Film z dawna oczekiwany, czyli na gorąco o “Doctorze Strange’u”

Marvel przyzwyczaił nas do niesamowicie wysokiego poziomu swoich produkcji i poza nielicznymi wpadkami można uznać, że MCU trzyma bardzo wysoki poziom. Idąc na kolejną ich kolejną produkcję do kina można spodziewać się tylko tego, co najlepsze. I tak było przy „Doktorze Strange’u”, Oczekiwania były wysokie, podkręcane przez świetne trailery. I trzeba przyznać…

…że film nie zawodzi. Od szalonego nieco początku w Londynie, poprzez nieco bardziej „normalne” sceny w szpitalu (o ile normalnym jest quiz muzyczny w trakcie operacji), aż do pełnych akcji ostatnich minut filmu, trzyma wysoki poziom i zachwyca. Fabuła, choć niezbyt oryginalna (ale Jeżusie czy origin story komiksowej postaci może być oryginalny?), jest naprawdę solidna, a mimo pewnej dozy przewidywalności nadal potrafi bawić i zaskoczyć. Twórcy fajnie łączą pomysły z różnych komiksów (udało mi się dostrzec pewne nawiązania do The Oath; A Nameless Land, A Timeless Time; Beginnins and Endings), składając z nich film, który wybitnie trzyma się kupy.

strange

„Doctora Strange’a” przede wszystkim w tej, a nie innej formie stworzyli świetnie dobrani i grający aktorzy. Casting jest bezbłędny – od samego początku, kiedy tylko ujawniono pierwsze zdjęcia z planu uważałam, że Benedict Cumberbatch jest stworzony do tej roli i idealnie się w niej odnajdzie. Co prawda opierałam to jedynie na wyglądzie granej przez niego postaci, tak teraz po filmie uważam, że udało mi się stworzyć naprawdę dobrego Strange’a (sporo podobieństw między tą postacią a granym przez Benia Sherlockiem mogło ułatwić sprawę). Najwyższą klasę pokazała również Tilda Swinton w roli Starożytnego/Starożytnej – jest tajemnicza, straszna i łagodna, niesamowicie niejednoznaczna. Kaecilius wypada w sumie dość słabo, mimo świetnej gry aktorskiej Maddsa Mikkelsena, ale nie ma co ukrywać – taki był cel twórców. Na pierwszy ogień rzucili postać, która w komiksach jest pomagierem barona Mordo i właściwie nie dysponuje żadnym rozbudowanym charakterem, w filmie robiąc z niej złego opętanego swoją wizją świata. Próbowano co prawda pokazać, że Kaecilius chce dla świata dobrze, tylko obrał ku temu złą metodę i złe środki, ale wyszło to jakoś tak mało przekonująco. Poza tym i tak wszyscy wiedzą, że postać Mikkelsena to tylko przygrywka, a prawdziwym złym o naprawdę ciekawych motywacjach okaże się w kolejnej produkcji baron Mordo, świetnie sportretowany przez Chiwetela Ejiofora.

kaecilius

Wizualnie „Strange” to majstersztyk. Efekty kalejdoskopowe, podróż przez multiversum i inne wymiary sprawiają oszałamiające wrażenie i nieco przytłaczają. Jednak i tak najlepiej wypadają walki (i pościgi), toczone na zmieniających się płaszczyznach, w niemożliwych pozycjach i ze zmieniającymi się prawami fizyki. Jest niesamowicie i jeżeli nie przekonał was argument odnośnie poziomu filmu (a zapomniałam tam dodać kilku zdać o humorze, który czasami bywa abstrakcyjny), jeśli nie przekonali was aktorzy i moje pochwały wobec nich, to dajcie najnowszej produkcji Marvela szansę ze względu na stronę wizualną, dopracowaną i zachwycającą.

ancient-one

Trochę gorzej jest w przypadku muzyki. Może niektórzy z was uznają moje słowa za dziwne, niestosowne czy nieprawdziwe (ależ oczywiście nie zgadzajcie się ze mną ile wlezie, dyskutujcie ze mną o tym), ale ja zupełnie nie czułam tego soundtracku. Właściwie to go nie pamiętam – nie jestem w stanie sobie przypomnieć brzmienia muzyki w „Strange’u”, co jednoznacznie wskazuje na to, że ścieżka dźwiękowa mnie nie porwała i nie zachwyciła. Zabrakło… nawet nie wiem czego. Wyrazistości? Nie wiem, zabijcie mnie, ale nie wiem czego mogło zabraknąć i co mogło sprawić, że za żadne skarby nie przypomnę sobie brzmienia muzyki w tym filmie.

magia

Przez to właśnie nie mogę myśleć o nim jako o filmie idealnym. Bo wszystko w nim zagrało, wszystko poza muzyką, której zupełnie nie mogę sobie przypomnieć. Co prawda wybitne soundtracki w MCU to wielka rzadkość (tylko dwa zachwycają niezmiennie – „Thor: The Dark World” i „Guardians of the Galaxy”), ale i tak boleję nad tym, że coś w tym prawie idealnym obrazie nie zagrało.

PS. To jest taka bezspoilerowa recenzja „Doctora Strange’a”. Więcej o filmie prawdopodobnie w innym tekście. Albo może w jakiejś innej formie. I wtedy będą spoilery.

Sharing is caring!

5 thoughts on “Film z dawna oczekiwany, czyli na gorąco o “Doctorze Strange’u”

  • 27 października 2016 at 12:41
    Permalink

    Ha, a to ciekawie. Krzysztof z MyszMasza po wysłuchaniu próbki wspominał, że pierwszy raz ma nadzieję, że soundtrack będzie wyrazisty. A co do Guardians – czy tam wspaniałość nie polegała na kawałkach zapożyczonych?

    Reply
    • 27 października 2016 at 16:23
      Permalink

      No ja tej muzyki kompletnie nie zauważałam, co jest znakiem, że się jakoś nie wyróżnia ani nie wybija. Co do Guardiansów – mieli też bardzo fajny motyw główny, podrzucę link do niego jak tylko wrócę do domu, bo na telefonie ciężko będzie mi go znaleźć.

      Reply
  • 27 października 2016 at 14:51
    Permalink

    Benedict Cumberbatch ! No nie moglam przegapić tego filmu 😉 Wybieram sie w najbliższą Niedziele na 3D 🙂

    Reply
    • 27 października 2016 at 16:25
      Permalink

      No Cumberbatch idealnie się wpasował w rolę. 🙂
      Co do 3D – było spoko, ale nadal w scenach bardziej dynamicznych nieco mi się rozmazywało.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *