Krótka baśń o stanie wojennym – “Wroniec” Jacka Dukaja

Jacek Dukaj do tej pory nie kojarzył mi się najlepiej. Najpierw, na którymśtam Pyrkonie nie wywarł na mnie zbyt dobrego wrażenia; później nie udało mi się dokończyć „Lodu”. I właściwie odpuściłam sobie jego twórczość, dopóki w moje łapki nie wpadł „Wroniec”, który niespodziewanie mnie oczarował.

Adaś nie chodzi jeszcze do szkoły, ale tata już nauczył go pisać. Razem z nim, mamą, siostrą i babcią mieszkają w betonowym bloku, na betonowym osiedlu. Pewnego zimowego dnia brzydcy panowie zastępują poranną bajkę, a rodzice robią się coraz bardziej niespokojni. Niewiele później okropny Wroniec porywa tatę Adasia, zaś chłopiec musi wyruszyć na pełną niebezpieczeństw wędrówkę, by wyrwać rodziciela ze szponów potwora.

Zaczyna się jak baśń, prawda? Ano bo tym właśnie jest – baśnią o stanie wojennym. Rozłóżmy zatem ją na części pierwsze: jest dziecięcy bohater (Adaś jako taki Tomcio Paluch naszej opowieści), który rusza na pełną przeszkód wędrówkę, by uratować rodzinę; jest nieokreślone, straszliwe ZŁO pod postacią Wrońca (uosobienie Baby Jagi); są elementy baśniowe – potwory (MOMO, Złomot, Bubecy) i magiczne atrybuty (U-Lotka, Ameryka Dolarowa). Z drugiej strony, „Wroniec” może być też opowieścią o stanie wojennym i PRL-u oczami dziecka – to interpretacja świata, którego dziecko nie ma prawa rozumieć.

Wielce interesującym jest jak Dukaj pięknie przetwarza szarą rzeczywistość PRL-u i stanu wojennego na snutą przez dziecko opowieść. Właściwie nie potrzebuje do tego wielu środków – wystarczy odrobina zabawy zapisem, kilka drobnych zabiegów stylistycznych, dwa czy trzy przeinaczenia, parę neologizmów i mamy piękny bajkowy świat. A pod jego maską doskonale rozpoznawalne charakterystyczne elementy poprzedniego systemu. Dukaj jest nie tylko mistrzem neologizmów i przeinaczeń, potrafi czynić również świetne aluzje – jak chociażby ta do wąsatego pana Najnajnajoporniejszego, który mógłby być tylko elektrykiem. Co jest w tym wszystkim najlepsze – nie ważne kim jesteś, na pewno odgadniesz „co autor miał na myśli”.

Smaku całej historii dodają jeszcze prześwietne ilustracje Jakuba Jabłońskiego, który idealnie oddaje abstrakcyjne pomysły Jacka Dukaja. Dzięki temu książka jeszcze bardziej nabiera baśniowego charakteru. Tylko, czy jest to baśń odpowiednia dla dziecka? Oczywiście, że tak, wydaje mi się, że „Wroniec” to taka historia dla wszystkich – młodszy czytelnik dostaje nietypową bajkę, starszy zaś – alegorycznie rozpisaną opowieść o PRL-u. Powieść Dukaja można potraktować też jako nietypową formę edukacji historycznej najmłodszych, obrazowy i zrozumiały dla dzieci sposób opowiedzenia historii stanu wojennego. Koniecznie się z nim zapoznajcie.

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *