Filmowe podsumowanie miesiąca #30 – lipiec z dziewczyną, która dostała areszt domowy

Lipiec za nami, pora więc na filmowe podsumowanie miesiąca! Filmów obejrzeliśmy niewiele, w tym tylko jedną letnią premierę. Co ciekawe lipiec zdominowały produkcje o zdecydowanie niższym budżecie (i raczej niezależne od wielkich wytwórni) niż zazwyczaj oglądamy.

7621038.3Housebound (2014)
To był czysty przypadek – poszukując filmu na wieczór wpadłam na filmwebie na absolutnie zachwycający opis i postanowiłam, że to jest to! A że po What we do in the shadows miałam dość spore zaufanie do produkcji nowozelandzkich to wiedziałam, że będę się dobrze bawić.
Sąd, po kolejnym wybryku, nakłada na Kylie areszt domowy, więc dziewczyna zmuszona jest zamieszkać z matką, która wierzy w duchy. Kylie podchodzi do matczynych rewelacji podchodzi z dużą dozą sceptycyzmu, jednak im dłużej pozostaje w rodzinnym domu, tym więcej dziwnych rzeczy dzieje się dookoła. Okazuje się, że dom skrywa mroczną tajemnicę, a życie Kylie i jej rodziny może okazać się zagrożone.
O mój borze, ten film był dobry. Może nie tak dobry, jak moje ukochane What we do in the shadows, ale jest naprawdę dobry. Początek ma nieco niemrawy, ale bardzo ładnie się rozkręca, a pod koniec jest już naprawdę niesamowity. Jest fajnym, inteligentnym thrillerem, w którym bohaterowie w końcu zachowują się logicznie, dodatkowo intryga nie da się rozwikłać za szybko. Jest też świetnym pastiszem, pokazującym największe problemy gatunku. Jeśli jeszcze nie widzieliście, koniecznie nadróbcie, bo zdecydowanie WARTO!

O dziewczynie, która wraca nocą  sama do domu (2014)7696692.3
Idąc za ciosem w kwestii oglądania kina niezależnego/niskobudżetowego/mniej popularnego, postanowiłam obejrzeć produkcję, która chodziła za mną od dłuższego czasu, zwłaszcza że wielokrotnie słyszałam bardzo pochlebne opinie na jej temat.
Kiedy w zepsutym do szpiku kości Bad City piękna i samotna wampirzyca spotyka jedynego uczciwego mężczyznę w mieście, staje się jasne, że nic już nigdy nie będzie takie samo. Ale czy w miejscu, gdzie przestępczość, narkotyki i prostytucja są na porządku dziennym, może narodzić się prawdziwa miłość? I czy szlachetna krwiopijczyni, która nocami na deskorolce w tradycyjnym irańskim czadorze wymierza sprawiedliwość w zdegenerowanym mieście, odnajdzie szczęście u boku przystojnego śmiertelnika?
To kino o zupełnie innej poetyce niż filmy amerykańskie i od razu to widać. Długie sceny bez dialogów, wypełnione muzyką czy statycznymi ujęciami pokazującymi bohaterów. Historia się nie spieszy, zawiązuje się powoli i w takim tempie biegnie aż do samego finału, równomiernie odmierzając kroki. I warto zwrócić uwagę na kreację wampirzycy-superbohaterki. Tak, bo dziewczyna jest tak naprawdę superbohaterką: zabija tych złych (diler z początku, zły ojciec Arasha), oszczędzając niewinnych. Z jednej strony wampirzyca jest urocza, ale czasami potrafi być bardzo bardzo creepy. A drugim najważniejszym elementem filmu jest kot. Serio, jeśli istnieją gdzieś nagrody filmowe dla zwierząt ten kot powinien taką dostać.

7566375.3The Machine (2013)
I znów film mniej znany. Po raz kolejny był to efekt poszukiwania filmu na wieczór i efekt przeszukiwania filmwebu w poszukiwaniu inspiracji. A że temat sztucznej inteligencji jest bardzo fajny, to skusiłam się na ten film (a Toby Stephens był jeszcze dodatkową zachętą).
Ava, młoda i ambitna specjalistka od sztucznej inteligencji, dostaje posadę asystentki czołowego inżyniera robotyki, Vincenta. Choć kobieta jest świadoma, że placówkę finansuje Ministerstwo Obrony, nie domyśla się, że głównym celem naukowców jest stworzenie niezwykle agresywnego androida bojowego. Tymczasem odpowiedzialny za pracę nad świadomością maszyn Vincent coraz bardziej traci nadzieję na uratowanie ciężko chorej córeczki, Mary. Jednym z desperackich rozwiązań, na jakie jest gotowy, jest przeniesienie jej świadomości do jednego z modeli maszyn.
Liczyłam po cichu na coś a’la późniejsza o dwa lata Ex Machina, a dostałam android movie w stylu lat 80. Nie jest to złe, tak ostatecznie ma to pewien urok (włącznie z CGI, które wygląda mocno oldschoolowo). Niestety fabularnie jest raczej kiepsko – bo twórcy nie mogli się zdecydować, czy chcą opowiedzieć historię sztucznej inteligencji, która chce się stać człowiekiem, czy ludzi którzy boją się, że ona się tym człowiekiem jednak stanie. Właściwie potem problem przeradza się w kwestię tego, co może się stać, jeśli ktoś o złych zamiarach będzie chciał dostać w swoje ręce sztuczną inteligencję. Generalnie trochę słabiej się to ogląda niż wzmiankowaną na początku Ex Machinę, ale nadal nie jest źle.

Star Trek: Beyond (2016)7742308.3
Na tę premierę czekałam od pierwszego trailera i wiedziałam, że to będzie dobry film. A że wybraliśmy się na film w doskonałym towarzystwie, to zabawa miała być jeszcze lepsza! I tak było – nie zawiodło ani towarzystwo, ani nie zawiódł film.
Kolejna odsłona kultowej serii, która wrosła w popkulturę, co więcej – współtworzyła ją. Twórcy ponownie zabiorą nas w emocjonującą międzygalaktyczną podróż. Wspólnie z bohaterami filmu znów będziemy “śmiało kroczyć tam, gdzie nie dotarł jeszcze żaden człowiek”.
To był bardzo udany film – ośmieliłabym się nawet powiedzieć, że jest najlepszym Star Trekiem od momentu restartu franczyzy. Jest w nim i dużo akcji, i dużo fajnego dowcipu, są rozważania natury moralnej i dobry scenariusz, który choć porównywalny dobrze się sprawdza w filmie. I są wspaniałe interakcje pomiędzy załogą, w końcu nie jest to tylko duet Kirk-Spock, bo więcej czasu dostał Scotty, Chekov, Sulu czy też dostała Uhura. Owszem parę ujęć można byłoby lekko rozjaśnić (w pewnym momencie w sumie przestałam się orientować, co się dzieje na ekranie), ale ogólnie nie psuje to całościowego wrażenia po filmie. I taki piękny fabularny hołd dla Leonarda Nimoya, tak wspaniale złożony, że aż się wzruszyłam i łezki stanęły mi w oczach. Nie mogło oczywiście zabraknąć po pierwszej części napisów również skromnego hołdu dla Antona Yelchina (“For Anton”), co równie mocno chwytało za serce. Obejrzyjcie ten film. Jest dobry (i przechodzi próbę ponownego oglądania, więc na pewno się nie zawiedziecie).

7737153.3Batman: Killing Joke (2016)
To nie była animacja, na którą wybitnie czekałam, bo choć lubię animacje DC, to jednak przed filmem dotarło do mnie mnóstwo informacji, które sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać, czy to będzie udana produkcja. I w sumie miałam rację podchodząc z ostrożnością do niej.
Poznaj skromne początki walczącego o uznanie komika i zobacz, jak brzemienne w skutki spotkanie z Mrocznym Rycerzem zmienia całe jego życie. Teraz zbiegły ze szpitala psychiatrycznego Arkham Joker postanawia udowodnić, że jeden fatalny dzień może doprowadzić do szaleństwa każdego, a za cel obiera sobie komisarza Gordona. Czy Batman zdoła w porę pokrzyżować obłąkańcze plany przeciwnika?
O mój boru! Jak bardzo mi się ten film nie podobał. Zacznijmy może od tego, że film trwa godzinę i szesnaście minut. I jest nudny, tak bardzo nudny – mnóstwo paplaniny, którą można byłoby spokojnie ograniczyć oraz masa niepotrzebnych scen. Batromans z Barbarą to idiotyczny pomysł, tak samo jak późniejsze rozebranie Gordona przez Jokera do rosołu. A finał po prostu mnie zrujnował i sprawił, że po prostu zbaraniałam. No i kolejnym minusem jest Mark Hamill, który nie brzmi jak Mark Hamill i origin story Jokera (na co komu ono?!). Za to kreska lekko nawiązująca do Batman TAS, choć w pewnym momencie cała animacja zaczęła wyglądać za bardzo na lata ‘90te.

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *