Obalamy mity #4 – książę, co wampirom się nie kłaniał, czyli historia mniej znana Draculi

Zwierz Popkulturalny odkryła, że „Dracula Untold” to film wielce edukujący. I mnie też nauczył czegoś: Hollywood nie ma pojęcia o historii Palownika. Coś się komuś o uszy obiło, dodał dwa do dwóch i wyszło mu pięć. I przyszło mi na myśl, że warto kilka słów poświęcić, było nie było, jednej z ciekawszych postaci Europy Środkowej.

I to, że „Dracula Untold” opowiada pseudo-historię Vlada jest tylko pretekstem do napisania tego tekstu, bo właściwie pewnie temat wypłynąłby przy innej okazji. A tymczasem zapraszam do lektury.

 

Książę z Transylwanii?

 
Wołoszczyzna na mapie oznaczona została kolorem pomarańczowym.
Transylwania to obszar na północ od 
niej – na mapie usytuowana centralnie.
Chyba najczęściej powtarzanym mitem o Draculi jest ten o jego pochodzeniu. Zaczęło się chyba od Brama Stokera, który tworząc swojego księcia wampirów umiejscowił jego zamek w Transylwanii. I tak już właściwie zostało, bo każdy kolejny twórca tam właśnie osadza naszego biednego Vlada.

 

I choć rzeczywiście Dracula urodził się w Siedmiogrodzie (dla uściślenia dodajmy, że miejscem narodzin słynnego Palownika jest miasto Sighișoara), to poza miejscem urodzenia z Transylwanią właściwie naszego hospodara nic nie łączy. Przede wszystkim dlatego, że był hospodarem wołoskim, ergo władał Wołoszczyzną – regionem położonym na południe od historycznego Siedmiogrodu. Stolicą władztwa Vlada (a także jego ojca i dziada) było Târgovişte– miasto w centrum Wołoszczyzny.

 

Co najważniejsze jednak – Dracula nie żył w dobrych stosunkach z mieszkańcami Transylwanii. Szczerze mówiąc – był z nimi nieźle skonfliktowany. Poszło, zdaje się o zakazy, jakie ustanowił Vlad po rozpoczęciu swoich rządów na Wołoszczyźnie: Palownik, dbając o rozwój miejscowego mieszczaństwa i kupców, zakazał wstępu zagranicznym kupcom na jarmarki. Dotknęło to mocno niemieckich mieszkańców Siedmiogrodu, którzy zaczęli spiskować przeciwko władzy Vlada na Wołoszczyźnie, planując osadzenie na tronie jego kuzyna. W odwecie Dracula najechał Transylwanię, spalił miasto Braszów, a jego mieszkańców kazał nabić na pal.

 

Vlad-okrutnik

 
Klasyczne przedstawienie Vlada – ucztującego w otoczeniu Lasu Pali. Drzeworyt niemiecki z XV w.
Draculę zwykło się określać mianem Palownika, podkreślając jego okrutne i skąpane we krwi rządy. Jako przykład bezwzględnego działania wszyscy podają chociażby nabicie na pal mieszkańców Braszowa, o czym wspominałam wyżej; nabicie na pal bojarów wołoskich, którzy brali udział w spisku na życie jego ojca i starszego brata; oraz bodajże najsłynniejsze – Las Pali, który przywitał armię sułtana Mehmeda II Zdobywcy pod Târgovişte (podaje się, że nabito tam na pal dwadzieścia tysięcy jeńców).

 

Zacznijmy może od tego ostatniego – obecnie historycy przyjmują, że liczba dwudziestu tysięcy jeńców nabitych na pal jest mocno przesadzona, ze względu na to, że liczba jeńców Vlada musiałaby być równa liczbie mieszkańców całkiem sporego miasta. Ja ze swojej strony uważam, że nawet dziesięć tysięcy nabitych na pal skazańców prawdopodobnie jest zbyt wysoka – aby osiągnąć taką liczbę Dracula nie mógłby polegać tylko i wyłącznie na jeńcach pojętych w trakcie walki z Turkami, ale dodatkowo opróżnić lochy kilkunastu sąsiednich miast. Zostawmy jednak na moment liczby i przyjrzyjmy się „Lasowi Pali” – jeden z późniejszych przekazów mówi, że Vlad nie tylko kazał nabić na pal tych biednych jeńców, ale jeszcze na dodatek ucztował w pobliżu miejsca kaźni. To jest prawdopodobnie jeden z przejawów budowania tzw. czarnej legendy przez siedmiogrodzkich przeciwników politycznych Vlada (w odwecie za wspomniany nieco wyżej zakaz wstępu na jarmarki).

 

Kolejny z elementów czarnego PRu Vlada – przedstawianie go jako Piłata albo innego biblijnego tyrana. Piłat (o twarzy Vlada) sądzący Jezusa, 1463.
Kary wymierzonej przeciwnikom politycznym (i nota bene groźnym opozycjonistom, bo bojarzy, których Dracula kazał nabić na pal, odpowiadali za śmieć Vlada II i Mirczy II) nie należy się chyba dziwić. Samo nabijanie na pal nie jest metodą wymyśloną przez Draculę, bo stosowana była ona od czasów starożytnych (z lubością używali jej Turcy, od których prawdopodobnie Vlad się tego nauczył). Nie jest też metodą najokrutniejszą, bo jeśli ofiara ma wyjątkowe szczęście może skonać dość szybko – jeżeli nabijano akurat na zaostrzoną stronę pala i nie zamontowano podpórki pod stopami delikwenta, żeby za szybko nie zjechał w dół. Prawdopodobnie tę metodę Vlad III upodobał sobie ze względu na prostotę – nie potrzeba tutaj  żadnych skomplikowanych narzędzi kaźni ani nawet specjalnie wykwalifikowanych katów (jak w przypadku obdzierania żywcem, włóczenia końmi, czy gotowania we wrzącym oleju).

 

Okrucieństwo Draculi przeszło do historii ze względu na pamflety rozpowszechnione przez siedmiogrodzkich przeciwników hospodara – druki takie powstały jeszcze za życia Vlada, a po jego śmierci powielono je i opublikowano w wielu niemieckich miastach. I to prawdopodobnie z takich druków zaczerpnął Stoker pomysł na stworzenie hrabiego-krwiopijcy (jeden z druków zatytułowany był „Przerażająca i prawdziwa, niezwyczajna historia okrutnego, krew pijącego tyrana zwanego księciem Draculą”).

 

A jednak bohater!

 
A tak najprawdopodobniej wyglądał Palownik – jeden z niewielu zachowanych
wizerunków hospodara 
wołoskiego Vlada. Portret z 1560, prawdopodobnie kopia
wizerunku wykonanego za życia Draculi. 
Wygląda raczej sympatycznie, prawda?
Dracula, mimo że wielu współczesnych mu widziało w nim potwora, był prawdziwym bohaterem, przynajmniej lokalnym. Albo i na skalę całej Europy. Nie dość, że zadbał o rozwój Wołoszczyzny (gdzie opowiada się właściwie do tej pory legendy na temat pokoju i dobrobytu, jaki zapanował za jego panowania – słynne jest podanie o złotym kielichu, który stał niepilnowany na placu w Târgovişte, z którego mógł każdy podróżny się napić i który za rządów Draculi ani razu nie został ukradziony, bo gdyby taki śmiałek się znalazł, to wkrótce skończyłby marnie), którą władał, to jeszcze zastopował pochód Turków w głąb naszego kontynentu. Tytuł przedmurza chrześcijaństwa należny jest zatem Wołoszczyźnie, a obrońcy chrześcijaństwa Vladowi.

 

Wystarczy spojrzeć, jakie zasługi oddał Palownik wielokrotnie walcząc z sułtanem Mehmedem II i co najważniejsze nie odnotowując porażek. Wielokrotne starcia z oddziałami tureckimi udowadniają, że Vlad świetnie przygotowany był do walki ze swoim przeciwnikiem, a zastosowana z powodzeniem wojna podjazdowa i metody wojny psychologicznej (której elementem było chociażby ustawienie „Lasu Pali”) doprowadziła do wycofania się wojsk tureckich z Wołoszczyzny. I prawdopodobnie, gdyby tylko nie został obalony i zastąpiony na tronie przez protureckiego Radu Pięknego mógłby zastopować pochód Turków w głąb Europy i być może nigdy nie trzeba byłoby bronić przed tureckimi zakusami Wiednia. Ale stało się inaczej, a Vlad przeszedł do historii nie jako bohater Europy, a jako bezwzględny i unurzany we krwi wampir.

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *