Literacka uczta od Fabryki Słów – “Strasznie mi się podobasz”

„Sześciu mistrzów literackiej kuchni, sześć różnych potraw. Każda inaczej przyrządzona, inaczej doprawiona. Wszystkie znakomite. Prawdziwa uczta dla tych, którzy cenią sobie rozmaitość” – tak przynajmniej głosi nota wydawcy. I dalej: „Ta antologia na pewno strasznie się Wam spodoba. Nie może być inaczej…”. Czy rzeczywiście najnowszy zbiór opowiadań wydany przez Fabrykę Słów strasznie się Nam spodoba?

Antologię otwiera opowiadanie Andrzeja Pilipiuka „Wunderwaffe”. Nie, nie zobaczycie tutaj Jakuba Wędrowycza i Semena Korczaszki walczących z nazistami. Tym razem Wielki Grafoman bawi się wyprawami do alternatywnych rzeczywistości. Chyląca się ku upadkowi III Rzesza, szalony plan i wycieczka do równoległego wymiaru, który ma być mlekiem i miodem płynącą krainą wiecznych nazistowskich rządów. Jak jest naprawdę? Tego dowiecie się z lektury. Autor, który przyzwyczaił swoich czytelników do czarnego humoru i zaskakujących zwrotów akcji, tym razem również nie zawiódł, w pełnej krasie prezentując swoje zdolności. Puenta powinna zaskoczyć każdego.

Drugie danie, jakie zaserwowano nam w najnowszej fabrycznej antologii, to „Wędrowiec” Dariusza Domagalskiego. W stosunku do poprzedniej opowieści, opowiadanie twórcy Cyklu Krzyżackiego jest zwrotem o 180 stopni, zarówno jeśli chodzi o konwencję, jak i tematykę. Dostajemy tutaj rasowe science fiction, jednak autor nie byłby sobą, gdyby do spraw kosmicznych nie dołączył pewnej dawki mistycyzmu. I tak otrzymujemy opowieść o podwójnej naturze Boga, rozgrywającą się na stacji kosmicznej w pobliżu jednego z księżyców Saturna. Niezwykle lekkie pióro Domagalskiego i żywy styl narracji pozwalają się zachwycić nawet tak egzotycznymi połączeniami, jak te, które występują w tym opowiadaniu.

Jako trzecia na stół wjeżdża potrawa przyrządzona przez Magdalenę Kozak – „Strasznie mi się podobasz”. I znów zupełnie nowy smak, zupełnie nowe doznania. Opowiadanie smakuje piaskiem Afganistanu, gdzie rozgrywa się akcja, wybuchami, ranami i wielką ilością przemocy. A gdzieś w środku trafia się dodatkowy aromat – miłość, która nagle zupełnie niespodziewanie trafia główną bohaterkę. Całe danie okraszone jest dawką żołnierskiego humoru i bardzo charakterystycznym stylem autorki, a puenta smakuje znakomicie.

„Impostorzy” Marcina Mortki to kolejne danie tej literackiej uczty. Tym razem trafiamy do krainy hobbitów (czyżby Śródziemie?), więc na pewno będziemy cieszyć się rustykalnym smakiem osady Rozbebło. Czy hobbit może zostać bohaterem? Lotar, hobbit z opowiadania Marcina Mortki, absolutnie nie jest materiałem na herosa, nie zraża się jednak swoimi niepowodzeniami i wciąż marzy o przygodzie. Pewnego dnia sielanka niespodziewanie się kończy – oto Rozbebło staje w obliczu niebezpieczeństwa. Tylko Lotar i jego przyjaciele są świadomi, co grozi ich spokojnej osadzie. Lekkie pióro, rubaszny humor i nieoczekiwane zwroty akcji to esencja tej opowieści.

Autorem kolejnego dania jest Rafał Dębski, który zaserwował nam „Konstelację Ananke”. Narzędzia tortur, jęki przesłuchiwanych i kat. Mistrz małodobry Jakub znajduje się w nieciekawej sytuacji – zamiast wydobywać zeznania i dręczyć ofiary, sam spoczywa w komnacie tortur. Rafał Dębski poprzez to opowiadanie we wspaniały sposób pisze o ponoszeniu konsekwencji swoich czynów. Za historią tutaj przedstawioną kryje się głęboka refleksja nad wymiarem sprawiedliwości, nad jej pojęciem, nad dobrem i złem, a także nad moralnością. Historia kata Jakuba zmusza nas do przemyślenia własnych osądów.

Jako szóste, deserowe już danie, czytelnik dostaje „Miasto cieni i luster” Adama Przechrzty. Krótka opowieść o karykaturalnym mieście, w którym nic nie jest pewne – ulega ono ciągłym deformacjom i przemianom. Każdy dzień może przynieść nowy układ ulic i nowe niebezpieczeństwa. Główny bohater opowieści – młody kurier, otrzymuje za zadanie dostarczyć strategiczny ładunek do jednej z dzielnic. Jego misja jest niebezpieczna, bo oprócz zawirowań czasoprzestrzennych zagrożenie stanowią także łowcy, dybiący na kurierów. Jednak Dracu uznaje, że warto zaryzykować. Czy aby na pewno? Adam Przechrzta zmusza nas do zadania sobie pytania o to, co jesteśmy w stanie poświęcić, aby osiągnąć sukces.

Sześć opowiadań, sześciu autorów. Różne style, różna tematyka. Groteskowy humor miesza się z powagą. A jednak jest coś, co je łączy – wszystkie są naprawdę dobre. Trudno wskazać te najlepsze i najgorsze. Mimo że zostały napisane przez różnych pisarzy, redaktor wyselekcjonował tylko wybitne. W ten sposób powstała antologia, która rzeczywiście jest prawdziwą literacką ucztą. I każdy, nawet najbardziej wybredny czytelnik, znajdzie w niej coś dla siebie. Nie mam obaw przed powiedzeniem: strasznie mi się podoba ta antologia.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *