Koszmar nocy sierpniowej – “August Nacht” Joanny Pypłacz

Powieść gotycka nigdy nie zyskała w Polsce takiej popularności jak w zachodniej Europie – kilku twórców w XIX wieku tworzyło w tym nurcie (Zygmunt Krasiński zadebiutował jako autor powieści gotyckich). Z tym niezbyt popularnym w naszym kraju gatunkiem postanowiła zmierzyć się Joanna Pypłacz w swoim drugim dziele, zatytułowanym „August Nacht”.

August Nacht jest nieślubnym synem hiszpańskiego arystokraty, księcia de Valsombra. Po śmierci matki przybywa do ojca, by przekazać mu smutną nowinę i przy okazji upomnieć się o swe prawa, należne mu jako pierworodnemu synowi. Podobnie jak niegdyś jego matka zostaje odtrącony, w związku z czym poprzysięga zemstę. Udaje się po radę do Iduny, zielarki z pobliskiego lasu, która wiele lat wcześniej uratowała jemu oraz jego matce życie, a co najważniejsze również darzy słuszną nienawiścią księcia de Valsombra.

Wyraźny motyw zemsty za doznane krzywdy w połączeniu z nieco paranormalnym wątkiem Iduny oraz miejscowymi legendami  – tak właśnie mogłaby wyglądać fabuła tej powieści. Jednak autorka na tym nie poprzestała, wprowadzając całą masę wątków pobocznych, które zepchnęły na dalszy plan Augusta i jego zemstę. Nie byłoby to aż tak wielkim problemem , gdyby nie fakt, że właściwie całość fabuły jest niespójna, a kolejne wydarzenia i historie nie pasują zupełnie do siebie. Najlepszym przykładem na to jest chociażby Iduna, której motywacje i zachowania są całkowicie niejasne, a poszczególne fragmenty jej przeszłości nie tworzą składnej całości. O tej ważnej postaci dostajemy kilka informacji tylko – uratowała Augusta i jego matkę, jej syn zginął przez księcia de Valsombra, a potem na dodatek okazuje się, że pomiędzy nimi jest jeszcze jedna sprawa, której narrator nie wyjawia.  Akcji w powieści brakuje ciągłości, jakby autorka miała tylko pomysł na kilka rzeczy, resztę pozostawiając ledwie zarysowaną.

Prawdopodobnie jest to wynikiem sposobu prowadzenia narracji – każdy z rozdziałów napisany jest z perspektywy innej postaci. W niektórych powieściach (takich jak „Gra o Tron”) ta metoda sprawdza się, jednakże u pani Pypłacz  doprowadziło to do fragmentaryzacji opowieści. W połączeniu z ilością wątków, problemami z ciągiem logicznym (wiele rzeczy w książce po prostu dzieje się ex machina, zupełnie nie mając żadnej przyczyny) oraz tendencją do streszczania wydarzeń, zamiast ich opisywania, dostajemy historię niedopracowaną i uwidaczniającą warsztatowe braki autorki.

Sprawy nie ratują bohaterowie – nie odniosłam w trakcie lektury wrażenia, że są żyjącymi postaciami. Rzeczywistość w książce jest czarno-biała i tak są przedstawione postacie (wyjątkiem od reguły jest August, ale o tym za chwilę). Są tylko dobrzy i tylko źli, są krzywdzący i krzywdzeni; obie grupy mieszają się tylko w momencie, w którym ofiara zamierza odpłacić swemu oprawcy (co z reguły mu się nie udaje). August różni się nieco od pozostałych postaci w książce, ponieważ stoi po obu stronach barykady – należy do obu grup, choć autorka stara się usprawiedliwić jego działania. Jako bardzo uzdolniony lekarz pomaga ludziom, jednak zna się również dobrze na truciznach i zarabia dzięki nim więcej niż na leczeniu. Autorka stara się przedstawić Augusta jako pociągającego, mrocznego kochanka, w typie antybohatera, jednakże poza próbą wytworzenia wokół niego atmosfery tajemniczości (niewiele zdradza nam o przeszłości doktora Nachta) i opisywaniem jego posępnej aparycji, nie robi w tym kontekście nic. Ani zachowanie bohatera, ani jego wypowiedzi nie świadczą o przypisanej mu roli.

Najgorsze jednak w kreacji bohaterów jest to, że ich cechy poznajemy tylko i wyłącznie poprzez komentarze narratora. Weźmy dla przykładu takie zdanie: „Uczucie [miłość do jednej z bohaterek książki] te od momentu, gdy zrodziło się w nieskorym do umiaru sercu Augusta, z każdą sekundą przeradzało się w mroczną, niszczącą obsesję”. Problem w tym, że dalsze zachowanie bohatera w powieści w żaden sposób nie uzasadnia tego opisu – August wygłasza jedynie patetyczne deklaracje miłości wobec jednej z bohaterek. W tym miejscu pojawia się kolejny problem z postaciami w książce pani Pypłacz – brakuje w nich życia, poza wygłaszaniem sztucznie brzmiących kwestii i snuciem się z boku na bok, nie robią właściwie nic.

Wielką wadą „Augusta Nachta” jest sposób prowadzenia narracji. Jak wspominałam  wyżej, akcja powieści rwie się, jest fragmentaryczna i nieskładna. Autorka ma tendencję do streszczania wydarzeń – często w książce pojawiają się (zwłaszcza na końcach rozdziałów) kilkuzdaniowe sprawozdania z przebiegu historii pomiędzy dwoma blokami fabuły, zamiast nadawać im bieg, rozwijać historię i bohaterów,. Przy tej okazji  widać jak dziwnie rozłożone są akcenty na poszczególne wątki – niektóre nieważne dla fabuły rozdmuchane zostały do ogromnych rozdziałów, a te z potencjałem streszczono w kilku zdaniach. O rozwinięcie woła chociażby kwestia podtruwania żony przez hrabiego de Aciago – autorka nigdy nie uzasadnia, dlaczego w ogóle do tego dochodzi. Kompletnie niepotrzebny za to wydaje się być wątek z młodym Włochem, który śledzi Augusta aż do Hiszpanii po to tylko, by wywrzeć na nim pomstę za śmierć otrutego ojca – historia ta pojawia się pod koniec książki i nie wnosi nic do fabuły.

Przy okazji sposobu narracji warto spojrzeć na to, co dla powieści gotyckiej najważniejsze – wątki paranormalne. Do „Augusta” pani Pypłacz wprowadziła niesamowitą ilość elementów folkloru i wierzeń hiszpańskich – pojawia się Lavendeira (galicyjski odpowiednik znanej z celtyckiej mitologii Praczki u Brodu, czyli Bean Nighe), Santa Compana (pochód podobny nieco do Dzikiego Gonu); oprócz tego pojawiają się czarownice, druidzi, rośliny o magicznych właściwościach, duchy i zjawy. Niestety, autorka ma problem z wprowadzaniem do fabuły poszczególnych zjawisk – pojawiają się nagle i stanowią raczej  nienaturalną dekorację niż spełniając ważne dla fabuły role. Zabrakło tu zdecydowania  czy zjawiska, których doświadczają bohaterowie mają być realne i namacalne, czy raczej powinny być efektem sugestii i wybujałej wyobraźni poszczególnych postaci. Dodatkowo natężenie elementów nadnaturalnych jest zbyt duże – z reguły powieści gotyckie skupiają się na jednym zjawisku paranormalnym, budując dookoła niego fabułę i klimat.

Zanim  przejdę do podsumowania muszę  powiedzieć, że „August Nacht” jest fatalnie napisany. Wszelkie wypowiedzi bohaterów są nienaturalne – pełne patosu zdania zostały skonstruowane tak, że czytelnik nie odczuwa ich autentyczności. Wpływa to na  odrealnienie postaci i sprawia, że lektura tej powieści to droga przez mękę. Nienaturalny język to nie tylko domena dialogów i monologów, ale również i narratora, co jeszcze skuteczniej zniechęca do jakichkolwiek kontaktów z przyszłą twórczością pani Pypłacz.

To książka o ciekawym założeniu, z kompletnie zmarnowanym potencjałem. Brakuje tu bardzo wielu rzeczy – wprawy w kreowaniu fabuły, doświadczenia w tworzeniu bohaterów i warsztatu pisarskiego. Niestety, „August Nacht” to książka źle napisana i raczej zaliczająca się do gatunku tych, których nie warto czytać. Albo po które sięga się po to, by dowiedzieć się jak nie pisać powieści.

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję wydawnictwu Bellona.

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *