późno niż wcale. No i przynajmniej odpadło Ci czekanie przez dwa lata na trzeci sezon, czego trochę zazdroszczę. ^^

    Ach, i ja też dołączam do tych, co nie hejtują S.H.I.E.L.D. Jasne, widzę jego słabe strony, ale i tak oglądam ze sporą przyjemnością, licząc na to, że jeszcze się rozkręcą. 😀

    Reply
    • 31 grudnia 2013 at 15:34
      Permalink

      Ha, widzisz, miałam nosa, żeby obejrzeć Sherlocka dopiero w tym roku 😀 Znaczy się ja w ogóle jestem serialowo opóźniona (muszę jeszcze kilka seriali nadrobić, chociażby Hannibala), więc nie ma się co dziwić, że Sherlocka odkryłam (to znaczy obejrzałam i pokochałam) dopiero teraz.

      Ja mam pewną teorię na temat Agentów – i może napiszę notkę o tym. W ogóle mam ochotę na cały taki cykl z teoriami spiskowymi.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *