Komiksowe Batman Begins – “Batman – Ziemia Jeden” Geoffa Johnsa i Gary’ego Franka

Batman jest bohaterem, którego zna każde dziecko. Jakiś czas temu Christopher Nolan próbował na nowo zdefiniować tę postać, przedstawić inną interpretację rycerza z Gotham w swojej filmowej trylogii. Bardziej realny, mniej heroiczny obraz alter ego Bruce’a Wayne’a jest mi zdecydowanie bliższy i ucieszyłam się niezmiernie, dowiadując się, że istnieje komiks ukazujący Batmana z takiej „ludzkiej” perspektywy. I tak właśnie sięgnęłam po „Batmana – Ziemię Jeden”.

WP_20150922_001[1]
Młody Bruce jest dupkiem i to on jest winien śmierci rodziców. Tym razem jeszcze bardziej niż kiedy indziej.

Bruce Wayne ma dwadzieścia kilka lat i niedawno przywdział kostium Batmana, by wymierzyć sprawiedliwość zabójcom swoich rodziców, bo ma podstawy do tego, że zostali oni zamordowani przez politycznych przeciwników. W jego nocnych eskapadach wspiera go Alfred Pennyworth – emerytowany wojskowy, a obecnie lokaj młodego Wayne’a. Tymczasem w Gotham sytuacja jest tragiczna – skorumpowana policja nie zwalcza przestępczości, burmistrz ma na swoich usługach oprychów, a zwykli ludzie boją się wyjść z domów po zmierzchu.

Zwróćcie już teraz uwagę, że scenariusz komiksu bardzo mocno przypomina zarys fabularny „Batman Begins” Nolana – w obu tych produkcjach mamy brudne, skorumpowane i niebezpieczne Gotham, młodego Bruce’a dopiero zaczynającego swoją karierę jako Batman. Podobnie jak w filmach Wayne korzysta ze wsparcia Foxa, który pomaga mu ze stroną techniczną nocnych wypraw. Jednak mimo tych podobieństw komiks „Ziemia Jeden” nie jest przetworzeniem filmowej historii początków mrocznego rycerza, wiele czerpiąc również z komiksowego dorobku tej postaci – pojawia się nieobecna u Nolana córka komisarza Gordona – Barbara (późniejsza Batgirl); zaś głównym przeciwnikiem okazuje się być nie kto inny, jak Oswald Cobblepot, czyli Pingwin. Scenarzyści jednak ubogacili historię o swoje własne pomysły – Thomas Wayne kandydował na burmistrza (podobnie jak w oryginalnym skrypcie Burtonowskiego filmu); Cobblepot w teraźniejszym Gotham został głową ratusza, zaś Alfred Pennyworth jest byłym wojskowym, który lokajem zostaje zupełnym przypadkiem.

WP_20150922_002[1]
Gotham “Ziemi Jeden” jest ponure i niebezpieczne

Warto spojrzeć na tutejszego Batmana – jest bardziej ludzki i bardziej jeszcze rzeczywisty niż Mroczny Rycerz Nolana. Nie jest młodym multimiliarderem, który porzucił Gotham na kilkanaście lat, by tułać się po świecie, w więzieniach tropić i unieszkodliwiać złoczyńców, a potem przejść morderczy trening w tybetańskim klasztorze pełnym wyszkolonych zabójców. Batman z „Ziemi Jeden” to młody, przepełniony rządzą zemsty człowiek, który popełnia masę błędów: bywa zbyt mało spostrzegawczy, zbyt wolny czy chociażby po ludzku nieostrożny. Ze swoich potyczek wychodzi nie tylko posiniaczony i poobijany, ale też ranny i okrwawiony, nie raz tylko dzięki niesamowitemu szczęściu uchodząc z życiem. I bardzo łatwo pod maską Batmana dostrzec Bruce’a – buntowniczego, agresywnego i nieco aroganckiego młodzieńca, z uporem godnym maniaka realizującego swój cel: dopaść domniemanych zleceniodawców zabójstwa rodziców. To nie jest człowiek, który chce oczyścić Gotham z plugastwa – jego pobudki są czysto egoistyczne i krótkofalowe.

Obok Batmana należy również wspomnieć o Alfredzie. „Ziemia Jeden” to bodajże jedyny komiks, w którym Pennyworth, zamiast być zasuszonym lokajem o talentach aktorskich, jest pełnym wigoru byłym wojskowym, który wbrew sobie podejmuje się opieki nad młody Bruce’em (świetnie napisane sceny na komisariacie, gdzie Alfred przedstawia się młodemu Wayne’owi: „Jestem twoim lokajem”), stając się jednocześnie mentorem i trenerem Batmana. Drugą ważną postacią dla tego komiksu, jak i dla całej historii jest James Gordon, policjant z Gotham. Zgorzkniały i skupiony na ochranianiu córki, musi znosić korupcję i fakt opłacania przez władzę oprychów. I choć początkowo jego motywacje mogą być dla czytelnika niejasne – wraz z lekturą dowiemy się, czemu Gordon, znany skądinąd ze swojej prawości i niekorumpowalności, musi znosić panoszenie się mętów i szumowin w mieście.

WP_20150922_003[1]
A Batman jest nieostrożny i nie raz ląduje nie tam gdzie zaplanował 🙂

Całości charakteru dodaje kreska – świetna, bardzo estetyczna i jednocześnie potrafiąca oddać brzydotę Gotham, paskudny charakter Pingwina i emocje postaci. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Rysunki Gary’ego Franka dodają dynamizmu ciekawie skonstruowanej fabule, doskonale sprawdzając się w szerokich kardach, jak i w zbliżeniach. Kreska jest realistyczna, nie przypomina potworności Franka Millera czy psychodelicznych wizji wprost z „Azylu Arkham” rysowanym przez Dave’a McKeana, i chyba w takiej formie najchętniej bym Batmana widziała.

Podsumowując ten krótki tekst – z „Ziemią Jeden” warto się zapoznać. Nie tylko jeśli jesteś komiksowym wyjadaczem i czytałeś wszystko, co do tej pory z Batmanem wyszło, ale również jeżeli to będzie twój pierwszy przeczytany komiks, a postać Mrocznego Rycerza znasz co najwyżej z ekranów kin i monitora komputera. To historia niezależna, nie musisz więc znać kilkudziesięciu lub kilkuset poprzednich zeszytów, i dodatkowo całkowicie zamknięta (choć zakończenie sugeruje coś innego), co sprawia, że zakończenie poznacie od razu.

Sharing is caring!

One thought on “Komiksowe Batman Begins – “Batman – Ziemia Jeden” Geoffa Johnsa i Gary’ego Franka

  • 3 października 2015 at 17:23
    Permalink

    masz strasznie ciekawy blog. naprawdę mi się podoba i czekam na kolejny wpis.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *