“Królowa smoków bez smoków to żadna królowa” – Gra o Tron S05E01 “The Wars to Come”

Nie powiem, że tęskniłam. No dobrze, może troszkę, głównie za Tyrionem i Varysem oraz oczywiście za motywem z czołówki. I oto jest, kolejny sezon Gry o Tron. Co sobą zaprezentuje? Zobaczymy.

Zaczynamy od retrospekcji – dwie panienki wędrują po lesie. Jedna z nich, bardziej śmiała, to młoda Cersei Lannister – już wtedy bardzo pewna siebie i bardzo zadziorna. Muszę oddać też sprawiedliwość twórcom, bo wybrali do roli młodszej wersji Królowej-Regentki aktorkę o możliwie zbliżonym wyglądzie do Leny Headey. Scena kończy się wizytą u leśnej wiedźmy, która przepowiada Lannisterównie przyszłość.

I całość nieźle łączy się następną sceną, czyli Cersei zmierzającą do Wielkiego Septu Baelora, by opłakiwać leżącego na marach Tywina Lannistera. I jak można się domyśleć spotyka oczywiście po drodze Margaery, która młodsza i ładniejsza powoli zaczyna zajmować jej miejsce. Oczywiście Cersei musi robić dobrą minę do złej gry, ale widać co będzie jedną z osi fabularnych tego sezonu. W sepcie Królowa spotka swojego brata i powiem wam szczerze – obawiałam się czy nie będzie powtórki z czuwania przy Joffreyu. Jednak na szczęście nic się takie nie dzieje, a Lannisterowie rozmawiają tylko o odpowiedzialności, zaś w tle słychać żałobną aranżację Rains of Castemere – moim zdaniem chyba jedną z najpiękniejszych w tym serialu, ale też bardzo, bardzo smutną.

Tymczasem ojcobójca dociera w końcu do celu swojej podróży – Pentos. Całą drogę Tyrion przesiedział w swojej skrzyni, przez co jest bardzo niezadowolony i jeszcze bardziej marudny niż zazwyczaj. Cóż, trzeba powiedzieć, że nie ma co się dziwić, skoro warunki podróży były niezbyt sprzyjające, choć trwała ona pewnie z kilka dni. Wraz z Varysem zatrzymują się w domu kupca Illyria – tego samego, który gościł w pierwszym sezonie młodych Targeryenów. Przy okazji eunuch wyznaje prawdę Karłowi na temat spisku, mającego na celu ponowne obsadzenie na tronie Westeros smoczej dynastii. Mam nadzieję, że Tyriona opuści to pesymistyczne nastawienie, bo stanie się nie do wytrzymania.

Nieco dalej, w Meereen, na rozkaz Daenerys Nieskalani obalają figurę ze szczytu piramidy. Fajne to, może trochę symboliczne, ale po co? Danny bardzo potrzebuje surowca czy jak? No dobra, ale wracając do głównych rozważań – jeden z Nieskalanych idzie sobie do burdelu… poprzytulać się do dziwki i posłuchać jak mu śpiewa. Kończy się to jego śmiercią, bo pojawia się zamaskowany zabójca i ciach nożem po gardle. W ogóle co to ma być? Czemu Daenerys pozwala im tak swobodnie hasać po mieście?

Okazuje się, że za śmiercią Białego Szczura (przydomki Nieskalanych zawsze będą mnie bawić) stoi grupa radykałów zwana Synami Harpii, którym rządy Danny nie bardzo przypadły do smaku. Matka Smoków zarzeka się, że nie pozwoli, aby w mieście zapanował chaos, ale co ona może? Przecież nie potrafi zapanować nad trzema gadami, co mówić o mieście, które podbiła i siłą zmusiła do posłuchu?

Kolejna scena jest już zapychaczem – Missandei, powodowana niezdrową ciekawością i sporą dozą zazdrości – wypytuje Szarego Robaka, czemu Nieskalani chadzają do burdeli. Cała ta rozmowa jest tak bardzo bez sensu, a dodatkowo – strasznie niezręczna.

Przenieśmy się zatem do Czarnego Zamku, gdzie Jon szkoli młodych rekrutów Nocnej Straży, choć nie jest to tematem głównego wątku. Przede wszystkim Straż zbiera się powoli już do wybrania nowego Lorda Dowódcy, a Goździk obawia się, że jeżeli zostanie nim Alliser Thorne, będzie musiała opuścić zamek i Sama. Tymczasem na Murze przebywa cały czas Stannis Baratheon wraz z Melisandre. Wyjawiają Snowowi swoje dalsze plany – zamierzają odbić Północ z rąk Boltonów, a jeżeli dzicy się do nich dołączą pozwolą się tam im osiedlać. Ostatni z Baratheonów daje zadanie Jonowi  – ma przekonać Mance’a, by ugiął kolana przed Jeleniem w Ogniu.

Przenieśmy się na moment do cieplejszej krainy – w dolinie oglądamy pierwsze kroki Robina Arryna na drodze do zostania rycerzem (albo przynajmniej obycia się nieco z mieczem). Ważniejszy jest tu jednak Baelish odbierający sekretną wiadomość i Sansa oddalona od swego zbawcy, jakby mu nie ufała.

Gdzieś indziej Brienne i Podrick przeżywają ciężkie dni – wojowniczka ma dość biednego ciamajdowatego giermka (oświećcie mnie, co stało się z Podrickiem, który oczarował prostytutki?). To smutne, co dzieje się z obiema tymi postaciami – jakby wyprano oboje z charakterów. Ale po tej jakże niezręcznej scenie wracamy do Sansy i Littlefingera, którzy akurat przejeżdżają sobie obok… Starkówna jest podejrzliwa co do intencji swojego opiekuna i wybawcy, zadaje mu sporo niewygodnych pytań, na które nie otrzymuje jasnej odpowiedzi. Zaczęłabym się martwić na jej miejscu, czy nie jest tylko przypadkiem marionetką w rękach sprytnego manipulatora.

W Królewskiej Przystani tymczasem mamy chyba jakiś rodzaj stypy – Cersei musi wysłuchiwać biednego Lorasa, zaś tak naprawdę bacznie obserwuje co wyprawia jej młodszy syn i Margaery, co wyraźnie się jej nie podoba. Królowa Matka spotyka w jednym z korytarzy swojego kuzyna Lancela – odmienionego nie do poznania, w zgrzebnych burych szatach. Jak tłumaczy Kevan Lannister: młodzieniec przystąpił do grupy fanatyków religijnych, zwanych Wróblami. Cersei spotyka się z krewnym jeszcze raz, tym razem bez świadków, gdzie świeżo nawrócony prosi o wybaczenie za grzech, który popełnił nakłaniając Cersei do kazirodczego seksu. Lancel zachowuje się jak typowy fanatyk z wypranym mózgiem.

Potem mamy zupełnie niepotrzebną scenę łóżkową pomiędzy Lorasem Tyrellem i jednym z chłopców z burdelu Baelisha. Serio twórcy chyba nie mieli czego upchnąć do odcinka, stąd głupia i niedorzeczna scena. Aczkolwiek wejście Margaery jest niesamowite i rozbrajające, a cała postawa, dziewczyny przyzwyczajonej do tego, co wyprawia jej brat, niesamowicie naturalna.

W Pentos tymczasem Tyrion dalej opija się winem Illyria, a Varys nieskutecznie próbuje zmusić go do czegokolwiek. Wreszcie decyduje się na drogę złożoną trochę z pochlebstw, trochę z podstępu, a po części również i ze szczerości – wreszcie wyjawia, że zamierza udać się do Daenerys i podjąć u niej służbę.

Tymczasem w Meereen Danny cieszy się pozytywnym rozwiązaniem sprawy Yunkai, nie jest jednak zadowolona z żądań Hizdahra, aby na nowo otworzyć areny. Wyraża absolutny sprzeciw przeciwko temu, pokazując jaka to z niej nie jest twarda władczyni, że ma w nosie złe tradycje i w ogóle „jak ty się do mnie zwracasz, kolego?”. Później wysłuchuje historii Daaria i jego argumentów przemawiających na korzyść aren. Mały ograniczony rozumek Matki Smoków nie jest w stanie pojąć, że jej kochanek stał się tym, kim się stał, tylko dzięki temu, że trafił jako niewolnik do walki na arenie. Daario przy okazji wyznaje Targaryence, że narobiła sobie wrogów (no wreszcie ktoś jej to powiedział), namawia do demonstracji siły i pokazanie smoków (które ta głupia dziewczyna zamknęła w lochu, bo najagresywniejszy z nich zaczął rozrabiać).

Danny decyduje się więc odwiedzić biedne zamknięte w piwnicach smoczątka (łagodne smoczątka trzeba zaznaczyć), jednak jej „dzieci” chyba się na nią obraziły, bo nie dość, że nie dopuszczają jej w pobliże, to i przeganiają ziejąc ogniem. A ona głupiutka się tego boi – przecież sama powiadała, że jest smokiem, więc nic jej się stać nie powinno. Powiem krótko – ma za swoje. Było lepiej pilnować Drogona, albo po prostu nie karać Viseriona i Rhaegala za krzywdy, które wyrządził ich brat.

Na koniec spotkania z pierwszym odcinkiem przenieśmy się na północ i na Mur. Jon Snow odwiedza Mance’a w celi, by przekonać go, by przyjął propozycję Stannisa, klęknął przed nim i ocalił swój lud. Król za Murem (czy was też razi, ze Ciaran grał w tej scenie z jedną tylko miną?) twardo obstaje przy swoim, prezentując jednocześnie głupią i dumną postawę. Oczywiście dochodzi do tego, że Mance zostaje wyprowadzony na dziedziniec, przywiązany do pala, zaś Melisandre zapali jego stos, wygłaszając mowę o Świetle i Ciemności (takie tam kapłańskie pogaduszki). Snow robi zaś na koniec coś jednocześnie niezwykle honorowego, wspaniałomyślnego, odważnego i głupiego – skraca męki Raydera, zyskując tym samym sobie kolejnych wrogów (a niczyjej wdzięczności). Mimo wszystko podoba mi się konsekwencja, z jaką postępuje Jon – najpierw pochowanie Ygritte za Murem, potem strzał łaski dla Mance’a.

I to by było na tyle w tym odcinku „Gry o Tron”. Cóż nie było może niczego wielce zachwycającego (poza przepięknymi szatami pogrzebowymi Tywina), aczkolwiek zdarzyły się momenty bardzo ciekawe i parę oczywiście typowych zapychaczy. Mam wrażenie również, że ten sezon będzie zdecydowanie należał do wątku Jona Snowa – jego postać ładnie się klaruje i ciekawi mnie, jak wykorzystają ten potencjał twórcy.

Sharing is caring!

5 thoughts on ““Królowa smoków bez smoków to żadna królowa” – Gra o Tron S05E01 “The Wars to Come”

  • 18 kwietnia 2015 at 20:49
    Permalink

    Ledwo co przeczytałam początek, a wiem, że to co obejrzałam, to nie był pierwszy odcinek, tylko… em, nie wiem. Ale to by wyjaśniło parę rzeczy, o których bohaterowie mówili, a których wcześniej nie pokazano, hm. Jak to się stało? Wiem że pięć odcinków wyciekło, ale żeby nawet nie potrafili ich w dobrej kolejności dodać? Co to się dzieje z tymi dzisiejszymi piratami?

    Reply
    • 18 kwietnia 2015 at 21:12
      Permalink

      Biedactwo. No to już ruszaj, oglądać odpowiedni odcinek 😛

      Reply
  • 5 maja 2015 at 20:16
    Permalink

    Trochę to potrwało, ale mam już nadrobionego GoTa. I przy okazji jako takie szczegóły pierwszych trzech odcinków mi się rozmyły. xD
    “W sepcie Królowa spotka swojego brata i powiem wam szczerze – obawiałam się czy nie będzie powtórki z czuwania przy Joffreyu.”
    Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja miałam takie myśli. Oho, Jaime, oho, zaraz się zacznie, ale nie, Cersei tylko wbija bratu szpile jakby to były sztylety.
    “Nieskalani obalają figurę ze szczytu piramidy. Fajne to, może trochę symboliczne, ale po co?”
    Właśnie po to – bo symbolizm, bo propaganda, bo pokazanie, kto tu teraz rządzi (przynajmniej teoretycznie). Harpia nie była symbolem miasta, obiektem kultu czy coś takiego, tylko symbolem panów, władców, właścicieli niewolników. A że panów i niewolników już nie ma, to trzeba się pozbyć tego paskudztwa, żeby ostatecznie i dobitnie pokazać, że stary system upadł i nastały nowe czasy. Tak jak wtedy kiedy rozwieszono flagę ze smokiem na rzeczonej harpii podczas/po podboju miasta.
    Podrick to właśnie tylko prostytutki zachwycał, i to pewnie sam nawet nie wiedział dlaczego. xD Poza tym to ogólnie ciapa z niego, coś tam wie, zbroję rozbroi, ognisko już nauczył się rozpalać. No i nie ma co ze sobą zrobić, to trwa przy Brienne. A ta ma kryzys wiary, jakaś taka zgorzkniała się zrobiła po pokonaniu Sandora i zgubieniu Aryi. I w sumie dobrze, może w takim stanie braku naiwności lepiej jej pójdzie co, co planuje zrobić, bo do tego jednak trzeba być pozbieranym.
    “Potem mamy zupełnie niepotrzebną scenę łóżkową pomiędzy Lorasem Tyrellem i jednym z chłopców z burdelu Baelisha. Serio twórcy chyba nie mieli czego upchnąć do odcinka, stąd głupia i niedorzeczna scena.”
    Oj, no wiesz co. Twórcy nam tak ładnie wrzucają tę obiecaną, męską nagość zamiast kobiecego cyca, a Ty się czepiasz. No patrz jak się starają, jakich ładnych chłopców wsadzili do tego łóżka. Zrobili to totalnie z pomysłem i subtelnie, no weź, no weś, no. ;d
    A Dany jak robiła głupoty w książce, tak robi w serialu głupoty nie te same, ale tego samego kalibru. Chociaż wątek aren przewija się cały czas tu i tu, i w końcu doprowadzi do kolejnej kozackiej sceny w wykonaniu naszej białowłosej. 8D Ale ogólnie, ona nie wie co robi. Chce dobrze, ale nie wie jak, i jeszcze do tego jest uparta, więc koniec końców gubi się jeszcze bardziej. Panna potrafi zrobić porządne wejście smoka i rozpierdzielić co tylko się da, ale potem już nie wie co dalej. Chociaż w zasadzie to jest w trudnej sytuacji politycznej i nic dziwnego, że sobie nie radzi. A ta scena ze smokami to w ogóle jakaś dziwna była. Nie wiem czy to było umyślnie, by pokazać jak bardzo Dany nad niczym nie panuje, i ta agresja dzieci wobec swojej matki do czegoś w ostateczności doprowadzi, ale książkowa tęsknota smoków za Dany była o wiele lepsza.
    “Jon Snow odwiedza Mance’a w celi, by przekonać go, by przyjął propozycję Stannisa, klęknął przed nim i ocalił swój lud. Król za Murem (czy was też razi, ze Ciaran grał w tej scenie z jedną tylko miną?) twardo obstaje przy swoim, prezentując jednocześnie głupią i dumną postawę.”
    Bo ja wiem czy głupią. W książce światopogląd Dzikich na władzę był o wiele lepiej pokazany i wyjaśniony niż w serialu, gdzie tylko mnie irytowali. Ale ostatecznie wyszłoby na to, że gdyby Mance ukląkł przed Stannisem, może i ocaliłby skórę, ale Dzicy by za nim nie poszli, no to po co on wtedy Stannisowi? Tak czy siak Król za Murem pewnie skończyłby jako ofiara dla ognistego boga, tyle że nie. Dzicy żartobliwe nazywali go królem, a ludzie z Westeros na poważnie, i był prawdziwym królem tylko według ich pojmowania tego tytułu. Więc ofiara z niego żadna, bo i żaden z niego prawdziwy król, i poddany też żaden, bo jego armia by się na niego wypięła po złożeniu hołdu komuś obcemu. I tak źle, i tak niedobrze.

    Reply
    • 5 maja 2015 at 21:34
      Permalink

      Ha, wiedziałam, że nie ja jedyna podejrzewałam Cersei o złe rzeczy! 😀
      Wiesz, ja rozumiem, że Podrick to ciamajda, ale wiesz, chłopak w pewnym wieku raczej powinien potrafić rozpalić ognisko, zwłaszcza, że nie był tylko giermkiem Tyriona 😀 Wątek Brienne przestał mi się podobać, bo pani B. zrobiła się strasznie marudna i ponura.
      Męskie tyłki, męskimi tyłkami, ale dlaczego musiały to być tyłki Lorasa i tego chłopaczka od Bealisha? Ja tam wolałabym więcej scen z Daariem 😀
      Dany jest zagubionym dzieckiem, a teraz to już w ogóle będzie błądzić we mgle i popełniać więcej koszmarnych błędnów.
      Serialowy Mance był taki o kant potłuc – bo niby był, ale jakby go nie było, a Ciaran grał tak, jakby mu się nie chciało. Hej, to przecież pieprzony Gajusz Julisusz Cezar, chodząca charyzma.

      Reply
  • 6 maja 2015 at 20:27
    Permalink

    Jej to nawet nie ma co podejrzewać o złe rzeczy, one są pewniakiem w jej przypadku.
    Może wcześniej nie musiał umieć rozpalać ogniska? Skoro bujał się z rycerzem pijakiem z turnieju na turniej, pewnie ogarnął tylko te rzeczy, które w sumie nie należały do repertuaru poprawnego giermkowania, a u Tyriona to tylko z winem za nim łaził, no bo co miał robić. A Brienne świat się zawalił, to jaka ma być? Ale nawet taka ponura i załamana zebrała się do kupy lepiej niż kiedykolwiek i jakoś działa, i to pewnie.
    Bo to były dwa tyłki naraz. Na co komu męski i kobiecy zad, jak można mieć dwa męskie turlające się dookoła siebie? I przy okazji można ludzi kontrowersyjnie pederastią oburzyć, co się będę włodarze serialu oszczędzać. ;d
    Dany chce dobrze, ale jest strasznie oderwana od rzeczywistości w jakiej żyje. W zasadzie ze wszystkich postaci z PLiO jest pod względem myślenia najbliższa współczesnemu czytelnikowi, i dlatego sobie nie radzi w tym tak odległym dla nas świecie.
    Cóż, urwało w serialu Dzikim od poprawnego zaprezentowania ich, to i nic dziwnego, że ich przywódcy się też oberwało.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *