Filmowe podsumowanie miesiąca #4 – listopad 2013 (z Miałmiałem w tle)

Oto zapowiadane filmowe podsumowanie listopada.

Wolverine (2013)
Letnie produkcje oglądałam już we wrześniu i październiku. Już wtedy mogłam orzec z całą pewnością, że chyba najlepszym blockbusterem tego lata jest Pacific Rim. Po obejrzeniu Wolverine’a tylko upewniłam się w tym przekonaniu.
Wolverine dręczony duchami przeszłości nie może odnaleźć spokoju nawet na łonie natury. Pewnego dnia zjawia się w jego życiu tajemnicza Yukio, która zaprasza go do Japonii – uratowany niegdyś przez niego człowiek umiera i chciałby się z nim pożegnać. I złożyć mu pewną propozycję.

Nie nastawiałam się na wiele, a i tak się zawiodłam. Film niby efekciarski, ale jakoś kiepsko z tymi efektami było, nawrócenie Harady było w sumie takie głupie, pancerz z adamantium, który Wolvi porwał na kawałki, no i fakt, że stracił tak łatwo swoje pazury… Nudy, nielogiczności i brzydkie Japonki (chodzi mi Yukio, bo Mariko im śliczna wyszła).

Statek widmo (2002)
Czasami, jak wiecie, wracam też do starszych produkcji. A że Turel bardzo zachwalał plot twist tego filmu, dałam się namówić i obejrzałam. Nie żałuję.
W odległych regionach Morza Beringa kilku narwańców, których codziennym zajęciem jest szukanie wraków, przeprowadza szczegółowe poszukiwania kolejnego statku. Ich najnowszą “nadzieją” na niezły zarobek jest statek, który w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął ponad 40 lat wcześniej. Po udanej operacji wydobycia wraku, podczas podróży w kierunku rodzimego lądu dochodzi do serii dziwnych “wypadków”, która uzmysławia śmiałkom, że na statku nie są tak zupełnie sami.
Statek widmo to naprawdę dobry film, zaskakujący, ze świetnie napisanym scenariuszem i fabułą, która do samego końca potrafi zafundować mindfucka. Ze strony aktorskiej nie jest to może majsterszyk, ale jest zagrane poprawnie i nie razi po gałach jakimiś niedoróbkami aktorskimi.

Elizjum (2013)
Miałam nadzieję, że będzie to dobry film. Jak się okazało… ten film miał potencjał. Potencjał, który można było wykorzystać i zrobić z tego naprawdę ciekawy film. Ale jest to potencjał niewykorzystany.
Garstka wybrańców żyje na luksusowej stacji orbitalnej, a reszta ludzi w przeludnionych miastach zdewastowanej Ziemi. Max, mieszkaniec planety, próbuje walczyć z niesprawiedliwym podziałem.

Z jednej strony mamy fajną akcję, niezłe tempo i przede wszystkim bardzo dobrze zrobione ujęcia, z drugiej maszynkę na magię leczącą wszystko (włącznie z rekonstrukcją twarzy po wybuchu granatu – uwierzcie mi ten granat wybuchł naprawdę blisko), nielogiczności ekonomiczne i społeczne. W efekcie zaprzepaszczono ogromny potencjał: można było zbudować film o tym, jak złe jest zamiatanie problemów pod dywan i jakie tragiczne skutki to może przynieść. Ale nie, twórcy zdecydowali się, że lepiej jest po raz kolejny zamieść problemy pod dywan i dać widzowi happy end (głupi, idiotyczny, nie rozwiązujący niczego).

Thor: The Dark World (2013)
Najbardziej oczekiwany przeze mnie film tego roku. Wiązałam z nim ogromne nadzieje. I te nadzieje zostały spełnione.
Och! Ach! Kocham ten film. Po prostu. Poszłam z wielkimi oczekiwaniami i okazało się, że zostały spełnione z nawiązką. Hiddles w roli Lokiego jak zwykle cudowny (gdybym nie uwielbiała tej postaci po pierwszym Thorze i Avengersach, na pewno zakochałabym się po tym filmie), Hems trzymał poziom, a Portsy wcale mi nie przeszkadzała. Efekty wizualne na świetnym poziomie, rozbrajające gagi i ścieżka dźwiękowa, w której się zakochałam.
Więcej o Thorze i moich wrażeniach z nim związanych – znajdziecie w poświęconym mu tekście.

Percy Jakcson: Morze Potworów (2013)
Pierwszego Percyego obejrzałam z przyjemnością – rzadko kiedy zdarzają się dobre ekranizacje powieści dla młodzieży, które nawet po wyrośnięciu z gatunku można obejrzeć spokojnie i bez skrępowania. Liczyłam, że sequel spodoba mi się tak samo.
Percy Jackson, wraz ze swoimi przyjaciółmi Annabeth Chase, Clarisse i Tysonem udają się w podróż do Morza Potworów, aby odnaleźć Złote Runo, bowiem obóz Półbogów jest zagrożony. W tle pojawi się też przepowiednia, wiadomo – co to za heros, jeśli nie ma dotyczącej go przepowiedni.
Pierwsza część Percy’ego była całkiem niezła i liczyłam, że druga ekranizacja też utrzyma ten poziom. Niestety przeliczyłam się. Po pierwsze: złe CGI boli. Boli nawet bardzo. Po drugie: marnie niestety młodzież wypadła. Po trzecie: przynudzało. Da się toto obejrzeć, ale szału nie zrobiło.

Iron man 3 (2013)
To był film, którego nie chciałam oglądać. Od samej jego premiery słyszałam głosy o tym, jak bardzo ten film odstaje poziomem od reszty Iron Manów i jak słabo wypada w porównaniu ze wszystkimi filmami z Marvel Cinematic Universe.
Świat Tony’ego Starka legł w gruzach wskutek podstępnych działań jednego z jego najpotężniejszych wrogów. W poszukiwaniu zemsty Stark wyrusza w podróż, która wystawi na próbę siłę jego charakteru i ducha walki. Przyparty do muru, znów może polegać wyłącznie na swojej pomysłowości i instynkcie. Wkrótce odkrywa odpowiedź na od dawna nurtujące go pytanie: czy to zbroja czyni superbohatera?
I niestety muszę przyznać wszystkim narzekającym rację – ten film jest słaby. Nie dość, że mało w nim Iron Mana jako takiego to jeszcze Stark ma kryzys. Fabuła strasznie słaba, efekty takoż, panie i panowie oto najgorszy film Marvela z fazy pierwszej i drugiej. Wynudziłam się tak jak biedny Banner ze sceny po napisach.

Gniew Tytanów (2013)
Oglądanie Starcia Tytanów było dla mnie drogą przez mękę. I długo musiałam się zastanawiać i dawać przekonywać Turelowi, że Gniew od Starcia jest lepszy. No jest lepszy. Trochę. Tyci-tyci lepszy.
Mija dziesięć lat od pamiętnej wyprawy, w której Perseusz wraz z towarzyszami udał się do podziemnego świata, by stawić czoła samemu Hadesowi, oraz zgładzić potwornego Krakena. Syn Zeusa wiedzie spokojne życie rybaka, a także samotnie wychowuje swego dziesięcioletniego syna. Tymczasem Hades jak to Hadesy mają w zwyczaju zdradził Zeusa, potem się nawrócił, bogom się umarło i w ogóle o mało im Kronos z Tartatu nie uciekł.
Banalna fabuła, podlana idiotyzmami (rzymskie pancerze muskularne, aquile w Grecji) i raczej średnim poziomem aktorskim (no, sytuację ratował oddział geriatryczny w osobach Neesona i Fiennesa). Obejrzeć można dla całkiem niezłych efektów i niezłego tempa akcji, ale wolę już od tego Percyego Jacksona.

Myślałam, że listopad wypadł pod względem ilości obejrzanych produkcji słabo. Ale, jak widać myliłam się – siedem obejrzanych w miesiącu tytułów to wynik, jaki zanotowałam już w październiku. Czy w grudniu uda mi się obejrzeć więcej produkcji?
Pod względem poziomu oglądanych filmów – listopad wypadł całkiem nieźle, choć zdarzyło mi się obejrzeć bardzo słabe filmy (jak wspomniany Iron Man). Większość to filmy średnie z odchyleniem w stronę tych dobrych, a poziom zawyża uwielbiany przeze mnie Thor.

Sharing is caring!

2 thoughts on “Filmowe podsumowanie miesiąca #4 – listopad 2013 (z Miałmiałem w tle)

  • 4 grudnia 2013 at 15:30
    Permalink

    Nie widziałaś drugiej części Igrzysk Śmierci oraz Gry Endera? :< Takie super filmy, zwłaszcza Igrzyska! 🙂
    ~Joisana

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *