Lepiej późno niż wcale – czyli Serenity w końcu obejrzała Daredevila

Ociągałam się z obejrzeniem Netflixowego Daredevila. Zawsze był jakiś inny serial, jakieś inne zajęcie, rozpraszacz, który odciągał moją uwagę od tej produkcji. W końcu jednak zdecydowałam się go obejrzeć (zwłaszcza, że wszyscy dookoła mówili, jaki to dobry jest serial) i muszę wam powiedzieć dwie rzeczy. Z jednej strony żałuję, że Daredevila poznałam dopiero teraz. Z drugiej – cieszę się, bo za dwa tygodnie premierę będzie mieć drugi sezon, a ja nie będę musiała na niego zbyt długo czekać w przeciwieństwie do tych, którzy widzieli serial jeszcze w zeszłym roku.

Z większością seriali, które oglądałam w swoim życiu miewałam rozmaite problemy. Nawet jeżeli produkcja jako całość spełniała moje oczekiwania, to bywało tak, że czasami pojawiały się w niej czasami elementy, które irytowały bądź nie za bardzo pasowały. Mogło chodzić o jakiś słabszy odcinek, który wyraźnie mnie znudził i sprawił, że zaczynałam się zastanawiać czy warto oglądać dalej. Niekiedy bywało tak, że jeden z wątków odstawał poziomem spójności od innych. Innym razem to jakaś postać wydawała się zupełnie nie na miejscu, albo doprowadzała do szewskiej pasji swoim zachowaniem lub charakterem. Nigdy nie spotkałam się z serialem idealnym. Aż do momentu Daredevila właśnie.

matt murdock in the office
Czasami bohaterów kocha się od pierwszego odcinka – tak było z tym panem

Wszystko jest tu idealnie na miejscu. Weźmy na przykład postaci – przemyślane i skonstruowane. Matt Murdock aka Daredevil to chyba jeden z najlepiej napisanych bohaterów, jakich widziałam. Niesamowicie wyostrzone zmysły, rekompensujące ślepotę, oraz niesamowite umiejętności walki mogłyby go uczynić herosem nie do pokonania. Jednak tak nie jest, bo Matt obok tych stricte „superbohaterskich” umiejętności jest też człowiekiem z krwi i kości: popełnia błędy, podejmuje złe decyzje i ponosi porażki. Wszystko to tylko sprawia, że coraz mocniej mu kibicujemy i przeżywamy każdą jego porażkę oraz cieszymy się ze zwycięstwa.

wilson fisk kingpin
Fisk jest przykładem tego złego, którego nie sposób nie lubić.

Ale nie tylko Matt jest świetnie wykreowany. Każdy z bohaterów ma w sobie coś, co sprawia, że się im kibicuje. Co ciekawe – jest tak również w przypadku tych złych. Tajemniczy Wilson Fisk z jednej strony może być gościem, który zdekapitował innego mafiozę drzwiami od swojego wana, ale z drugiej – bywa też człowiekiem o wielkim sercu i ludzkich zupełnie problemach. Podobnie jest w przypadku Rosjan – Vladimira i Anatolija, którzy oprócz złych zamiarów i tendencji do okrucieństwa, pokazują też jaśniejsze cechy charakteru (jak chociażby niesamowitą więź braterską, czy poświęcenie się dla większego dobra). Jednak nikt nie wypada tak bardzo przekonująco, tak ludzko i tak pozytywnie, grając jednocześnie po stronie tych złych, jak James Wesley. I jego przypadek utwierdził mnie w jednym – jeśli śmierć jednego z „bad guyów” sprawia, że płaczesz jak dziecko, to serial musi być naprawdę dobry.

matt x claire
Choć wiem, że prawdopodobnie z tego nic nie będzie, to i tak bardzo shipuję ten pairing.

Ale to dopiero początek zalet Daredevila. Mamy świetnie napisany scenariusz, który wciąga widza w świat serialu i nie pozwala mu go opuścić, aż do ostatniego odcinka. To nie tylko kwestia dobrego rozłożenia ciężaru pomiędzy scenami akcji a dialogami, ale również umiejętność zaskoczenia widza kolejnymi zwrotami akcji. Niczego nie możemy być pewnym, bo twórcy serwują w Daredevilu mnóstwo plot twistów. Nie są to jednak wciśnięte na siłę zmiany toku wydarzeń, takie z rodzaju tych, których scenarzyści i reżyserowie używają, kiedy nie wiedzą co zrobić z fabułą. Zwroty akcji tutaj są niesamowicie przemyślane i dobrze zaplanowane. Jednocześnie widz często będzie zbierał szczękę z podłogi, bo bywają niesamowicie zaskakujące i potrafię niesamowicie namieszać w pozornie ułożonej już sytuacji.

madame gao
Ten serial uwielbiam również za takie ujęcia – statyczne, symetryczne i świetnie skomponowane

Dodajcie do tego jeszcze, moi kochani czytelnicy, genialne zdjęcia. Ten serial byłby czymś zupełnie innym, gdyby nie był tak dobrze zrealizowany od strony wizualnej. Jest tutaj wszystko, co lubię: długie, ciągłe ujęcia. Sekwencja w piwnicy pod restauracją Troika jest absolutnie genialna i nie przeszkadza w tym fakt, że inspirowana była sceną walki w hallu z Oldboya. Oczywiście nie samymi scenami akcji człowiek żyje, więc w Daredevilu pojawiają się ujęcia statyczne, świetnie zaplanowane i skomponowane. To była uczta dla moich oczu.

biały królik w śnieżycy
Ja w ten sposób trwałam przed ekranem oglądając Daredevila – skupiona, skoncentrowana i absolutnie pochłonięta przez ten świat

Chcecie jeszcze więcej powodów, dla których uważam ten serial za idealny? Wspaniała gra aktorska, bo bez niej nie byłoby tak świetnych postaci, nie ważne jak dobrze napisaliby je scenarzyści. Nie będę wyróżniała żadnego z nich, bo wszyscy spisali się znakomicie. Jeszcze chcecie? Delikatne i niezwykle subtelne pokazywanie widzom, że całość dzieje się w tym samym uniwersum co Avengers i „duże” seriale Marvela. Mam wymieniać dalej?

daredevil
Matt dopiero pod koniec sezonu prezentuje klasyczny wizerunek Daredevila

Pisałam o tym we wstępie, ale jeszcze raz powtórzę: żałuję, że obejrzałam Daredevila dopiero teraz. Mea culpa, choć błąd już naprawiłam. Jeżeli ty jeszcze tego nie zrobiłeś, drogi czytelniku, koniecznie nadrób. Do startu drugiego sezonu nie pozostało wiele czasu, ale to tylko trzynaście odcinków! Dasz radę! A ja idę jeszcze raz obejrzeć scenę walki z drugiego odcinka.

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *