Dora Wilk i przyjaciele przedstawiają “Ropuszki” Anety Jadowskiej

Z Heksalogią o Dorze Wilk wiązały się u mnie mieszane odczucia – ostatnie tomy obnażyły liczne wady historii i głównej bohaterki, a całość stała się dość ciężkostrawna. Do nowej książki Anety Jadowskiej podeszłam z dystansem, bo miałam wątpliwości, czy aby się nie rozczaruję jak poprzednimi książkami toruńskiej autorki. Jak się jednak okazało – „Ropuszki” trzymają wyższy poziom niż zakończenie Heksalogii.

To zbiór czternastu opowiadań, z których jedno („Wilk w owczej skórze”) było wcześniej opublikowane w formie e-booka, zaś reszta stanowi  uzupełnienie historii znanych z powieści toruńskiej autorki. „Ropuszki” ponownie przeniosą nas do magicznego Trójprzymierza i Thornu oraz całkiem realnego Torunia. Poznamy w nich kontynuację losów niektórych bohaterów (patolog Bogny, wilkołaka Bjorna oraz pani weterynarz Aliny), zaś część opowiadań będzie dopowiadać obraz wydarzeń znany z Heksalogii. I chciałabym powiedzieć, że nie było w tym zbiorze słabego tekstu, niestety jednak z ciężkim sercem muszę wyznać, że nie wszystko mi się podobało.

„Szatański Pierwiosnek – historia prawdziwa” opowiada nam o pierwszym spotkaniu Dory i Leona. Dziewiętnastoletnia panna Wilk przypadkiem wstępuje w progi „Szatańskiego pierwiosnka”, w którym jego właściciel próbuje przywrócić porządek po kolejnej awanturze urządzonej przez żonę. To najbardziej urocze opowiadanie w zbiorze przedstawia zupełnie odmiennie oboje bohaterów. Dora jest tutaj zagubioną, młodą czarownicą, nie bardzo orientującą się jeszcze w zawiłościach gatunkowych (dziewczyna nie zdaje sobie sprawy z niestosowności swoich pytań) i systemowych (nie bardzo respektuje rozgraniczenie magicznych od pierzastych). Leona zaś poznajemy jako nieco zakompleksionego czarta, który musi znosić humory swojej wiecznie wściekłej małżonki. W historii tej mamy sporo ciepła i prawdziwej serdeczności, czego  brakowało w Heksalogii, gdzie Dora była wojowniczo nastawioną heroiną.

Kolejną naprawdę dobrą i bardzo przyjemną historią jest „Czy mama nie mówiła, żebyś nie bawił się umarłymi?” Główne skrzypce odgrywa tu Katia, epizodycznie pojawiająca się w powieściach o Dorze, gdzie była przedstawiana jako nieco ekscentryczna, aż do przesady kobieca, przyjaciółka panny Wilk. Jej zdolności jako nekromantki były na dalszym planie i nigdy nie miała kiedy ich zaprezentować. Tym razem jest inaczej – opowieść koncentruje się na magicznych umiejętności Katii, jej własnej walce z niegodziwością. To świetne, dowcipne opowiadanie, pokazujące pragmatyczną duszę bohaterki.

Wśród tekstów z tego zbioru warto wyróżnić również „Ropuszki” z dużym udziałem Witkaca, jednej z niewielu postaci, które mimo epizodycznych występów polubiłam i którym będę do końca ich występów kibicować. W opowiadaniu Witkac wraz z Dorą, jego przyjaciółką i magiczną mentorką, natrafiają na tajemniczą sprawę zamienionych w ropuchy mieszkańców realnego Torunia. Fabuła, choć nieco infantylna, bawi, a pokaz umiejętności szamańskich Witkaca cieszy. No i wreszcie przestał być tylko biednym, zagubionym chłopcem, a odkrył, że jego umiejętności, może nie tak widowiskowe jak Dory, też mogą być zabójcze.

Dobrych historii jest tu naprawdę wiele. Są opowiadania mocno romantyczne, czyli „Nie oceniaj kota po rozmiarze” czy „Cztery Łapy”. Pierwsze z nich dotyczy poznania się Szelmy i Eryka, znanych z „Wszystko zostaje w rodzinie”. Druga to rozwinięcie postaci wilkołaka Bjorna i doktor Aliny, która zadebiutowała w „Na wojnie nie ma niewinnych”. Nie może się obejść bez dużej porcji humoru, tak jak w „Czystej robocie po brudnej robocie”, gdzie nowy alfa thornowych wilkołaków potrzebuje ekipy sprzątającej, by doczyścić mieszkanie przed powrotem swojej ukochanej. Są też opowiadania bardziej ponure, ale ze szczęśliwym zakończeniem, czyli „Ruchome cienie”, opowiadające o patolog Bognie, oraz „Szkielet w szafie” z wampirem, który po osiemdziesięcioletnim uwiezieniu musi się zmierzyć z nową rzeczywistością.

Jednak w „Ropuszkach” było kilka opowiadań, które nie przypadły mi zbytnio do gustu. Mroczna i pełna zła historia taka jak w „Po deszczu każdy wilk śmierdzi mokrym psem” oraz występująca w niej Dora-mścicielka wypadły strasznie blado. Antagonista był przerysowany (okrutny, socjopatyczny seryjny gwałciciel i morderca to chyba lekka przesada), rozwiązanie intrygi nastąpiło tak trochę ex machina – do tej pory zagadkę dla mnie stanowi fakt, jak udało się Dorze wytłumaczyć pewne nieścisłości w całej historii, łącznie z atakiem głównego sprawcy na pannę Wilk, tak strasznie nie pasującą do charakterystyki jego poprzednich ofiar. „Miłość za grobową deskę” miało chyba być humoreską z udziałem Katii, jednak coś nie wyszło, bo nekromantka jest karykaturalna w swojej szaleńczej miłości do Anubisa. „Nie ma dymu bez ognia” z założenia miało uzupełniać „Na wojnie nie ma niewinnych”, ale jakoś zabrakło mi w tej historii polotu, a Miron z Joshuą kiepsko spełnili swoje role jako główni bohaterowie. W „Piórze wiecznym” ponownie objawiły się wszystkie paskudne cechy charakteru Dory, a „Burzę w szklance grogu” odebrałam jako średnią próbę zabawy konwencjami, pełną wymuszonych nawiązań do popkultury i Marvel Cinematic Universe.

Niemniej jednak „Ropuszki” są całkiem udanym zbiorem opowiadań, w którym te naprawdę dobre dominują nad tymi słabszymi. Co najważniejsze – wszystkie opowiadania napisane są wprawnie, nowe postaci wnoszą do Thorn Universe powiew świeżości, a Jadowska powraca do wcześniejszego, lekkiego gawędziarskiego tonu. Szkoda tylko, że „Ropuszki” są tak krótkie – skończyły się zdecydowanie za wcześnie. Polecam wszystkim czytelnikom, choć bez znajomości Heksalogii raczej będzie ciężko wyłapać wszystkie niuanse.

Recenzja dla portalu Insimilion.

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *