Mniej rozważna, ale nadal romantyczna – “Bezzmienna” Gail Carriger

Do Protektoratu Parasola zapałałam nieskrywanym uczuciem już po pierwszym tomie, więc czym prędzej sięgnęłam po kolejny. I wsiąknęłam, bo „Bezzmienna” jest tak samo dobra, jak jej poprzedniczka.

Od śluby Alexii i Conalla minęły trzy miesiące, w czasie których panna Tarabotti, a obecnie lady Maccon zasiadła w królewskim gabinecie cieni, jak trzeci z nadprzyrodzonych doradców królowej. Tymczasem na Londyn spada plaga humanizacji – nagle wampiry i wilkołaki stają się na powrót śmiertelne, a duchy znikają wyegzorcyzmowane. Czyżby stała za tym nowa broń? I dlaczego Lord Maccon nagle i zupełnie niespodziewanie rusza na północ?

 

Intryga znowu stoi na najwyższym poziomie – co wspólnego ze sobą mają powracające z Indii pułki, przeszłość hrabiego Woolsey, egipskie mumie, francuskie pokojówki i modystki, które okazują się być znanymi wynalazczyniami o dość intrygujących upodobaniach? Jak po raz kolejny pokazuje autorka te pozornie niezwiązane ze sobą sprawy doskonale łączą się całość i skrywają tajemnicę jeszcze głębszą i zdecydowanie bardziej skomplikowaną niż na pierwszy rzut oka by się wydawało. A nie tylko śledztwa mamy na głowie, bo oto tradycyjnie mamy sporo jeszcze pobocznych wątków.

 

W „Bezzmiennej” dominują elementy retrofuturystyczne, bo steampunkim określić tego nie możemy, z racji tego, że niekoniecznie technologie opierają się o parę. Mamy zatem do czynienia ze sterowcami, eterografami (telegrafami nadającymi na falach eteru) i parasolkami, które skrywają masę niebezpiecznych gadżetów (a to strzałki ze środkiem usypiającym, a to rozpylacz gazu, a to dysruptor magnetyczny zdolny do wyłączenia urządzeń elektrycznych). Na nieco dalszy plan schodzą elementy nadprzyrodzone, jednakże Carriger nie zapomina o nich – przybliża nam nieco trzecią z nadprzyrodzonych frakcji, czyli duchy; dostajemy również arcyinteresujący opis zmiany człowieka w wilkołaka oraz nienarodzin ducha.

 

Oczywiście w natłoku tego wszystkiego autorka nie zapomina również o rozwijaniu relacji pomiędzy swoimi postaciami, ale i tak najciekawsze są stosunki z nowymi bohaterami: majorem Channingiem Channingiem z Channingów chesterfieldzkich, madame Lefoux czy chociażby z watahą z Kingair. Choć szkoda, że było tak mało interakcji pomiędzy Channingiem a Alexią, bo na pewno byłoby jeszcze więcej powodów do śmiechu. Oczywiście jak na lekarstwo było też najbardziej uroczego ze wszystkich uroczych wampirów, czyli lorda Akeldamy.

 

I na koniec, zamiast kolejnych pochwalnych peanów, moja krótka refleksja na temat tego, jak bardzo smutno mi się robi – oto drugi tom Protektoratu Parasola za mną. Koniec jest bliski (zwłaszcza, że zostały mi już tylko dwa tomy do przeczytania po polsku i jeśli będę bardzo zawzięta to jeszcze jeden po angielsku) i aż żal się robi, że tak szybko będę musiała rozstać się z bohaterami, których autentycznie polubiłam.

Sharing is caring!

2 thoughts on “Mniej rozważna, ale nadal romantyczna – “Bezzmienna” Gail Carriger

  • 1 stycznia 2015 at 21:56
    Permalink

    Szybko Ci idzie.:D
    Mi tez było smutno. Dalej w sumie jest.

    Reply
    • 1 stycznia 2015 at 23:18
      Permalink

      Bardzo szybko, choć się temu nie dziwię – czytam wszędzie w autobusie, w robocie, w domu. Ale boję się, że w takim tempie to ja z Protektoratem skończę do końca tygodnia.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *