Gosiulla – wampir bez zębów – “Wampir z M-3” Andrzeja Pilipiuka

Czasem dobrze jest nie oczekiwać od książki niczego dobrego. Przynajmniej jeżeli okaże się słaba, to raczej nie doznamy wielkiego zawodu. A czasami może się okazać, że będzie lepsza niż się spodziewaliśmy i czeka nas miłe zaskoczenie. Tak po części jest w przypadku „Wampira z M-3” Pilipiuka.

„Przebudzenie” to pierwsze z opowiadań w zbiorze – przedstawia nam główną bohaterkę: licealistkę Gosię, która pod wpływem problemów osobistych i trochę z powodu impulsu popełnia samobójstwo. Ale… budzi się w rodzinnym grobowcu. Gośka, jak okazuje się nieco później stała się wampirem, rodzina chce się jej pozbyć, a jedyną szansą na przeżycie okazuje się spotkany przypadkiem cieśla Marek. W sumie to właśnie opowiadanie jest chyba najsłabszym w całym zbiorze, bo niewiele w nim typowego pilipiukowego humoru. Ale zbiór od czegoś trzeba zacząć, prawda?

 

Z kolei „Księga” to jeden z dowcipniejszych tekstów. Gośka jako wampir już trochę okrzepła, poznała w sumie całość warszawskiej wampirzej socjety, a teraz wraz z nimi chce odzyskać część utraconego dziedzictwa. W tym opowiadaniu występuje gościnnie Pan Samochodzik oraz księga o wdzięcznym tytule „Negromonicon”. To przejaw typowego dla Pilipiuka humoru.

 

„Druga krew” to znów spadek poziomu. Gośka nudząc się u Marka w mieszkaniu znajduje kasetę wideo z filmem obfitującym w „sceny” i „momenty”. I pod wpływem postaci ciemnowłosej uwodzicielskiej wampirzycy Carmilli Gośka postanawia zostać lesbijką. Bo to takie dystyngowane i pasujące do hrabianki. Na resztę spuśćmy zasłonę milczenia, bo opowiadanie, cóż, nie wyszło zbyt dobrze.

 

Właściwie „Płaszcz” też nie jest tekstem najwyższych lotów – lekko nudnawy i bez wyrazistej puenty. Hrabia, jeden z najstarszych wampirów w Warszawie, obchodzi urodziny i towarzystwo postanawia zrobić mu prezent – uszyć mu płaszcz a’la Dracula. Jak można się domyśleć – płaszcz niekoniecznie będzie jak u słynnego wampira.

 

Następny z kolei, „Wieczny Robol”, nie jest ani dobry, ani zły. To prawdziwy średniak i opowieść, bez której moglibyśmy się w tym zbiorze obyć. No może wnosi trochę do historii, bo przynajmniej poznajemy nieco Marka, czyli tytułowego Wiecznego Robola. Dowiadujemy się też, że istnieje również specjalna jednostka do walki z nadprzyrodzonymi zjawiskami – instytut Z (jak Zabobon). Trudno jednak szukać w tym opowiadaniu zaskakującej puenty czy przejawów Pilipiukowego humoru.

 

„Kapłan” to chyba najbardziej klasyczna historia w tym zbiorze. Mamy motyw egipskiej mumii, mamy gościnny występ Tomasza Olszakowskiego i oczywiście typowy czarny humor. Kapłan to historia najdłuższa w zbiorze, najbardziej dopracowana i chyba najprzyjemniejsza w lekturze. No i napisana jest ze swadą, taką samą jak opowieści o Jakubie Wędrowyczu sprzed słabych „Homo bimbrownikusa” i „Trucizny”.

 

Dalej mamy „Czarną Wołgę” – osobliwą dość historię o najbardziej znanej legendy miejskiej PRLu. Niestety, opowiadanie jest dość nierówne – zapowiada się o wiele lepiej niż się kończy. Ciężko powiedzieć, co poszło nie tak – jest zbyt poważnie albo niezbyt dowcipnie; dodatkowo jest nieco zbyt tajemniczo – nie dowiadujemy się kim jest Motorowy. Ale z drugiej strony w opowiadaniu pojawiają się Jakub i Semen, a wampiry opowiadają sobie legendy o bimbrowniku-egzorcyście i traktują go jako element folkloru miejskiego.

 

„Lot” łączy się w pewien sposób z „Czarną wołgą”, ale tylko pośrednio poprzez książkę znalezioną wewnątrz auta-legendy. To krótka historyjka, dość zabawna i napisana z polotem. Ciężko powiedzieć, coś więcej o opowiadaniu, poza tym, że skupia się na postaci wcześniej dość słabo eksplorowanej, a przez to dość interesującej (Gośka bywa nudnawa i momentami dość infantylna, Marek nie ma potencjału, a Igor czy hrabia… no cóż, mogliby, ale Igora Pilipiuk solo nie zaprezentował, a hrabia w swoim opowiadaniu wypadł dość blado).

 

Na koniec znowu mamy Gośkę i jej przygody ze znajomymi – epilogiem jest opowiadanie „Trzecia krew”, w której Bronek, klasowy kolega Małgosi przychodzi do niej z niecodzienną prośbą – przemienienia go w wampira. No cóż, opowiadanie jest krótkie, szybkie i całkiem dowcipne, zwłaszcza dobre wrażenie zrobiło na mnie ostatnie zdanie.

 

Zanim jeszcze zakończę mój przydługawy wywód – może pozwolę sobie na krótką dygresję dotyczącą świata przedstawionego. Cóż, PRL w „Wampirze z M-3” jest tak bardzo kartonowy, tak płaski i sztuczny, że prawdziwsze wydają się już kartonowe zamki i sweterki a’la kolczuga z pythonowskiego „Świętego Graala”. I to mocno w początkowej fazie mnie zniechęcało. A potem autor przestał się bawić w udawanie, że to jest PRL a nie jakiś neverland z ustrojem wzorowanym na Polsce Ludowej.

 

„Wampir z M-3” okazał się być lepszym niż oczekiwałam, ale nie tak dobrym, żeby go całkowicie chwalić. Przede wszystkim problem leży w raczej średnim poziomie opowiadań i niezbyt lotnym dowcipie. A szkoda, bo kilka historii miało większy potencjał, a niektóre postacie i rozwiązania mogłyby znaleźć lepsze zastosowanie (jak chociażby motyw lykantropii). Jeżeli naprawdę lubicie Pilipiuka – sięgnijcie po „Wampira”, reszta może sobie spokojnie darować.

 

PS. Ekhm, miałam przez święta napisać o reżyserskiej wersji “Pustkowia Smauga”. Nie napisałam. Kajam się.
PPS. Turel wciąż pisze dla was obiecany tekst o mieczach. Nie wiem, kiedy się pojawi.
PPPS. Spodziewajcie się wkrótce podsumowań.
PPPPS. Idziemy z Turelem jutro na “Bitwę Pięciu Armii”. Wrażenia pewnie znajdziecie na fanpage’u i naszych prywatnych wallach.

Sharing is caring!

2 thoughts on “Gosiulla – wampir bez zębów – “Wampir z M-3” Andrzeja Pilipiuka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *