Nie wchodźcie do tego domu – Serenity ostrzega przed oglądaniem “Anioła ciemności”

Ok, od samego początku, od momentu kiedy dowiedziała się, że będzie sequel Kobiety w Czerni wiedziałam, że to nie może być dobry film. Dlaczego? No cóż, historia została zamknięta. Czy klątwa będzie trwała dalej? Pewnie tak. Ale to już widza nie obchodzi, bo dostał swoje – widowisko, które trzymało w napięciu i potrafiło napędzić stracha, ale miało w miarę pozytywny finał. Tymczasem jednak wytwórnia uparła się na kontynuację. Ok, mogła mieć szansę, zwłaszcza że miała opowiedzieć zupełnie inną historię – późniejszą, dużo późniejszą.

Zrąb fabuły jest jeszcze jako taki – naloty na Londyn, nauczycielka wraz z dziećmi z sierocińca [?] opuszcza miasto, by udać się na wieś i tam przeczekać naloty. Jak na złość wybierają posiadłość na Węgorzowych Moczarach, który od pierwszej Kobiety podupadł mocno, ale nadal kto wejdzie do niego wywoła falę śmierci.
Edward jest ulubieńcem Eve – może dlatego, że jest przez inne dzieci nielubiany? A może to jakieś głębsze uczucie?
Natomiast jeśli bliżej przyjrzeć się temu wszystkiemu, to mamy też historię głównej bohaterki – Eve Perkins, której siłą odebrano dziecko (analogia do Jennet?). Praca nauczycielki nieco jej tę sytuację rekompensuje, ale kobieta ma koszmary, które nie pozwalają jej zapomnieć. I jest jeszcze Edward – chłopiec, który stracił matkę w niedawnym nalocie i którego Eve faworyzuje (wyraźnie), może odczuwa wobec niego jakieś pseudomacierzyńskie instynkty. Ale przede wszystkim twórcy próbują dać do zrozumienia, że Edward może być właśnie tym odebranym synem panny Perkins, choć równie dobrze może być taki tylko w jej rojeniach.
Eve już pierwszej nocy dowiaduje się, że w domu na Węgorzowych Moczarach straszy
No, ale przejdźmy do sedna, czyli kwestii tego, co w horrorze najważniejsze – strachu. Bardzo mocno brakuje w sequelu klimatu pierwszej części, poczucia zagrożenia i rosnącego napięcia. Zabrakło nawet standardowych jumpscare’ów – niby Jennet stara się gdzieś zza rogu wyskoczyć i nastraszyć, ale właściwie żadna ze scen nie sprawiła, że podskoczyłam. A to źle. Co sprawiało, że pierwsza Kobieta w czerni była straszna? Przede wszystkim kwestia intymnej atmosfery – bo przez dużą część filmu mieliśmy Artura, jego syna i pusty dom; i cisza, może nie przejmująca, ale pełna napięcia. Tutaj – atmosfera jest mniej intymna, film jest głośniejszy, jest więcej ludzi, mniej można skupić się na emocjach odczuwanych przez pojedynczą jednostkę. I gdyby tego było mało, gdyby nie to, że nie budowano napięcia i praktycznie nie opowiadano żadnej historii to twórcy musieli jeszcze w to wszystko wmieszać jakiś szemrany wątek romantyczny. Naprawdę, można było sobie darować tego pilota-nie-pilota, mocniej poprowadzić motyw samego domu i Eve odkrywającej straszną tajemnicę. Poza tym jeszcze jedna rzecz – zbyt szybko ujawniono obecność Jennett, zbyt szybko odkryto wszystkie karty – nie minął dzień od zjawienia się dzieciaków w domu, a Kobieta się pojawia i straszy. To tak jakby na wstępie w kryminale opowiedzieć całą historię morderstwa/zbrodni.
Wątek romantyczny pomiędzy Harrym a Eve wprowadzony jest bardzo mocno na siłę
Pod względem aktorskim jest całkiem nieźle, choć to również nie jest poziom pierwszej części – zabrakło mi wyrazistej postaci. Phoebe Fox wygląda ślicznie jako młoda i uśmiechnięta pani nauczycielka, ale brakuje jej charyzmy Daniela Radcliffe’a. Największym jednak problemem jest brak wyraźnie sceptycznej postaci w całym tym widowisku – kogoś takiego, jak bohater zagrany przez Ciarana Hindsa. Teoretycznie taką rolę miała odegrać Jean Hogg, w którą wcieliła się Helen McCrory, ale niestety nie zadziałało – jej bohaterka zbyt szybko dała się przekonać. A postawa Harry’ego jest dla mnie dziwna – od ręki uwierzył w historię Eve. Bez zająknięcia, bez chwili zwątpienia – dlaczego?
Jennet tym razem nie potrafi porządnie nastraszyć – niby się pojawia, ale już zabawki są straszniejsze od niej
Nie oglądajcie tego filmu – nie warto. Bo poza zabawkami (och, dziewiętnastowieczne zabawki zawsze mnie przerażały) nie ma tam nic strasznego. Ten sequel nie powinien był powstać, takie jest moje zdanie, bo nie tylko nie jest dobrym następcą Kobiety w czerni, ani też nie jest dobrym horrorem samym w sobie.

Sharing is caring!

2 thoughts on “Nie wchodźcie do tego domu – Serenity ostrzega przed oglądaniem “Anioła ciemności”

  • 22 lutego 2015 at 08:07
    Permalink

    Pierwszej części też nie warto. No chyba, że ktoś żył w dupie i wcześniej nigdy filmu na oczy nie widział.

    Reply
    • 22 lutego 2015 at 09:57
      Permalink

      Pierwsza część ma bardzo fajny klimat i choć może nie jest najstraszniejszym horrorem ever to była przynajmniej fajną rozrywką.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *