Bo ma być głośno – “Dreszcz” Jakuba Ćwieka

Nigdy w naszej literaturze czy popkulturze nie mieliśmy własnego odpowiednika Supermana czy Batmana. Dzięki Ćwiekowi i jego najnowszej powieści ta sytuacja może się zmienić – jeśli tylko serca polskich czytelników podbije tytułowy Dreszcz!

Rychu Zwierzchowski mieszka na katowickim tauzenie, wiodąc tam żywot gorszący pobożne sąsiadki i spokojne rodziny – słucha rock’n’rolla, pali trawkę, a jego zaśmiecone mieszkanie odwiedzają kobiety w celach wiadomych. Pewnego dnia zostaje jednak rażony piorunem, co gwałtownie zmienia jego życie. Równolegle w Krakowie zaczynają się dziać rzeczy alarmujące – dochodzi do serii niewyjaśnionych morderstw popełnionych przez nieznanych sprawców. Co z tym wszystkim ma wspólnego młody Brytyjczyk płynnie mówiący po polsku?

Najmocniejszą stroną „Dreszcza” są barwne postacie. Zwierzu to uosobienie rockandrollowca. Lubi sobie zapalić skręta, poderwać młodą, ładną dziewczynę, pograć na swoim fenderze i pośpiewać kawałki ulubionych kapel. Żaden z niego materiał na bohatera. Oprócz Zwierza vel Dreszcza mamy w powieści również plejadę świetnie napisanych postaci drugoplanowych: Alojza, emerytowanego górnika, Ślązaka pełną gębą i całym otyłym ciałem; Benjamina, którego największym marzeniem jest zostać lokajem suberbohatera, niczym Alfred Pennyworth. Nie zawodzą również pojawiający się epizodycznie: Ekumen i komisarz Drewniak. Zawodzą niestety antagoniści  – zwłaszcza tajemniczy FB i trójka jego mimów, ale mam nadzieję, że Ćwiek rozwinie ich postacie w kolejnych tomach.

Fabuła „Dreszcza” może nie jest zbyt skomplikowana i właściwie zmierza od punktu A do punktu B. Nie ma jakichś szalonych zwrotów akcji, mega zawiłej intrygi i zagadek rodem z thrillerów. Nie w skomplikowaniu fabuły leży urok, a w prostocie pomysłu. Jest ten dobry (choć nie-święty) superbohater, są jego przeciwnicy, których ma za zadanie pokonać. A że po drodze trafi na wysyp innych superbohaterów, intrygę Kościoła i rozpocznie walkę z przestępczością zorganizowaną w Katowicach? Tym lepiej, tym fabuła pełniejsza, tym więcej akcji i śmiechu. Bo nie sposób się nie roześmiać, czytając o walce stworzonego (niczym potwór Frankensteina) z kawałków świętych  Ekumena z podobną mu przeciwniczką.

Wszyscy, którzy czytali „Kłamcę” Ćwieka, wiedzą, czego mogą się spodziewać po warstwie językowej powieści. Jednak jeśli „Dreszcz” będzie waszą pierwszą książką rzeczonego autora, to muszę was uprzedzić – Kuba nie należy do pisarzy, którzy stronią od używania wulgaryzmów w swoich utworach. Opisy w „Dreszczu” są plastyczne i realistyczne, a dodatkowego realizmu nadaje książce fakt, iż jeden z głównych bohaterów posługuje się jedynie śląską gwarą.

Najnowszą powieść Ćwieka mogę polecić wszystkim jego dotychczasowym fanom. W sumie pewnie nie muszę tego robić, bo i tak by po nią sięgnęli. W takim wypadku komu jeszcze mogę podsunąć „Dreszcza”? Wszystkim tym, którzy w literaturze poszukują rozrywki, lekkiej i przyjemnej, pozwalającej oderwać się od problemów codzienności. Polecam tę powieść również wszystkim fanom Batmana, Supermana, Spider-Mana i innych, bo oto macie przed sobą godnego ich rywala – Rycha „Zwierza” Zwierzchowskiego. Jeśli na dodatek lubicie jeszcze rock’n’roll, to na pewno się nie zawiedziecie, bo Dreszcz to Keith Richards wśród superbohaterów.



Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję: wydawnictwu Fabryka Słów!

Sharing is caring!

3 thoughts on “Bo ma być głośno – “Dreszcz” Jakuba Ćwieka

  • 28 marca 2013 at 17:06
    Permalink

    Hm hm… Nie, na razie się nie skuszę. Ściśle popowa literatura ostatnio mnie nuży, a i do podstarzałych rokendrolowców nigdy nie miałam sympatii. Chociaż sam pomysł na wyrojenie superbohaterów wydaje się mieć ogromny potencjał, zwłaszcza komediowy.

    Mówisz, że mają być kolejne tomy?

    Reply
    • 28 marca 2013 at 20:47
      Permalink

      To poczekam, aż zbierzesz całość i pożyczę hurtem, hue hue.;)

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *