Gwałtowne spotkanie z ziemią – “Upadek” Guillermo del Toro i Chucka Hogana

Po pierwszej odsłonie trylogii opisującej tajemniczą zarazę szalejącą na Manhattanie, nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań względem kontynuacji. Wątki w Wirusie potrafiły być nudne i przydługie a postaci bez wyrazu i charakteru. Łudziłem się, że po wprowadzeniu jakim w zasadzie był pierwszy tom, w Upadku akcja ruszy z kopyta. I się przeliczyłem.

Druga książka duetu Del Torro-Hogan rozpoczyna się kilka dni po zakończeniu pierwszego tomu. Nabierająca siły i rozpędu epidemia dalej pustoszy Nowy Jork, a złamani i pokonani bohaterowie powoli odzyskują siły po nieudanej próbie zgładzenia Mistrza. Tymczasem starożytny wampirw tajemnicy rozpoczyna ostateczną fazę swojego planu, mającego zapewnić mu całkowitą dominację. Tak w skrócie można streścić założenia i całą fabułę drugiego tomu.

Niestety samej treści w książce jest jak na lekarstwo. Jej zdecydowanie największą część zajmują opisy wędrówek po opanowanym przez strzygi mieście, desperackie próby radzenia sobie z zainfekowanymi oraz retrospekcje ukazujące młodego Setrakiana polującego na wampiry i poszukującego tajemniczej księgi „Occido Lumen”. Wprowadzanie do historii nowych bohaterów poprzedzane jest przydługimi i nudnymi retrospekcjami. Jednocześnie ich pojawienie się niewiele wnosi do opowieści i się jedynym celem ich egzystencji jest to, by reszta drużyny mogła kontynuować misję. Wydawać by się mogło, że Del Toro i Hogan w ten sposób chcą przybliżyć nowow prowadzone postaci, jednakże odniosłem wrażenie, iż każdy z tych wątków jest słabo ukrytym zapychaczem. Upadek wiele by zyskał, gdyby jego autorzy nie skupiali się na przeszłości drugo- i trzecioplanowych postaci. Zamiast tego mogliby wykorzystać ich do przedstawienia społecznego kontekstu zarazy.

Starzy bohaterowie w żaden sposób nie zostali rozwinięci, a nawet ośmieliłbym stwierdzić, że widoczny jest pewien regres. Doktor Goodweather po przemianie swojej żony w wampira już nie musi martwić się rozwodem, więc skupia się na eliminacji jej i ochronie swojego przygłupiego syna, który zdaje się całkowicie nie rozumieć co się wokół niego dzieje. Całkiem złożona osobowość Epha zostaje ograniczona do pierwotnego instynktu: zabij i nie daj się zabić. Nora dalej zajmuje się byciem dekoracją (podobnie jak w tomie pierwszym nie posiada osobowości), a Fett człowiekiem-demolką/orkiestrą. Gus, świeżo mianowany łowca wampirów skupia się na jeżdżeniu po Nowym Jorku i eliminowaniu potworów w gangsterskim stylu. To wszystko nie przybliża nas w żaden sposób do apogeum fabularnego a tylko irytująco oscyluje gdzieś dookoła.

Jednym z nielicznych plusów tej części są krótkie scenki z udziałem Mistrza oraz retrospekcje ukazujące młodego Setrakiana. Przeszłość żydowskiego profesora ukazana jest dużo bardziej interesująco niż to, co dzieje się w teraźniejszości. To prawdopodobnie efekt tego, że twórcy skupili się na konkretnych wydarzeniach i samozwańczych misjach, których podejmował się w celu upolowania Mistrza oraz jego sługusów. Hogan i Del Toro rozwijają motywacje Setrakiana, sprawiając, że staje się najlepiej wykreowaną postacią w Upadku.

Wielokrotnie pojawia się również motyw mitycznej księgi „Occido Lumen”, która ma ponoć zawierać informacje na temat pochodzenia Starożytnych oraz tego, jak można ich zgładzić. W Wirusie nie było na jej temat żadnej wzmianki, przez co wątek poszukiwań zdaje się być wprowadzony na siłę. Wygląda to tak, jakby autorzy chcieli dać staremu profesorowi okazję do wspomnień i rozruszania kości. Jednocześnie ten nowy, dość niespodziewany element fabuły istotnie rozszerza wampirze uniwersum.

Upadek w żaden sposób nie jest ani lepszy, ani gorszy od Wirusa. Relacje między bohaterami znikome, wątki są na siłę przedłużane i dodatkowo przetykane niekiedy ogromnymi dygresjami. Sam czarny koń historii, na którego liczyłem po obejrzeniu drugiego sezonu serialu, czyli Pan Quinlan, nie wypowiada ani jednego słowa i zajmuje się głównie bieganiem i strzelaniem. Mogę zatem polecić tę pozycję tylko tym, którzy już zaczęli serię i chcą po prostu ją skończyć.

Tekst dla portalu Insimilion.

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *