Dworzec na krańcu świata – “Wróżenie z wnętrzności” Wita Szostaka

„Kontrapunkty” dla Powergraphu są niemalże tym samym, czym jest „Uczta Wyobraźni” dla wydawnictwa Mag. To seria, w ramach której ukazuje się literatura najwyższej jakości, często z pogranicza gatunków, ambitna i niełatwa do zaszufladkowania. „Wróżenie z wnętrzności” Wita Szostaka spełnia wszystkie te kryteria i nie zawodzi czytelnika oczekującego nietuzinkowej powieści.

Fabuła, podobnie jak w innej powieści Szostaka z „Kontrapunktów” – „Stu dniach bez słońca”, nie gra w powieści większej roli – jest pretekstem do rozważań natury moralnej i egzystencjalnej. Tym razem autor podejmuje temat ucieczki od świata, przedstawiając go  na dwa różne sposoby. Błażej – bohater-narrator „Wróżenia” odciął się od zewnętrzności, żyjąc tylko i wyłącznie wewnątrz siebie.  Natomiast, jego brat bliźniak Mateusz wycofuje się ze swojego dawnego życia, porzuca karierę, przyjaciół i miasto, w którymi mieszkał na rzecz dworca na końcu świata.

Cała historia rozgrywa się właśnie na tej wspomnianej stacji kolejowej, stanowiącej metaforyczny i realny etap w podróży przez życie. Otoczenie dworca również jest elementem tej przenośni – uzdrowisko, które nigdy nie powstało to odbicie niespełnionych marzeń. Nie wszystkie elementy jednak uda się tak łatwo zinterpretować; wystarczy spojrzeć na tytułowe „wróżenie z wnętrzności”. W swoim najbardziej podstawowym znaczeniu to wyrażenie jest definicją starożytnych haruspicjów, jednak w książce nigdy nie zostaje wykorzystane do przepowiadania przyszłości. Jest to raczej metaforą interpretacji, sposobu objaśniania ukrytych znaków i w taki sposób używa go Błażej. Odczytując przenośnie z tej książki, również wróżymy z wnętrzności.

Skoro już o nich mowa, to trzeba powiedzieć, że są one mocno związane z całą treścią książki i pojawiają się w niej w różnych konfiguracjach. W opisie matki Błażej przytacza jej „otwarty przewód” oraz „wyprute żyły”, które są dla niego czymś realnym i istniejącym, przynajmniej w wyobraźni, choć czytelnik wie, że nie należy traktować ich dosłownie. Słowo to ma również inne konteksty. Narrator twierdzi, że zamknął się w swoich wnętrznościach, co odnosi się po prostu do jego izolacji od świata i braku chęci do uzewnętrzniania się. Oczywiście są też prawdziwe: wątroby, jelita i nerki – w niegdysiejszych rzeźbach Mateusza.

Interpretować wielorako można również postaci – szczególnie mocno widać to w osobie narratora. Błażej mówi o sobie w różnych, często pejoratywnych słowach – „głupi Błażej”, „głupi brat”, „tylko Błażej” i prawdopodobnie przejął ten sposób mówienia o sobie od osób ze swojego otoczenia. Związane jest to z jego „ucieczką od zewnętrzności”, odcięciem od otaczającego go świata i życia wewnątrz, które prawdopodobnie otoczenie może odczytywać jako rodzaj upośledzenia umysłowego. Jednak z  drugiej strony warto zastanowić się, czy przypadkiem narrator rzeczywiście nie jest osobą autystyczną, ponieważ czasami zupełnie abstrakcyjne pojęcia jak „wyprute żyły” czy „otwarty przewód” odczytuje dosłownie, myśląc obrazowo o matce stojącej ze zwisającymi z jej rąk naczyniami krwionośnymi.

Innych bohaterów poznajemy z perspektywy Błażeja, w związku z czym ciężko jest odróżnić to, co jest prawdą o nich, a co wyobrażeniem i interpretacją samego narratora. Mateusz i jego żona Marta przedstawiani są jako bogowie – wszechwładni, nie dopuszczający nikogo do swojej domeny, posągowi i odlegli. Zwłaszcza o Marcie często narrator wspomina jako o istocie nadprzyrodzonej: pięknej i nie z tej ziemi, wyróżniającej się spośród innych kobiet. Mateusz na dworcu w Poświatowie jest niemalże jak hinduscy Trimurti: bóg stwórca, kontynuator i niszczyciel w jednej osobie.

Wielość interpretacji „Wróżenia z wnętrzności” jest efektem całkowicie zamierzonym i doskonale przemyślanym. Szostak bawi się czytelnikiem, podsuwając mu pod nos coraz to nowe symbole i metafory, jednocześnie nie zmusza do wybrania „właściwego” znaczenia całości. Można tę powieść czytać wielorako – potraktować ją jako książkę obyczajową pisaną z perspektywy osoby dotkniętej autyzmem, która codzienność przemienia w magię, lub też jako przypowieść o życiu i przemijaniu. Efekt ten uzyskuje dzięki umiejętnemu operowaniu słowem, metaforą i opowieścią. Jednym zdaniem potrafi odmalować dworzec Mateusza i Marty tak, by był tym konkretnym nieistniejącym dworcem w nigdy nie zaistniałym Poświatowie, jak i również dowolną stacją kolejową na świecie.

„Wróżenie z wnętrzności” jest wybitną książką, choć nie jest łatwą literaturą. Mowa zależna, specyficzna gramatyka i wielość metafor to istotne elementy powieści, które mogą zrazić do siebie przypadkowych czytelników. Jednak, jeżeli ktoś szuka ambitnej literatury, wymykającym się wszelkim klasyfikacjom i schematom powinien sięgnąć po tę pozycję.

Recenzja dla portalu Insimilion.

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *