Filmowe podsumowanie miesiąca #9 – kwiecień 2014 z nutką chłodu

Kwiecień za nami – czas więc podsumować obejrzane w tym miesiącu filmy. Z ilością było całkiem nieźle – obejrzeliśmy wraz z Turelem dziewięć produkcji. Co do jakości, cóż zaraz się przekonacie.

Open Grave (2013)
Kompletnie nie miałam pojęcia, co mnie czeka przy tym filmie i zostałam pozytywnie zaskoczona. Liczyłam na coś bardziej standardowego, a okazało się, że dostałam niezwykłą produkcję.
Sześciu bohaterów budzi się w lesie obok grobu pełnego gnijących ciał. Żadna z osób nie pamięta, jak się tu znalazła. Wkrótce zaczynają zastanawiać się czy mordercą jest ktoś spośród nich. Nie mając do kogo się zwrócić, w obliczu upływającego czasu, próbują ułożyć spójny ciąg wydarzeń.
Ciekawa produkcja i zupełnie nowe spojrzenie na filmy epidemiologiczne (w tym filmy o zombie). Najlepsza jest ta atmosfera tajemnicy, bo nie wiemy co się dzieje. I stopniowe odsłanianie przed widzem kawałków historii, ale w ten sposób, żeby go zmylić, żeby zaczął tworzyć teorie, które się nie sprawdzą. Jestem pod wrażeniem tego tytułu, wyszło naprawdę ciekawie.

 

300: Początek Imperium (2014)
Chciałabym zapomnieć, że oglądałam ten twór. Chciałabym go odobejrzeć. Naprawdę.
Grecki przywódca, Temistokles, walczy z inwazją potężnej armii perskiej, na czele której stoi Kserkses, kontynuując walkę, którą z Persami rozpoczął pod Termopilami Leonidas. Flotą najeźdźców kieruje Artemizja, żądna greckiej krwi demoniczna i mściwa generał.
Ten film to kompletna pomyłka. Efekty są do bani, kreacje są do bani, a najbardziej do bani jest cała fabuła. Choć nie, to nie było najgorsze. Najgorsze jest to, że ten film na siłę stara się być pierwszymi 300. Wszystko jest ściągnięte. Temistokles i jego ekipa to tak naprawdę Leonidas 2.0 i quasi-Spartiaci. A bitwa pod Salaminą to takie Termopile 2.0. I walki z czystego CGI…

 

Kraina Lodu (2014)
Wszyscy tak bardzo ją chwalili, że nastawiłam się na nie wiadomo co i cóż mocno się zawiodłam, bo spodziewałam się czegoś nieco lepszego.
Anna wyrusza na wielką wyprawę, by odnaleźć swoją siostrę Elsę, której magiczna moc uwięziła królestwo Arendelle w okowach wiecznej zimy. W poszukiwaniach towarzyszy jej Kristoff, przed którym górskie szlaki nie kryją żadnych tajemnic i jego lojalny renifer Sven. Podczas misji ocalenia królestwa przyjaciele zmierzą się z surową pogodą, napotkają niebotyczne góry, tajemnicze trolle i zabawnego bałwana o imieniu Olaf.
Ech naprawdę nastawiałam się na bajkę, która mnie porwie i wgniecie w fotel, tak jak Zaplątani, a na dodatek też da przy okazji mnóstwo frajdy z oglądania. Dostałam nieco mdły obraz o tym, że nie warto jest się słuchać rodziców, podlany świetnymi efektami. I “Let it go” nie jest najlepsza piosenką we Frozen, dużo lepsze jest “Frozen Heart” (w mojej ulubionej fińskiej wersji).

 

Księżniczka i żaba (2009)
Cóż, obejrzana nieco z przymusu (to wszystko wina Moreni, której notkę o tej bajce miałam betować) i chęci nadrobienia ostatniej klasycznej albo pierwszej nowoczesnej historii Disneya.
Akcja rozgrywa się w w Nowym Orleanie w czasach narodzin jazzu. Bohaterką jest czarnoskóra Tiana, spotyka ona na swojej drodze gadająca żabę, która twierdzi że jest księciem i jeden pocałunek księżniczki przywróci mu ludzką postać. Sytuacja niestety się odmienia i ostatecznie to Tiana zmienia się w… żabę! Księżniczka dostaje szansę od losu na przygodę życia i znalezienie prawdziwej miłości…
Jaki ten film jest zły! Animacja? W porównaniu do innych klasycznych produkcji (och Piękna i Bestio!) – słabizna. W porównaniu do nowszych – mamo, jaka przepaść. Fabuła? Serio, ta bajka jest głupia! Bohaterowie? Okropni! Jedynie Charlotta na plus (jest taka uroczo dobra i głupia) i Dr Facilier (który zasłużył sobie nawet, by pojawić się w top 5 ulubionych czarnych charakterów). Och, chcę odwidzieć tę bajkę!

 

X-men: Ostatni Bastion (2006)
Przed wejściem do kin „Days of the future Past” postanowiłam sobie – odświeżyć/nadrobić filmy X-menowe.
Tym razem mutanty będą usiały stanąć przed wyborem: zachować swoją unikalność i tym samym dalej żyć w izolacji, czy wyrzec się swojej mocy. Prawo wyboru daje im wynalezienie lekarstwa odwracającego proces mutowania. Dwaj przywódcy mutantów – Charles Xavier alias Profesor X i Eric Lensherr, czyli Magneto prezentują odmienne poglądy na rozwiązanie tego dylematu. Magneto opuszcza swoją kryjówkę, zbiera armię i wznieca rewolucję mutantów, jakiej świat nie widział. On i jego stronnicy chcą zniszczyć lekarstwo i każdego – mutanta czy człowieka – kto pochwala jego powstawanie.
No cóż, nie jest tragicznie, chociaż śmierć tych kilku kluczowych postaci, odmutowanie Mistique i Rouge była do kitu. Ale film jest warty obejrzenia choćby dla sceny, w której Magneto podnosi Golden Gate i przenosi go tak, by połączyć ląd z Alcatraz. No i uśmiałam się mocno przy kilku scenach.

 

Jak wytresować smoka? (2010)
Mikaboshi od dawien dawna polecał nam tę animację i wreszcie się skusiliśmy. No i żałujemy… że tak późno się za to zabraliśmy.
Bohaterem filmu jest nastoletni Wiking mieszkający na wyspie Berk, gdzie walki ze smokami są codziennością. Zbliża się właśnie czas inicjacji i jedyna szansa na udowodnienie plemieniu i ojcu swojej wartości. Kiedy jednak okazuje się, że zamiast zabić smoka, nastolatek zaprzyjaźnia się z nim, cały jego świat staje na głowie.
Szczerbatek to najsłodszy smok jakiego widziałam. No i przede wszystkim historia, choć może wydawać się ograna do granic możliwości, okazuje się być bardzo przemyślan i napisana tak, ze czuć powiew świeżości w tym wszystkim. Świetnie się bawiłam i nie miałam uczucia, że to historia tylko dla młodego widza. Jest zabawnie i uroczo, jest sporo akcji i to wszystko jest świetnie zbilansowane. No i animacje są cudowne! Nie mogę się doczekać kontynuacji.

 

Super (2010)
A to była z kolei produkcja, którą obejrzałam pod wpływem Ichaboda i jego zachwytów nad twórczością Jamesa Gunna.
Frank D’Arbo jest zwykłym, przeciętnym  facetem. Jednak po tym jak jego żona, Sarah, porzuca go dla dilera narkotyków, Jacquesa, przemienia się w Crimsona Bolta – superbohatera, który z bagażem dobrych zamiarów, lecz bez superbohaterskich umiejętności, postanawia naprawić zło. Klucz do rur i ekscentryczna sprzedawczyni komiksów, Libby, towarzyszą mu w tym przedsięwzięciu.
Nie dajcie się zwieść opisom na filmwebie – to nie jest komedia. Mimo występujących wstawek humorystycznych i nielicznych gagów to bardzo poważne kino. Pod płaszczykiem filmu superbohaterskiego (bo Frank w końcu chce stać się superbohaterem) Gunn rozbraja schemat osobowościowy przeciętnego komiksowego herosa i wszystko wskazuje na to, że od superhero do villaina droga jest nie tak znowu daleka. Film interesujący choć mogę powiedzieć, że bardzo ambitny i przede wszystkim… mocno abstrakcyjny. Wyobraźcie sobie Świętego Mściciela, który walczy z szatanem (w osobie samego reżysera)…

 

Naznaczony (2010)
Od czasu do czasu sięgam na chybił trafił po horror. Czasami trafia się coś pokroju „Klątwy laleczki Chucky”, a czasami trafia się „Naznaczony”.
Młode małżeństwo z trójką małych dzieci kupuje wymarzony dom. Ich początkowa radość zostaje jednak przerwana przez dziwne i niewytłumaczalne zjawiska, które towarzyszą im od momentu przeprowadzki. Po upadku z drabiny ich syn zapada w tajemniczą śpiączkę. Zrozpaczeni rodzice szukają wszędzie pomocy. Wkrótce przyjdzie im zadać sobie pytanie, czy to na pewno dom jest źródłem nękających ich zjawisk.
Cóż, może to nie jest najstraszniejszy film, jaki widziałam, ale ciekawie było opowiedziane o OOBE (out of body experiance) i projekcjach astralnych. I w sumie ciekawie się zakończył (choć widać od razu, że się nastawiali na kontynuację).

 

Kapitan Ameryka:  Zimowy Żołnierz (2014)
Z dawna wyczekiwany (odkąd tylko pojawiły się pierwsze trailery) kolejny film z MCU, o którym od premiery zdążyłam się naczytać samych pozytywnych opinii.
Po zakończeniu przygody z członkami grupy Avengers, Steve Rogers – a właściwie Kapitan Ameryka – kontynuuje współpracę z Nickiem Fury oraz agencją T.A.R.C.Z.A. Stara się również od początku ułożyć sobie życie w nowoczesnym świecie. Ponownie spotyka swojego dawnego przyjaciela Jamesa “Bucky’ego” Barnesa, który po praniu mózgu został rosyjskim mordercą, znanym jako Winter Soldier.
Rację mieli ci, którzy nazywają ten film Avengersami 1.5, bo zaiste są to tacy Avengersi, tylko że z mniejszą ilością postaci xD Świetne sceny walki, naprawdę wartka akcja, kilka wyciskaczy łez, kilka scen, w których się uśmiechnęłam i wszystko to podlane naprawdę bardzo dopracowanym scenariuszem. Troszeczkę smuci mnie, że było mało Buckyego, ale wiedziałam o tym od dawna. Bardziej smuci mnie fakt, że zrobili w kilku miejscach z niego takiego mięczaka (ale fakt faktem to może być efekt prania mózgu, które mu robiono).

 

A na koniec małe ogłoszenie – kolejny tekst (najprawdopodobniej obalający kolejny mit) pojawi się dopiero po długim majowym weekendzie! 

Sharing is caring!

3 thoughts on “Filmowe podsumowanie miesiąca #9 – kwiecień 2014 z nutką chłodu

  • 3 maja 2014 at 09:12
    Permalink

    A kontynuacja “Jak wytresować smoka” już w tym roku. Muszę jeszcze zdążyć napisać nocię o pierwszej części.;)

    Reply
    • 4 maja 2014 at 16:47
      Permalink

      Czekam na tę nocię 😀 A na film pewnie wybiorę się do kina 😀

      Reply
    • 4 maja 2014 at 17:42
      Permalink

      Będzie, jak tylko zdobędę film.^^ Tak samo jak nocie o dwóch częściach “Króla lwa”.;)

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *