Na gorąco o finale szóstego sezonu Gry o Tron

Szósty sezon Gry o Tron za nami, a jego końcówka przyniosła sporo emocji, dzięki którym odżyło we mnie zainteresowanie serialem. Na gorąco po finale sezonu chciałabym podzielić się na poły moimi wrażeniami, na poły przemyśleniami, które się nasunęły mi na myśl.

Uwaga na spoilery!

Emocje, emocje i jeszcze raz emocje…

Chylę czoła przed twórcami serialu, bo finał dał mi takiego kopa emocjonalnego, jakiego nie doświadczyłam od zakończenia sezonu pierwszego. I choć obyło się bez łez (śmierci kolejnych postaci już mnie nie ruszają, choć trzeba przyznać, że Tommen mógł wzruszyć tego i owego), to i tak emocjonowałam się jak dziecko. Dlaczego?

A chociażby z powodu Jona Snowa proklamowanego Królem na Północy po genialnej mowie Lyanny Mormont (i choć ta pani ma lat 10 to już w tym momencie może uczyć innych jak robić politykę). Ale jeszcze bardziej emocjonowała mnie Arya Stark zabijająca Waldera Freya (wiedziałam, że była cały czas obecna i czekała tylko na moment), w pięknym stylu. Jeszcze bardziej podobało mi się zakończenie, gdy Daenerys wypłynęła swoją flotą ku Westeros. Flotą złożoną ze statków Greyjoyów, Tyrellów i Martellów oraz okrętów panów pod Targaryeńskimi żaglami. The rightful queen is going home, bitches!

Śmierci bohaterów w końcu do czegoś prowadzą – Królowa Cierni spotyka się z Ellarią Sand i Varysem i zawiązuje z nimi sojusz przeciwko Cersei Lannister Pierwszej i Ostatniej Tego Imienia. Wiecie co to oznacza? Daenerys już rządzi całym południowym Westeros. W czyich rękach są Krainy Burzy? Jeśli choć część wpadła w ręce Tyrellów to Lannisterowie mają przechlapane. A nie, oni mają i tak przechlapane, bo Północ wymknęła im się z ręki, nie mają również władzy nad Doliną. Dorzecze bardzo ładnie może wyślizgnąć się z ich rąk za sprawą śmierci Waldera Freya. Zostaną tylko z Krainami Zachodu i Domeną Królewską. Słabo.

Balans sił wskazuje jednoznacznie, że siły Lannisterów nie mają szans, a rządy Cersei skończą się równie gwałtownie, jak gwałtownie się zaczęły. Pytanie, kto je zakończy.

…i cała masa domysłów

I tu zaczyna się robić ciekawie. Ponieważ dochodzimy do rozwiązania pewnych wątków, to zapewne wyjaśni się znaczenie niektórych przepowiedni.

Wydaje mi się, że finał sezonu ostatecznie rozwiał wątpliwości co do przepowiedni Maggy Żaby i tożsamości osoby, która zgładzi Cersei.

Zostało jej jeszcze jedno pytanie, jedna szansa ujrzenia przyszłego życia. – Czy król i ja będziemy mieli dzieci? – zapytała. – Och, tak. Szesnaścioro dla niego, troje dla ciebie. Cersei nie widziała w tym sensu. Czuła w skaleczonym kciuku pulsujący ból, a jej krew skapywała na dywan. „Jak to możliwe?” – chciała zapytać, ale nie miała już więcej pytań. Jednakże starucha jeszcze z nią nie skończyła. – Złote będą ich korony i złote ich całuny – rzekła. – A kiedy już utoniesz we łzach, valonqar zaciśnie dłonie na twojej białej szyi i wyciśnie z ciebie życie.

Wszystkie warunki do tego, by valonqar (młodszy brat) zabił Cersei zostały spełnione. Czy jej dzieci były królami i władcami? Owszem – Joffrey i Tommen panowali na Żelaznym Tronie, Myrcella była księżniczką,  zaręczoną z następcą dornijskiego lorda. A teraz wszystkie nie żyją – Joff i Myrcella otruci, Tommen popełnił samobójstwo. Jednak bardziej istotna jest w tej kwestii jednak osoba valonqara. Cersei zawsze obawiała się, że zgubę przyniesie jej Tyrion, najmłodszy z trójki rodzeństwa. Jednak moim zdaniem zrobi to Jaime Lannister, zostając tym samym podwójnym Królobójcą. Dlaczego tak uważam? Cóż, Cersei zwariowała, zabiła masę osób i doprowadziła do samobójstwa swojego syna. A potem koronowała się na królową. Jaime może być skurczybykiem, ale on kochał dzieciaki. To może popchnąć go do siostrobójstwa. Ale jest jeszcze ważniejszy powód, który jest w stanie doprowadzić do kolejnego królobójstwa z jego strony. Fakt jest taki, że Cersei posunęła się do użycia zgromadzonego przez Aerysa II dzikiego ognia i do wysadzenia (podobnie jak on planował) septu Baelora i być może nic jej nie powstrzyma, by wysadzić całą Królewską Przystań (albo Królewskie Lądowanie, jak mogliby powiedzieć złośliwi). Ta obawa może popchnąć Jaime’a do działania.

Co jeszcze wskazuje na jego osobę, jako valonqara? Cóż, nie od parady przepowiednie wspomina o sposobie, w jaki umrze. Uduszona gołymi rękoma. Nie bardzo widzę okazję do tego, by zrobił to Tyrion (jak przekradnie się obok nigdy nie zasypiającego Gregora Clegane’a?), z resztą on gustuje w nieco mniej kontaktowych metodach. Jaime tymczasem nadal postrzegany jest przez siostrę jako osoba bliska. Toteż wejdzie do jej sypialni/pokojów i tam, sam na sam ją udusi. Zwłaszcza, że hej zaciśnie dłonie na białej szyi. Ręka Jaime’a idealnie do tego pasuje. No i będzie to słodką ironią losu, że to brat bliźniak (ale młodszy) zakończy jej żywot, będąc zawsze poza podejrzeniem.

Coś się kończy, coś zaczyna

Oglądając szósty sezon odnosiłam nieco wrażenie, że twórcy wrzucili piąty bieg i przyspieszyli mocno, domykając większość pobocznych wątków, zostawiając tylko kilka naprawdę najistotniejszych. Boję się, że w sezonie siódmym nie bardzo co będzie jeszcze opowiadać i bardzo szybko dostaniemy wielkie rozstrzygnięcie.

Trochę będę tęsknić za połową obsady. Tak, bo mam wrażenie, że w finale zginęła połowa obsady. Co prawda dla większości znajdzie się miejsce w innych produkcjach (Natalie Dormer świetnie radzi sobie na wielkim ekranie; jej serialowy brat wcieli się w Iron Fista), ale będzie brakowało mi ich postaci. Bo coś ewidentnie się skończyło.

Zaczął się finał Wielkiej Gry. Zwycięzcy są niemal pewni. Jedyną niewiadomą jest kwestia tego, kiedy zjawi się Nocny Król i czy dojdzie do ostatecznej bitwy pomiędzy światem ludzi i światem umarłych. W końcu nadeszła zima.

PS. Specjalnie nie pisałam nic o pięknych ujęciach w finale czy o świetnej, choć zdradzającej za wiele muzyce (od samego początku motyw grany podczas sądu nad Lorasem brzmiał nieco… żałobnie? A na pewno podejrzanie).

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *