Nastała moda na filmowe uniwersa?

Czy zauważyliście, że ostatnio jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać filmowe/serialowe uniwersa? Co jakiś czas kolejna wytwórnia ogłasza, że będzie tworzyła swój własny, spójny świat. Przyjrzyjmy się temu zjawisku.

A na początku był Marvel…

Może niewielu z was zdaje sobie sprawę, że wspólne uniwersum dla komiksowych bohaterów w planach było już w 2005 roku – Marvel planował stworzenie serii filmów, których dystrybucją miało zająć się Paramount Pictures. Plan zakładał powstanie indywidualnych produkcji superbohaterskich, po których miałby nastąpić crossover w stylu jaki znamy z Avengers. Niestety plan nie wypalił i Marvel zabrał się za realizację dopiero dwa lata później, czyli w roku 2007.

Faza pierwsza rozpoczęła się z premierą Iron Mana w 2008 i w pierwszym etapie obejmowała ona tylko i wyłącznie filmy kinowe. Później rozszerzono uniwersum o krótkometrażówki znane szerszej publice jako Marvel One-Shots, zamieszczane na wydaniach Blu-Ray filmów. Po sukcesie Avengersów Marvel poszedł o krok dalej i rozpoczął prace nad produkcją serialu, który znamy dziś jako Marvel’s Agents of SHIELD. Obecnie w skład MCU wchodzi: 12 wydanych filmów pełnometrażowych (podzielonych na dwie fazy) oraz 11 zaplanowanych na fazę trzecią; 5 krótkometrażowych produkcji oraz seriale w produkcji ABC (2 już produkowane oraz 2 zaplanowane) oraz Netflix (2 wydane oraz 3 zapowiedziane.

Wyścig zbrojeń

Marvel długo pozostawał sam na rynku i konkurencja odpowiedziała zdecydowanie na jego ruchy dopiero po kilku latach. Nie oznacza to jednak, że DC przez ten czas siedziało bezczynnie – w planach wspólny świat był już od 1998, jednak produkcje, które miały zacząć je budować często były po prostu anulowane na różnych etapach. Wizja wspólnego uniwersum cyklicznie powracała do włodarzy DC i Warnera, doprowadzając w końcu do powstania Man of Steel, które ma być zaczątkiem DC Extended Universe – w przyszłym roku na ekrany kin trafią dwie produkcje: Batman v Superman: Dawn of Justice oraz Suicide Squad.

Problemem jednak jest fakt, że DC jest właściwie przegrane już na samym starcie – Marvel wyprzedza ich o całe 5 lat i o całą masę zaprezentowanych postaci. Największym jednak problemem Extended Universe jest kwestia tego, że w jego skład nie wchodzą seriale telewizyjne: Arrow, Gotham, Flash i Supergirl. Decyzja ta jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Flash i Arrow tworzą wspólne Arrowverse, do którego nie wlicza się ani Supergirl, ani Gotham.

Potwory i spółka

Od potentatów z Disneya (wydających pieniądze na filmy Marvela) i Warner Bros. (posiadających prawa do franczyz DC) nie chcą być gorsi włodarze Universal Pictures. Niedawno bowiem ogłosili, że powstanie wspólne filmowe uniwersum potworów. Tak, dobrze przeczytaliście, Universal chce stworzyć wspólny świat dla wszystkich potworów. I pewnie zaraz ze mną zakrzykniecie: ale to już było (za przykłady można wziąć chociażby horrory klasy B: Dracula vs Frankenstein czy Frankenstein Meets the Wolf Man; lub też animowany Hotel Transylwania)!

Nie bardzo rozumiem koncepcję Universalu – stwórzmy wspólne uniwersum dla potworów, wydajmy im kolejne mniej lub bardziej udane remake’i i zmiksujmy ich w jedną drużynę potworów. Oprócz Draculi, Mumii (nowy film w 2016, od którego ma wszystko się zacząć), Frankensteina i Wilkołaka dostaniemy również reboot przygód Van Helsinga. A ja zapytam po co?

W przypadku ekranizacji komiksów nie jest to niczym niezrozumiałym, albowiem ich historie łączą się i przeplatają, tworząc skomplikowaną mozaikę, z której często trudno odłowić indywidualne fabuły do osobnych filmów. Potwory jednak nie koegzystują ze sobą – Dracula nie zaprasza Frankensteina na herbatkę, a Wilkołak nie tańczy razem z Mumią. Dlaczego więc tworzyć wspólny świat? Odpowiedź chyba jest tylko jedna – dla pieniędzy, bo widzowie chętniej pójdą do kina na kolejny film, jeżeli będą wiedzieli, że jest on częścią uniwersum.

Vinie i Riddicku, nie idźcie tą drogą!

Nie tak dawno gruchnął news o tym, że Vin Diesel planuje kolejną część Riddicka i prawdopodobne jest również wydanie serialu w tym uniwersum, o roboczym tytule Merc City. Mam jednak mieszane uczucia co do tego wszystkiego. Lubię Diesela i lubię Riddicka, jednak uważam, że rynek w tym momencie jest po prostu już przesycony cyklami i filmowymi uniwersami. Wkrótce okaże się, że ciężko będzie znaleźć jakąś produkcję, która nie będzie powiązana z innymi i nie będzie również wymagała znajomości co najmniej trzech filmów i dwóch sezonów serialu. Dlatego mam nadzieję, że Diesel jednak zdecyduje się na stworzenie z Merc City osobnego od Riddicka produktu.

Wydaje mi się też, że po części za wysyp uniwersów filmowych można winić samych fanów, bo często domagają się rozwinięcia opowiedzianej historii, więc twórcy stają na głowie, by ich zadowolić: produkują prequele, sequele, interquele i powiązane seriale by wypełnić białe plamy. Z jednej strony to bardzo miło, że chcą widzom dać jak najwięcej od siebie, z drugiej jednak dawniej takie sytuacje rozwiązywali sami fani – tworząc i publikując fanfiction.

Sharing is caring!

5 thoughts on “Nastała moda na filmowe uniwersa?

  • 22 listopada 2015 at 17:20
    Permalink

    Hm, bo ja wiem? Dla umiarkowanego fana kinematografii to właściwie nie jest zjawisko widoczne. Poza Marvelem, który już się tym uniwersum reklamuje od lat. DC na razie tylko zapowiada, tak jak i wszyscy inni.

    Z drugiej strony zjawisko wcale nie jest nowe – uniwersum Star Wars od lat tworzyło jakiś tam wspólny kanon nie tylko filmów (seriale to chyba jednak domena kilku ostatnich lat), ale i książek, i gier. Podobnie Star Trek.

    Z trzeciej, mam wrażenie, że ten trend padnie zanim się na dobrą sprawę rozwinie. Marvel odnosi sukcesy, bo, jak piszesz, korzysta z mniej lub bardziej spójnego świata, który zapewnił mu bazę fanów na start. Film, który wyrasta jako niezależne dzieło, nie połączone z popularnym fandomem, raczej nie zgromadzi odpowiednio wielu fanów, żeby rozwijanie go w uniwersum było opłacalne.

    Reply
    • 22 listopada 2015 at 17:46
      Permalink

      Z jednej strony zgadzam, się że Star Wars i Star Trek takie uniwersa gromadziły wokół siebie, ale nigdy nie działo się to na taką skalę i nie szły z tym aż tak wielkie pieniądze. Z drugiej strony, co z tego, że Gwiezdne Wojny miały rozbudowane uniwersum, skoro teraz połowa odpadła z głównego kanonu 😀

      Co do punktu trzeciego – uniwersa powstają zazwyczaj wokół produktów nieoryginalnych – ekranizacji i adaptacji, gdzie reżyser wspólnie z twórcą oryginału lub też za jego zgodą rozbudowuje uniwersum dla powstałego już fandomu. Pojedynczemu filmowi trudno zbudować sobie taką bazę fanów, żeby budować do tego uniwersum. Choć taki Universal niekoniecznie jest tego świadom.

      Reply
      • 22 listopada 2015 at 18:55
        Permalink

        No ale te dziesięć, piętnaście lat temu ogólnie na filmy nie szły takie wielkie pieniądze, jak teraz (z niektórymi wyjątkami). Akurat Star Trek mógłby być ładnym przykładem – porównaj budżety wcześniejszych pełnometrażówek z najnowszą trylogią. (I fakt, że poprzednie kręcono dla telewizji tylko po części ma tu znaczenie).

        “Pojedynczemu filmowi trudno zbudować sobie taką bazę fanów, żeby budować do tego uniwersum.”
        No właśnie o tym mówię. Ergo, uniwersa filmowe powstają niejako jako ekranizacje już istniejących uniwersów. Właściwie Marvel to mniej więcej tak, jakby zaczęli kompleksowo ekranizować Świat Dysku – wszystkie tomy i tak są mniej lub bardziej związane, nic dziwnego, że tworzą spójną całość. Fakt, że wcześniej tego nie robiono wynika IMO z dwóch powodów – nigdy wcześniej nie było tak, żeby jedna wytwórnia miała prawa do wszystkich (lub większości) postaci. I dwa – nigdy wcześniej żadna wytwórnia nie miała takich środków finansowych, żeby regularnie przez kilka lat wypuszczać blockbustery w temacie, a jednocześnie mnóstwo innych filmów (chcę powiedzieć, że Disney jest jednym z niewielu, którzy mogą władować tyle kasy w serię i przy tym nie uzależniać swojego istnienia tylko od niej).

        Reply
        • 22 listopada 2015 at 19:12
          Permalink

          Star Trek jest franczyzą, nie spójnym uniwersum. Nie było zależności pomiędzy poszczególnymi seriami serialu a filmami kinowymi, prawda? Nie oddziaływały tak na siebie i nie dochodziło do sytuacji, że czasami trudno zrozumieć żart, jeżeli nie jest się na bieżąco z serialem.

          No cóż, Diesel buduje uniwersum Riddicków od zera. Zaczęło się od niszowego Pitch Black, potem były już trochę bardziej kasowe Kroniki, a w międzyczasie jeszcze wyszły jeszcze dwie gry – Ucieczka z Butcher Bay, która była chyba nawet równolegle wydana do Kronik. A potem jeszcze było Assault on Dark Athena. Poza tym Diesel zapowiadał również, że podobno jest szansa, że powstanie MMO w świecie Riddicka.

          Reply
          • 22 listopada 2015 at 19:55
            Permalink

            A to zależy, bo oczywiście pierwszy Star Trek był z Next Generation tylko luźno związany, ale na przykład pełnometrażowe filmy wypełniały często luki fabularne między kolejnymi sezonami/odcinkami serialu. Są takie odcinki, których nie ogarniesz, jeśli nie widziałeś pełnometrażówki (i na odwrót).

            Co do Riddików, to mam wrażenie, że to po prostu miłość Vin Diesla (Diesela?) do tej serii pozwala jej żyć. Gdyby jemu nie zależało, to raczej nikt inny by tego nie zrobił (bo nawet jeśli zyski są, to raczej nie jakieś powalające).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *