Imperator strzeże! – “Czas Horusa” Dana Abnetta

Witajcie w XXXI tysiącleciu – oto „nadchodzi nowy wiek dominacji ludzkości”. Nieśmiertelny Imperator i jego Astartes jednoczą na nowo wszystkie zamieszkałe przez ludzi światy w jedno intergalaktyczne Imperium. Oto nadszedł „Czas Horusa” Dana Abnetta.

Prymarcha Wilków Luny, Horus, po triumfie na Ullanorze został mianowany Mistrzem Wojny – ma zastępować Imperatora w wielkim dziele jednoczenia rasy ludzkiej. Jego zadanie nie jest proste, bowiem nie wszystkie światy zamieszkane przez człowieka chcą wejść w skład Imperium. Sześćdziesiąta trzecia flota ekspedycyjna, w której skład wchodzi Legion Wilków Luny, przypadkowo natrafia na układ planetarny, rządzony przez „Imperatora Ludzkości”. Z takiego niefortunnego zbiegu okoliczności mogą wyniknąć tylko kłopoty – najpierw w postaci zabitego posła, potem zaś konieczności zbrojnej interwencji. A to dopiero początek akcji, dalej jest jeszcze ciekawiej.
Już w tym miejscu trzeba zaznaczyć, że jeśli nie znacie w choćby w minimalnym stopniu uniwersum Warhammera 40 000, lepiej nie zabierajcie się za lekturę tej książki. Dan Abnett rzuca czytelników na głęboką wodę, ani nie wyjaśniając, kim są Adeptus Astartes Imperatora, ani nie tłumacząc innych zawiłości fabularnych. Potencjalnego czytelnika odstraszyć również może nazewnictwo fachowe, stosowane w odniesieniu np. do pojazdów czy pancerzy. Przeciętny zjadacz chleba, żeby dowiedzieć się, jak wygląda standardowy pancerz wzoru IV, będzie musiał sporo się naszukać (Abnett w ogóle nie przejmuje się opisami pancerzy czy uzbrojenia i można byłoby wnioskować, że wszystko działa tutaj na zasadzie umowności).
Jednak dla fanów „Młotka 40k”, jak czasem określa się to uniwersum, „Czas Horusa” to nie lada gratka – zwłaszcza że bardzo dobrze poznają postaci, które zaważyły na przyszłości Imperium. Pojawiają się tu takie osobistości, jak Prymarchowie: Horus, Sanguinius i Dorn (braterskie stosunki dwóch pierwszych ukazane są wspaniale i trudno uwierzyć, że niemal nierozłączni bracia skończyli tak, jak znane jest to z warhammerowego lore); całe grono Adeptus Astartes z Legionu Wilków Luny, w tym Ezekail Abbaddon (kapitan pierwszej kompanii), Horus Aksymand, Tarik Torgaddon i Garviel Loken, który jest głównym bohaterem powieści. Kosmiczni Marines w powieści Abnetta są bardzo ludzcy, właściwie nieco wbrew prawidłom uniwersum. Nawet Mistrz Wojny prezentuje się od tej bliższej nam strony, częstokroć dowcipkując w gronie najbliższych dowódców. Najbardziej ludzki jest jednak w momentach zadumy, kiedy z czułością mówi o swoim „ojcu”, Imperatorze.
Powieść napisana jest bardzo sprawnie. Abnett wspaniale operuje akcją, to zwalniając, to przyspieszając jej tempo. „Czas Horusa” zyskuje dzięki temu na dynamiczności, jednocześnie nie tracąc na jakości. Uskarżać można by się było na małą ilość opisów, jednak większość z nich świetnie wprowadza w klimat uniwersum – do najbardziej udanych zaliczyć należy chociażby te dotyczące sceny składania przez Lokena Ślubów Bitewnych. Kolejną zaletą powieści jest także niewymuszony humor, który nieźle bilansuje ciężki nastrój XXXI tysiąclecia.
Niestety, „Czas Horusa” nie jest pozbawiony wad. Najważniejsza z nich to pewna niekonsekwencja w stosunku do uniwersum. Przy pierwszym spotkaniu spamiętywaczki Mersadie Oliton z Garvielem Lokenem został on opisany jako olbrzym pozbawiony żeber, jednakże Kodeksy do gry bitewnej nie wspominają o takiej fizycznej odmienności. Najczęstszym jednak przewinieniem w stosunku do poprawności świata Warhammera 40 000 jest ciągłe i samodzielne zdejmowanie pancerza wspomaganego.
Mimo tych uchybień w stosunku do kanonu „Czas Horusa” mogę polecić każdemu wyznawcy Imperatora. Klimatyczne opisy, pełne humoru dialogi i bohaterowie, których nie sposób nie polubić, przemawiają na korzyść powieści Abnetta.
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.

Sharing is caring!

4 thoughts on “Imperator strzeże! – “Czas Horusa” Dana Abnetta

  • 16 września 2012 at 11:21
    Permalink

    O, widzę, że sobie zmieniłaś wygląd bloga na bardziej nowoczesny.;) Też nad tym myślałam, ale moje łącze rzadko kiedy jest w stanie go uciągnąć, więc zrezygnowałam.;) Taki komęć od czapy, bo o książce dyskutowałyśmy już w mailach i nie chcę się powtarzać.;)

    PS. Proszę ślicznie, usuń weryfikację, bo jest całkowicie nieczytelna niestety…

    Reply
  • 16 września 2012 at 14:41
    Permalink

    Ano stwierdziliśmy, że skoro nie mamy żadnej fajnej graficzki, to może trochę przyszpanujemy i poprzyciągamy ludzików na naszego bloga chociażby ciekawym interfejsem 😀
    Serio mamy captchę?

    Reply
  • 19 września 2012 at 12:28
    Permalink

    Macie, tylko blogger jest taki cwany, że autorom bloga jej nie wyświetla.;)

    Reply
  • 19 września 2012 at 16:01
    Permalink

    No patrzaj, patrzaj, no to powojujemy z captchą (widziałam, że nawet dziewczyny z PLUSa u siebie usunęły, bo była nieczytelna) xD

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *