Opowieść o końcu świata – “Oryks i Derkacz” Margaret Atwood

Zdarzyło się Wam zacząć czytać jakiś cykl od środka? Mi owszem. Znajomość z twórczością Margaret Atwood zaczęłam od powieści „Rok potopu”, która jest drugim tomem trylogii „MaddAddam”. Świat mnie tak pochłonął, tak zafascynował, że przez długie tygodnie szukałam pierwszej części (niestety wówczas nieosiągalnej). Wreszcie, po ponad dwóch latach od tamtego momentu udało mi się. Wreszcie mogłam sięgnąć po „Oryksa i Derkacza”.

Yeti, jak sam się określa, żyje dość prostym życiem – śpi na drzewie, by uniknąć drapieżników, owija się starym prześcieradłem, by ochronić ciało przed oparzeniami słonecznymi. Ta prostota nie jest jednak żadnym rajem. To świat po apokalipsie, po tragedii, jaka zakończyła niemalże egzystencję ludzkiego gatunku. Niemalże, bo został jeszcze Yeti, który w przerwach od konsumpcji, spania i drapania się wspomina swoje życie i czas, kiedy był jeszcze Jimmym.

Po tym krótkim zarysie fabuły można byłoby się spodziewać nudnej i pozbawionej akcji książki. Jest w tym trochę racji, bo akcji w „Oryksie i Derkaczu” jest jak na lekarstwo, ale nie czyni jej to nudną. Trylogia (a w tym momencie mogę to powiedzieć, mając za sobą lekturę dwóch tomów) Margaret Atwood to jedyne w swoim rodzaju połączenie cyberpunku z postapokalipsą. „Oryks i Derkacz” na dodatek jest też interesującą historią miłosną, z tragicznym zakończeniem. To także opowieść o geniuszu tak wielkim, że zmuszającym do podjęcia drastycznych kroków, aby uzdrowić świat. To w końcu w pewnym sensie moralitet, zmuszający do zadania pytań: „Czy popełniając jedną, prawdopodobnie największą zbrodnię świata można sprawić, że zostaną naprawione i zadośćuczynione inne zbrodnie?”, „Czy wielkie wymieranie jednego gatunku, odpowiedzialnego za wymieranie innych wyrówna rachunki?”. Ostatecznie możemy też uznać „Oryksa i Derkacza”, a właściwie całą trylogię, za powieści ekologiczne ukazujące realne problemy środowiska naturalnego oraz ich prawdopodobne konsekwencje.

„Oryks i Derkacz” nie byłoby tak interesującą historią, gdyby nie udało się Atwood wykreować naprawdę interesującej postaci. Yeti (lub Jimmy, którym kiedyś był) jest bohaterem na tyle wielowymiarowym i barwnym, że ciężko znaleźć dla niego odpowiednik w literaturze. Z jednej strony prezentuje się nam jako ćwierćinteligent, ciągle zawodzący oczekiwania, które pokładał w nim ojciec. Yeti sam się za takiego uważa, wpojono mu, że jeśli nie nadaje się na inżyniera, biologa, biochemika czy coś pokrewnego, to jest upośledzony w znacznym stopniu. Bo wiecie, humanista, artysta w tamtym świecie prawie nic nie jest wart. Z drugiej strony jako czytelnik możemy określić Jimmy’ego jako ponadprzeciętnie inteligentnego, choć nieco leniwego. Dostrzega to też Derkacz, mający dla niego specjalne miejsce w swoim wielkim planie.

Ważną częścią „Oryksa i Derkacza” jest dynamika stosunków między Yetim a Derkaczem. I choć jest ona zaledwie niewielkim procentem fabuły książki to świetnie pokazuje doskonałe umiejętności autorki. Yeti podziwia Derkacza, nienawidzi Derkacza, gardzi Derkaczem, kocha go, boi się go, uważając go jednocześnie za diabła wcielonego i kogoś w rodzaju boga albo bożka. Nawet długo po śmierci Derkacza nie jest w stanie uwolnić się od jego wpływu i myślenia o nim. I to właśnie dzięki Derkaczowi jesteśmy w stanie dostrzec, jak bardzo świat myli się, myśląc o Yetim, jako o ćwierćinteligencie. A wplątanie ich w osobliwy trójkąt miłosny z Oryks nadaje całości pikanterii i sprawia, że wraz z Jimmym zadajemy sobie pytanie: czy Derkacz wie? A jeśli wie, to dlaczego na to pozwala?

Nim przejdę do podsumowania, chciałabym zwrócić uwagę na wizjonerski aspekt powieści. Atwood wydała ją na początku XXI wieku, kiedy problemy środowiska naturalnego jeszcze nie były takim wielkim problemem, kiedy technologia, biochemia i inżynieria genetyczna nie były tak rozwinięte. Jednak czytając tę książkę tych naście lat później możemy znaleźć mnóstwo odniesień do obecnej sytuacji – problemów ekologicznych (coraz bardziej prawdopodobne stają się przewidywania autorki względem globalnego ocieplenia i podobnych kwestii, które choć znane od lat, teraz stają się tematem dyskusji i realnym zagrożeniem), rozważań natury moralnej czy chociażby światopoglądowej (te głupie wartościowanie wykształcenia – teraz dzieje się dokładnie coś takiego, zawody techniczno-przyrodniczo-chemiczne określa się jako bardziej przydatne i pożądane niż wykształcenie humanistyczne). Czytając książkę Atwood mam wrażenie, jakbym czytała o niedalekiej a całkiem możliwej przyszłości, zwłaszcza, że pewne fragmenty zaczęły się już ziszczać[1]. To książka, która przeraża swoją aktualnością, ale być może dzięki temu, że w sposób dość lekki zahacza o problematykę ekologiczną będzie w stanie wzbudzić zainteresowanie w ludziach, którzy do tej pory nie zwracali uwagi na problemy środowiska naturalnego.

„Oryks i Derkacz” to powieść, która sprostała moim niemałym czytelniczym wymaganiom i okazało się być lekturą wciągającą i przyjemną, mimo dość poważnej tematyki. To lektura, którą jestem w stanie polecić każdemu, łącząca cyberpunk z postapokalipsą, z elementami powieści ekologicznej i moralitetu. Jest w tym oczywiście odrobina romansu, jednak nie na tyle nachalna, by dominować pozostałe wątki, przez co dostajemy świetnie skrojoną powieść, łączącą wiele gatunków i wiele wątków w jedną całość.

Egzemplarz do recenzji udostępniło wydawnictwo Prószyński i S-ka.

[1] Naukowcom udało się z powodzeniem wszczepić fragment ludzkiego genomu do embrionu świni (http://www.newsweek.pl/nauka/naukowcy-skrzyzowali-czlowieka-ze-swinia,artykuly,404348,1.html) – analogia do świnionów narzuca się sama.

Sharing is caring!

4 thoughts on “Opowieść o końcu świata – “Oryks i Derkacz” Margaret Atwood

  • 20 lutego 2017 at 02:00
    Permalink

    Świetna powieść i aż Ci trochę zazdroszczę, że i drugą część masz przeczytaną.

    Reply
    • 21 lutego 2017 at 11:19
      Permalink

      Och, przeczytaną tak, ale będę musiała jeszcze raz przeczytać, bo wspomnienia mam mgliste dość…

      Reply
  • 21 lutego 2017 at 02:12
    Permalink

    Przepraszam najmocniej, ale recenzji nie przeczytałem. Zostawiam swój głos, gdyż czeka na mnie “Oryx and Crake” w oryginale. Po przeczytaniu wrócę tu.

    Reply
    • 21 lutego 2017 at 11:21
      Permalink

      No to czekam na wrażenia z lektury oryginału 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *