O złym Gondorze albo o tym, dlaczego “Władca Pierścieni” jest eposem rycerskim (w skrócie)

Wróciłam ze zlotowo-larpowego tournée z tematem na notkę, który tak czy siak by kiedyś wypłynął. Może niekoniecznie w tej formie, ale wnioski płynęłyby z niego takie same.

Na początek wypadałoby zarysować nieco sytuację, w której osadzimy moje rozważania. Jako wielka fanka Tolkiena nie przepuściłam dwóch zlotów tolkienowskich (połączonych wraz z grami terenowymi/LARPem). Pierwszy z nich to Ennorath, drugi zaś – Arda. I to na tym drugim pojawiła się drażliwa kwestia.

W tym roku bowiem wraz z Turelem wystąpiliśmy na niej pod sztandarem Białego Drzewa, zasilając szeregi oddziału kapitana Atneruna. I od samego początku założyliśmy, że nasza gra na LARPie nastawiona będzie na zwycięstwo. Wszelkimi kosztami. Również w kartach postaci zawarliśmy informacje, że taką mamy koncepcję i uciekać się będziemy do podstępów, bycia podwójnym agentem czy dość swobodnego posługiwania się prawdą i naginaniem jej pod siebie. I żeby zdobyć informację będziemy przekupywali innych graczy, a jak zajdzie potrzeba – wyrwiemy informację torturami czy groźbami. Poza tym miało to być najzwyklejsze, najbardziej realne wojsko ever, a więc składające się z osób o różnych charakterach, których łączy wierność ojczyźnie i całkowite jej oddanie.

boromir taki fajny
Boromir ma tylko jedną ryskę na charakterze, ale zmazuje ją w sposób godny, jak na archetypicznego rycerza przystało.

I wiecie co? Znalazły się osoby, które krzyczały głośno, że co to ma być za Gondor?! Że jakim prawem zmieniamy prawych, wspaniałych rycerzy Białego Drzewa w ludzi, którzy mają wady, kłamią i nawet torturują. Że to nie po myśli Mistrza! I krzyczano, że przecież Faramir taki wspaniałomyślny Froda wypuścił, że Boromir taki prawy i cudowny… etc. Najbardziej jednak bawił mnie głos, że niewiele nam brakowało do bycia tymi złymi.

I ja się zgadzam po części z tym, ponieważ Tolkien nigdzie nie napisał, że Gondor korzystał ze szpiegów różnej maści, nigdzie też nie wspomniał o tym, że torturował jeńców czy posługiwał się mniej honorowymi metodami. Generalnie Wolne Plemiona (poza nielicznymi, jednostkowymi przypadkami) to zbieranina tak krystalicznie czystych postaci, tak prawych, odważnych i opisywanych w samych superlatywach, że właściwie ciężko uwierzyć w ich istnienie. Przyznajmy szczerze i głośno: postaci we Władcy Pierścieni są płaskie i jednowymiarowe (nota bene jest to główny zarzut wszystkich przeciwników Tolkiena).

Już tłumaczę dlaczego tak jest. A potem wytłumaczę co to ma wspólnego z naszym Gondorem.

Władca Pierścieni został przez Tolkiena napisany bardziej jako epos rycerski, aniżeli powieść fantasy. Jeśli porównacie sobie główne cechy Władcy i na przykład Pieśni o Nibelungach, Pieśni o Rolandzie czy Orlanda szalonego zobaczycie pewną, nieprzypadkową zbieżność (nie zapominajmy, że Tolkien był profesorem filologii i literatury staroangielskiej, który obcował z takimi utworami jak Pan Gawen i zielony rycerz czy Beowulf). Główny bohater (w LOTRze zbiorowy pod postacią drużyny) jest wyidealizowany i oprze się złu nawet w chwili największej próby (aka Faramir w Henneth Annun). Aragorn jako postać przedstawia nam archetyp szlachetnego i prawego rycerza, przyszłego króla, którego panowanie cechować będzie sprawiedliwość i miłosierdzie. Nawet Boromir, który ma moment zawahania, ostatecznie zwraca się ku Dobru. Wszystko to wraz z licznymi alegoriami (przekucie Narsila w Andurila jako symbol restauracji władzy królewskiej w Gondorze) powinno mocno wpłynąć na postrzeganie Władcy w kontekście tego, jak odczytywać tę powieść i jej bohaterów.

złondor
Ci panowie na pewno nie są chodzącymi ideałami. Spójrzcie jak knują. Fot. Marcin Bronowski/Ennorath 2016

Zupełnie inaczej do tematu podchodzi Tolkien w Silmarillionie, gdzie elfy (rasa szlachetna z urodzenia i zamiaru swego twórcy) mordują się wzajemnie i generalnie do ideałów im tak daleko, jak każdej żyjącej osobie. Mają swoje namiętności, nienawidzą, kochają, zazdroszczą i w ogóle przejawiają całą gamę uczuć, a także reprezentują różne charaktery. Prawdopodobnie wzięło się to z tego, że zupełnie inny cel przyświecał Tolkienowi, kiedy pisał oba dzieła (w mojej opinii Silmarillion jest takim nieco skrótowym podręcznikiem do historii Śródziemia). Przedstawienie zatem bardziej realnego obrazu Ardy powinno wpłynąć mocno na reinterpretację tego, co jest znane z Władcy, w tym właśnie reinterpretację postawy Gondoru.

Myśląc o Władcy należy właśnie myśleć o eposie rycerskim, dziejącym się co prawda w wyimaginowanym świecie, ale eposie rycerskim, ukazującym bohaterskie, epickie czyny postaci historycznych dla tego świata. Inaczej będziemy zarzucać Tolkienowi płaskie postaci i totalny brak realizmu. Inaczej będziemy zarzucać larpowcom, że nie mają prawa zrobić bardziej realnego Gondoru, bo przecież we Władcy jak byk stało, że Boromir i Faramir tacy szlachetni i tacy nierealni, więc pewnie reszta (nieopisana właściwie) rycerzy spod znaku Białego Drzewa też taka była. Tak sobie myślę, że jeszcze do tego tematu wrócę, zwłaszcza, że świetnie nada się na obalanie pewnego popkulturalnego mitu, a teraz podsumowując już moje nieco chaotyczne dywagacje powiem jedno – nie bierzcie wszystkiego z Władcy dosłownie.

Sharing is caring!

8 thoughts on “O złym Gondorze albo o tym, dlaczego “Władca Pierścieni” jest eposem rycerskim (w skrócie)

  • 20 sierpnia 2016 at 01:10
    Permalink

    Powiedziałbym, że twoi krytycy charakteryzowali się raczej płytką znajomością Tolkiena. Wystarczy choćby przypomnieć sobie rozdział ” Zakazane jezioro” i “Prawo karze wszystkich, którzy bez pozwolenia wchodzą w tą dolinę”. “Mam rozkaz nie oszczędzać nikogo, kto bez pozwolenia namiestnika Gondoru wędruje w tych stronach”.

    To byli prawi ludzie, ale nie idioci.

    A co do “płaskości” postaci Tolkiena, to IMHO były one poprostu normalne. Poprostu nie rozpisywał się o draniach z patologii jak Martin czy Sapkowski.

    Reply
    • 20 sierpnia 2016 at 17:23
      Permalink

      O tak, ten przykład z Henneth Annun jest bardzo dobry i na pewno się nim posłużę w kolejnej notce (tak jak zapowiedziałam w zakończeniu wpisu).

      Reply
  • 22 sierpnia 2016 at 16:59
    Permalink

    Wydaje mi się, że wielkie dzieła rodzą takie podejście, zwłaszcza przy dużej dozie sentymentu. Wtedy oczekuje się, by każdy podchodził tak samo czołobitnie. A przecież reinterpretacje i tym podobne to skuteczny sposób, by dane dzieło żyło, a nie tylko prężtło się na postumencie.

    Reply
  • Pingback:Karnawał Blogowy #33 - Bobrownia

  • Pingback:O Gondorczykach, latających wiewiórkach i grach fabularnych: | Fanboj i Życie

  • 8 października 2016 at 23:49
    Permalink

    Jestem właściwie fanatykiem Tolkiena,ale u mnie większe znaczenie ma Silmarillion i jego mitologia niż LOTR.Na temat czym jest LOTR sam autor wypowiadał się,że jest to “romans heroiczny”-stąd trafne będzie porównanie do Ariosta…Idealizacja bohaterów jako zarzut?Jest to po prostu część klimatu,poza tym nie odczuwam tego tak ostro jak inni,nie widzę żadnego powodu aby przesadnie posrebrzać Gondor-ten kraj mogł popełniać skurwysyństwa jak każdy inny a w LOTR mamy po prostu wycinek heroiczny wyjęty z szerszego kontekstu i oświetlony zgodnie z tendencją.Nie zrozumiem ludzi,którzy podczas gry larpowej wymagają idealizowania bohaterów jako “tych nieskazitelnych”-dla mnie to dziecinada i nie w taki sposób czytałem LOTR..bohaterowie są,ale nie szukam ich na siłę.Zgadzam się z przedmówcą,że tu działa słaba znajomość dzieła Tolkiena plus może młody wiek graczy i ich osobista potrzeba aby mieć te wyidealizowane i kryształowe postaci.Nie widzę dużej różnicy w tonacji między Silmarillionem i LOTR,Silmarillion jest jeszcze bardziej patetyczny i mitologiczny(dla mnie lepszy od LOTR nieskończenie-ale to prywatna opinia)i charaktery bohaterów są w nim nie tyle inaczej zarysowane,ile sama historia jest inna.Tirin sprowadzał śmierć gdziekowiek był a mimo to jest “dobrym” bohaterem..W LOTR czytanym powierzchownie ewolucję lub wahanie między złem a dobrem przechodzą najbardziej Boromir i Gollum….ale jeśli wgłębisz się w motywacje bohaterów,ich myśli i idiosynkrazje wyczujesz o wiele więcej podanej nie wprost psychodynamiczności-to kwestia tego w jaki sposób to czytasz,co myślisz i kim sam jesteś.Osoby bardzo młode mogą chorować na superbohaterów,identyfikować się i mieć parcie na prosty podział dobro-zło…ale potem myśli się inaczej i z tego typu obrazowania dla osoby na innym etapie osobistego postrzegania świata zostaje co innego,inne myśli się wyciąga.Moje fanatyczne uwielbienie dla Tolkiena ma inne podstawy-podoba mi się jego klimat,ide,mitologia,historia,świat.Dla porównania Sapkowski jest dla mnie nikim(nie trawię oprócz samego początku cyklu wiedźmińskiego już nic i własciwie niezbyt go lubię),Martin jest tylko średni,”Diuna” Franka Herberta hipnotyczna,ale mimo to nie załapałem się na cykl-w pierwszym tomie jest chyba cały świat,nie dorasta do Tolkiena w niczym,ale to rzecz filozoficznie ciekawa i warto poznać,testuję Malazańską Księgę poległych,ale jest za wcześnie na pogląd…jak dotąd nic nie dorównuje wg mnie poziomem Tolkienowi.

    Reply
    • 9 października 2016 at 00:00
      Permalink

      No właśnie co do tego wieku graczy, to nie, nie jest on jakiś przesadnie niski, bo średnia to 20+ a może nawet 25+.
      “Silmarillion jest jeszcze bardziej patetyczny i mitologiczny” – owszem, ale mniej brązujący bohaterów. Elfy mordują się na lewo i prawo, knują, porywają i czego one nie robią.
      “Osoby bardzo młode mogą chorować na superbohaterów,identyfikować się i mieć parcie na prosty podział dobro-zło…” – superbohaterowie też nie są bez skazy i zmazy, a cały ich świat nie jest czarno-biały. Widać to zwłaszcza w obecnych komiksach superbohaterskich.

      Reply
  • 8 października 2016 at 23:51
    Permalink

    Nie Tirin tylko Turin-to była literówka…

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *