Filmowe podsumowanie (#1) – Sierpień 2013

Mam nadzieję, że każdy miesiąc będzie się kończył takim podsumowaniem, a to jest właśnie pierwsze z serii. Pozwolę sobie zatem na krótkie recenzje obejrzanych w sierpniu filmów. Miłej lektury!

Evil dead (2013)
Klasyka horrorów klasy B doczekała się remake’u, który mocno mnie rozczarował.
Fabuła jest mocno wtórna (choć z drugiej strony czego spodziewać się po remake’u czy filmie współczesnym?): grupka przyjaciół wybiera się do starego domku, który był ich własnością i tam zaczynają się ich kłopoty. W piwnicy, jak się okazuje ktoś chyba urządzał jakieś dziwne rytuały, ale jedynym śladem po nich jest nietypowa książka. Oczywiście każdy dalszego ciągu może się spodziewać.
Nie dość, że fabularnie jest słabo, to i gra aktorska jakoś nie zachwycała – młodzież w obsadzie raczej do najbardziej utalentowanej nie należała i wszystko to było takie… nijakie i raczej nie dorównało oryginałowi, co z resztą chyba jest największą wadą remake’ów.

 

Gallowwalker (2012)
Nietypowy western, na którym ziewnęłam nie raz, nie dwa a z tysiąc razy – aczkolwiek wytrwałam do końca.
Właściwie o fabule bardzo mało można powiedzieć. Przez cały seans zadawałam sobie pytanie: „Ale o co właściwie tu chodzi” i wiecie co? Nie znalazłam na nie odpowiedzi. Jest sobie długowłosy Wesley Snipes, jeździ na koniu i strzela do ludzi, którzy okazują się nie być do końca ludźmi.
Film był totalnie chaotyczny, bez polotu, a fabuła wyglądała tak, jakby pisał ją ktoś na kolanie na dwadzieścia minut przed pierwszym klapsem na planie. Jedyne co się mogło podobać, to broda Amana, czyli rzeczonego pana Snipesa.

 

Great Gatsby (2013)
Jedna z ciekawszych produkcji, które oglądałam w sierpniu. Chciałam pójść na nią do kina, ale nie żałuję – to jeden z tych filmów, które powinno się oglądać w domowym zaciszu.
Jay Gatsby ma obsesję, obsesję na punkcie jednej kobiety. Jest człowiekiem, który poświęca wszystko, żeby móc ją zdobyć. Używa do tego różnych celów – wielkich zabaw wydawanych w jego posiadłości, zbytków i rozgłosu. A kiedy nie udaje mu się jej w ten sposób zdobyć, to wykorzystuje Nicka Carrawaya, jej kuzyna, w swojej intrydze.
Doskonały melodramat, w którym pierwsze skrzypce gra właśnie Leo DiCaprio wcielający się w Gatsby’ego. Na jego pojawienie się czekałam za każdym razem, kiedy historia oddalała się od niego i skupiała się na Nicku Carraway’u (idealnie w tej roli spisał się Tobey Maguire). Jedyna rzecz, co do której mam wątpliwości to oprawa muzyczna, która jednocześnie podobała mi się i nie. Gdybym była dla mnie bardziej jednoznaczna, to film podobałby mi się jeszcze bardziej.

 

Star Trek. Into Darkness (2013)
To niesamowite, że ten film mnie tak zaskoczył. Nie spodziewałam się niczego wielkiego, ba, przez długi czas nie miałam ochoty go oglądać. A mimo wszystko film był naprawdę niezły!
Kapitan Kirk traci dowództwo na Enterprisie z powodu raportu złożonego przez Spocka. Ma zostać wysłany do Akademii, ale w obliczu zagrożenia ziemi ze strony jednego z kapitanów Gwiezdnej Floty, zostaje przywrócony do czynnej służby. Los chce, by powrócił na Enterprise jako kapitan i ruszył w pościg za jednym z najgroźniejszych przeciwników w pościg na tereny wrogo nastawionych Klingonów.
Nigdy nie należałam do jakichś szczególnych fanów Star Treka, ale film ten obejrzałam z niekłamaną przyjemnością. Dowcipny, z ciekawą obsadą (Benedict Cumberbatch jako Khan był cudowny!) i z naprawdę ciekawą fabułą to jeden z moich prywatnych hitów tego roku.

 

Noc oczyszczenia (2013)
A to znowu jeden z bardziej frapujących filmów, jakie w sierpniu oglądałam.
Jest rok 2022. Raz do roku w USA dochodzi do nocy, podczas której żadne z przestępstw nie jest karane. Nazywane jest to Nocą oczyszczenia i pozwala wszystkim ludziom na oczyszczenie się z negatywnych emocji, kumulowanych przez cały rok. Jak próbują dowieść wszyscy wokół – to idealny sposób na to, żeby kontrolować przestępczość, zagwarantować dobrobyt i redukować bezrobocie. Utrzymuje tak również rodzina Sandinów, która całym sercem popiera Czystkę, choć sama nie bierze w niej udziału. Ale oczywiście to nie stoi na przeszkodzie, żeby i ktoś im pomógł w tym wziąć udział.
Z jednej strony mamy bardzo dobrą grę aktorską (Ethan Hawke i Lena Headey byli świetni, młodzi aktorzy również dawali radę), świetnie budowane napięcie i poczucie zagrożenia; z drugiej strony zaś wewnętrzne niespójności i masa niedomówień nie pozwala mi myśleć o nim lepiej niż o przeciętniaku. A szkoda, bo ten film miał potencjał.

 

Kolejne podsumowanie, zapewne już we wrześniu (o ile będzie co oglądać). A o Nocy oczyszczenia to jeszcze napiszę!

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *