Copernicon – to jest to! Wcale nie taka mini-relacja z toruńskiego konwentu

Copernicon to najfajniejsza impreza na konwentowej mapie polski. Możecie mi mówić – przecież jesteś z Torunia, to dlatego twierdzisz, że Copernicon jest najfajniejszy. Cóż, macie może w tym trochę racji. I trochę racji będą mieli także ludzie twierdzący, że to pewnie dlatego, że organizowałam ten konwent przez dwa lata – mimo że w tym roku nie znalazłam się w ekipie organizującej, wciąż mam do imprezy ogromny sentyment. No i zaraz pewnie wyrzucicie mi, że Copernicon był moim pierwszym konwentem i dlatego też mam do niego duży sentyment. Owszem, to wszystko ma wpływ na fakt, że uwielbiam tę imprezę, ale nie tylko.

WP_20150923_007
Tak zmieniały się Coperniconowe identyfikatory. Od roku 2010 (nasza pierwsza wizyta na konwencie, jednodniowa) do bieżącej edycji. Podobnie zmieniała się ta impreza – od podrzędnego konwentu w szkole do jednej z najfajniejszych imprez tego typu w szkole

Przede wszystkim to naprawdę dobra impreza – od wielu lat potrafią przyciągnąć mnie ciekawymi prelekcjami, świetną atmosferą i doskonałą organizacją. W tym roku trochę ta organizacja leżała, ale o tym za chwilę. Na początek muszę podziękować moim wspaniałym gościom, którzy zechcieli skorzystać z mojego zaproszenia i przeżyć tę imprezę ze mną. Tira, Moreni (z Lubym), G. i A – bez was na pewno nie byłoby tak fajnie, bo zabraliście atmosferę konwentową z coperniconowych budynków i przenieśliście ją pod strzechę, to znaczy do mojego mieszkania.

DSCF2239
Takie miłe mordki witały was w budynku Minus – szalenie fajni byli! I sprawnie radzili sobie z akredytacją

No, ale teraz wróćmy do samej imprezy – bardzo mi się po raz kolejny podobało. Przede wszystkim nie musiałam stać godziny w akredytacji (co zdarza się na innych konwentach, ale nigdy w Toruniu), wszystko przebiegło bardzo sprawnie i nie zraził mnie nawet czarny worek jako torba na informator. Fajnie byłoby jednak, gdyby w przyszłym roku zamienić go na papierową torbę – będzie wyglądało to jeszcze bardziej klimatycznie. Zaraz po akredytacji poleciałam rozejrzeć się po budynku Minus (zwanym również Harmonijką), spojrzałam do programu… i nie mogłam się zdecydować. Bo panel dyskusyjny o fanfiction mnie interesował i konkurs potterowski. A za punkt honoru w tym roku postawiłam sobie wygranie kilku konkursów, więc wybrałam konkurs, na panelu pozostawiając nieco skonfundowanego Turela („ale co ja tu będę robił?”), którego prosiłam o zrelacjonowanie mi wszystkiego. Powiem szczerze, że trochę się bałam tego konkursu, bo niby przed konwentem sobie trochę Pottera odświeżałam, ale z doświadczenia wiem, że pamięć moja zwodnicza, a pytania mogą być różne.

WP_20150920_006
Coperniconowy zestaw zdobyczy – część to prezenty urodzinowe, a część to zakupy. Strasznie cieszy mnie cały ten stuff, który dostałam 🙂

No i przegrałam ten konkurs. Z tego miejsca chciałam powiedzieć, że pytania, zwłaszcza te o fluff dostępny na Pottermore były bardzo ciekawe. Zawsze przy tego typu konkursach mam problem, bo wielokrotnie nie odpowiada kategoriom, w których twórcy je umieścili. Tak jak chociażby „arcyhardkor” i pytanie o motto rodziny Blacków – to chyba najbardziej skrajny przykład tego typu sytuacji. Mimo, że moja drużyna (byłyśmy zespołem nieco z łapanki) wypadła dość blado, to i tak całkiem fajnie się bawiłam, a dobra atmosfera na konkursie to podstawa.

WP_20150920_012
Augraf Naomi Novik na “Wybranej” to jedna z perełek w mojej kolekcji

Wprost z konkursu pobiegłam przywitać się z Tirą i zaciągnęłam ją na panel dyskusyjny o polskich nagrodach fantastycznych. W dyskusji wzięli udział Paweł Majka i Robert M. Wegner, którzy zaproponowali by m.in. rozgrywać zapasy w kisielu o nagrodę fandomu polskiego im. Janusza A. Zajdla. Było trochę śmiechu, trochę powagi, ale generalnie bawiłyśmy się całkiem dobrze. Niestety musiałyśmy opuścić ten punkt nieco szybciej, bo mój punkt zaczynał się o 19, a wiedząc, że mam poprowadzić go w piętro niżej, trzeba było wziąć pod uwagę kwestię zakorkowania się klatki schodowej.

WP_20150923_009[1]
Nieszczęsny układ parteru w Collegium Minus, zwanym Harmonijką

Kiedy dotarłam pod salę zebrał się już spory tłum, który twierdząco odpowiedział na zadane pytanie: „Wy wszyscy na moją prelekcję?”. Jak się okazało tak. A więc stanęłam razem z nimi i grzecznie czekałam, czekałam, aż minęła nawet godzina dziewiętnasta, ale nikt sali nie opuszczał. Jak się okazało, przedłużyła się nieco prelekcja poprzednia, a gżdacze chyba zasnęli i nie informowali twórców prelekcji o tym, że pora już kończyć, przez co ja musiałam wraz ze swoim tłumkiem czekać pod salą. Tu właśnie powstał pierwszy poważny zgrzyt tegorocznej organizacji – niektóre prelekcje kończyły się z opóźnieniem, co ograniczało kolejnych prelegentów. Całe szczęście udało się to wszystko w miarę ładnie ogarnąć i zmieścić w czasie.

No i jest prowadząca we własnej osobie
No i jest prowadząca we własnej osobie

Na marginesie zapytam – dlaczego nikt nie poinformował twórców programu/uczestników/gżdaczy, że wzmiankowana sala ma dwa wejścia i to otwarte dwa wejścia? Biorąc pod uwagę jej położenie (na parterze, tuż przy głównej klatce schodowej, obok akredytacji i konwentowej kawiarenki), wiadome było, że utworzą się w tamtym miejscu potężne zatory. I rzeczywiście przed moją prelekcją było przez długi czas słychać tylko: „przejście!”, „nie stójcie tu, tu są schody!” ze strony ochrony. Nikt nikomu nie powiedział – ustawcie się w okolicy drugiego wejścia, tak będzie łatwiej.

Pielgrzymująca wagina, która chyba zrobiła na słuchaczach największe wrażenie
Pielgrzymująca wagina, która chyba zrobiła na słuchaczach największe wrażenie

No, ale dość. Prelekcja się odbyła, myślę, że było całkiem ciekawie, a ci, którzy na nią nie przyszli albo musieli wyjść wcześniej – będą mieli szansę wkrótce zapoznać się z tym na blogu. Ja tymczasem mam nadzieję, że wam się podobało, jeśli nie, dajcie też znać, co mogłabym poprawić. Przy okazji prelekcji odkryłam, że mikrofony też mają swoje punkty G, do których trzeba zwracać się czule. Pozdrawiam też gżdacza, który zasnął w pierwszym rzędzie (pewnie był bardzo zmęczony, raczej nie mówiłam aż tak usypiającym tonem).

Spotkanie autorskie z Robertem M. Wegnerem
Spotkanie autorskie z Robertem M. Wegnerem

Bezpośrednio po prelekcji poleciałam na spotkanie autorskie z Robertem M. Wegnerem, gdzie niestety ale prawie nie słyszałam autora (brak mikrofonów straszne problemy rodzi). Szkoda że prowadząca przez pół panelu zwracała się do autora per „pan”, co mnie strasznie irytuje. Sam Robert w końcu już też nie wytrzymał i poprosił o przejście na „ty”, bo całe to „panowanie” na konwentach to jakaś niezrozumiała i niezbyt dobra moda.

WP_20150923_008
Autograf od Roberta Wegnera – drugi w kolekcji. Szkoda że tym razem bez dedykacji 🙁

Dzień skończyliśmy w jednej z najbardziej klimatycznych knajpek w Toruniu, zajadając włoską pizzę i popijając piernikowe piwo. Na dobranoc dostałam tort, bo akurat było już nieco po północy, więc to był dobry moment na rozpoczęcie świętowania urodzin.

Z Lokiego niezłe ciach o jest :) Aż szkoda było go kroić.
Z Lokiego niezłe ciach o jest 🙂 Aż szkoda było go kroić.

Sobotę zaczęliśmy od wizyty w CSW na fantastycznych targach popkultury oraz od nieudanych poszukiwań wymiany książkowej (, a potem poleciałam prowadzić Tolkienowskie 1 z 10. Myślę, że wypadło całkiem nieźle, aczkolwiek część drużyn była przerażona poziomem pytań – nie dzieliłam ich na kategorie, bo całość rozgrywała się w stylu znanego teleturnieju. Myślę jednak, że uczestnicy bawili się dobrze, a że do puli, poza walutą konwentową (czemu nie nazwaliście tego Copernico(i)nami?) GrumpyGeeks dorzucili bon na koszulkę to uczestnicy powinni być zadowoleni.

1 z 10: edycja Tolkienowska - ma się ten talent do wymyślania trudnych pytań.
1 z 10: edycja Tolkienowska – ma się ten talent do wymyślania trudnych pytań.

Po konkursie udaliśmy się na miasto, bo trzeba było się posilić, żeby mieć siłę dalej konwentować. Planowaliśmy jednak tylko i wyłącznie godzinną wyprawę poza konwent, jednak ilość ludzi na toruńskiej starówce totalnie nas zaskoczyła i nawet oddalone od Rynku Staromiejskiego lokale przeżywały totalne oblężenie. Nie wiem, co się działo w tym czasie na mieście jeszcze, ale ilość ludzi była przerażająca. A na terenie konwentu nie było nawet możliwości zamówienia konwentowej pizzy, a szkoda, pewnie wiele osób by z tego skorzystało, zamiast tak jak my ruszać w miasto i opuszczać punkty programu, bo czekaliśmy na jedzenie.

Podczas wyprawy po jedzenie spotkałyśmy Severusa Snape'a. To moja reakcja na "100 punktów dla Gryfindoru"
Podczas wyprawy po jedzenie spotkałyśmy Severusa Snape’a. To moja reakcja na “100 punktów dla Gryfindoru”

Wróciliśmy idealnie tak, by zdążyć na jak zwykle obleganą przez ludzi prelekcję Turela, choć początkowo zapowiadało się, że nie będzie aż tak ciasno, ale około pięciu minut po jej rozpoczęciu nie było już miejsc na sali. Niestety do nie dane było mi wysiedzieć do końca, bo przewidywałam, że do Novik tłum będzie walił drzwiami i oknami, więc postanowiłyśmy razem z Moreni prędziutko udać się na spotkanie autorskie.

Fotka w stylu: po co będę szukał zdjęć do prelekcji, przecież nie będę potrzebował. A potem rysuje po tablicy
Fotka w stylu: po co będę szukał zdjęć do prelekcji, przecież nie będę potrzebował. A potem rysuje po tablicy

I tu wyszła kolejna wpadka organizacyjna tegorocznego Coperniconu – tabela programowa w skróconym programie została wydrukowana z błędem, który przesunął prelekcję Pawła Opydo z godziny 19 na 18, w ogóle nie uwzględniając spotkania autorskiego z Novik. Co prawda korytarze oblepione były kartkami z erratą, ale cóż, spod wielu innych ogłoszeń ciężko było cokolwiek wyczytać. No i kto w ogóle czyta jakieś karteczki rozwieszone na drzwiach, słupach i w ogóle?

Naomi wygląda uroczo nawet z bardzo głupią miną
Naomi wygląda uroczo nawet z bardzo głupią miną

Wreszcie jednak jakoś spotkanie z Novik się odbyło, a ja byłam pod wrażeniem jej osobowości. To osoba niezwykle urocza, przez niemalże całe spotkanie autorskie mówiąca po polsku (i tak ślicznie przechodząca z polskiego na angielski, kiedy nie wiedziała, czy da radę poprawnie coś powiedzieć, po czym wracająca do polskiego). To było chyba jedno z najfajniejszych spotkań autorskich, na jakich byłam. A potem razem z pozostałymi uczestnikami spotkania wylałyśmy się z sali, by ustawić się w kolejce po autografy. I to było jedno z najfajniejszych przeżyć na Coperniconie, bo stanie w kolejce po autograf Naomi było bardzo kreatywne – wraz z Ewą Białołęcką doszliśmy do wniosku, że najgorsze ilustracje do fantasy to naprawdę dobry temat na prelekcję/wpis na bloga. A potem popędziłyśmy na prelekcję Turela o micie katany.

Fota z autorem zawsze na propsie! :)
Fota z autorem zawsze na propsie! 🙂

Właściwie nie bardzo mając co robić przez kolejną godzinę (Turel prowadził konkurs Warhammera 40,000, który przebiegł podobno w bardzo miłej atmosferze), prowadziłam ciekawe rozmowy i rozbijałam teorię dotyczącą orłów w Śródziemiu i ich roli w wojnie o Pierścień (chyba trzeba będzie napisać o tym kolejny wpis na bloga), a potem poleciałam na konkurs wiedzy o stworzeniach mitologicznych. Miała w nim wziąć udział również Moreni, ale zasiedziała się na prelekcji o micie średniowiecza, więc znowu musiałam dołączyć do losowej drużyny. Tym razem jednak wraz ze współtowarzyszami nie daliśmy ciała i zdobyliśmy pierwsze miejsce! W zasadzie to nawet nie wiem jakim cudem. Ale wygraliśmy, więc tego dnia do domu wracałam bogatsza o sześćdziesiąt coperniconowych monet w banknocie.

Słitfocia ze znanymi bloggerami :)
Słitfocia ze znanymi bloggerami 🙂

W niedzielny poranek szybko się rozdzieliliśmy – z koleżanką A. pobiegłyśmy na konkurs wiedzy o Śródziemiu, a reszta ekipy poleciała na wymianę książek, która w końcu się odbyła. Przerywając złą passę z pyrkonowych konkursów tym razem drużyna Mordor, Gondor i te Sprawy  w składzie dość ograniczonym zdobyła pierwsze miejsce. I żaden koń nie stanął nam tym razem na przeszkodzie, a żadna tarcza nie doprowadziła do naszej porażki.

Złocorpowy kubek, czyli od dzisiaj popijam poranną kawę rozmyślając jak zniszczyć świat i moich wrogów (^^)
Złocorpowy kubek, czyli od dzisiaj popijam poranną kawę rozmyślając jak zniszczyć świat i moich wrogów (^^)

Potem przyszedł czas na ostatnie zakupy i wydanie zasłużenie wygranej waluty, i trzeba było się pożegnać z elbląską częścią ekipy, bo niestety opuszczali już konwent. I tak właściwie konwent się dla mnie skończył, bo mimo szczerych chęci nie udało mi się już pójść na żaden punkt programu. Dopadło nas zmęczenie i głód, więc opuściliśmy ziejące pustkami korytarze Collegium Minus i do domu.

- Jestem taki zmęczony - westchnął Turel. - Ten konwent mógłby się nie kończyć - powiedziała Serenity
– Jestem taki zmęczony – westchnął Turel.
– Ten konwent mógłby się nie kończyć – powiedziała Serenity

Powiem to tak – podobało mi się bardzo. I poznałam kilka nowych osób, pogłębiłam nieco wcześniejsze znajomości oraz bawiłam się całkiem fajnie, mimo małych niedogodności. Mam nadzieję, że Copernicon w przyszłym roku będzie podobał mi się jeszcze bardziej. Liczę również, że niedociągnięcia zostaną poprawione, a impreza będzie się rosnąć w siłę i w rzeszę oddanych uczestników.

Sharing is caring!

4 thoughts on “Copernicon – to jest to! Wcale nie taka mini-relacja z toruńskiego konwentu

    • 23 września 2015 at 20:58
      Permalink

      Na pewno powtórka z mojej prelekcji (w wydaniu dwugodzinnym) xD

      Reply
  • 24 września 2015 at 09:29
    Permalink

    “Ci wszyscy ludzie na prelekcje do mnie?” I to przerażenie w oczach. Później w opowieściach głównie o właśnie tej prelce słyszałam 🙂
    Zastanawiam się na ilu zdjęciach z dyżurów autorskich się załapałam, u Ciebie na przykład widać mój rudy łeb 😀
    Za rok mam nadzieję, że spędzimy więcej czasu razem, Ty biegłaś, ja biegłam, Copernicon <3

    Reply
    • 24 września 2015 at 13:58
      Permalink

      A dobrze o niej mówili czy raczej źle? ^^
      Haha, wiesz, u ciebie to akurat bez problemu z załapywaniem się na zdjęcia – nie ma się czego wstydzić. Gorzej by było, jakby się Modrzew załapał, klisza by pewnie pękła w cyfrówce 😀

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *