5 rzeczy, które najbardziej wkurzają mnie w Shadow of Mordor

Z braku pomysłu na to, w co pograć (a uwierzcie mi po skończeniu pierwszego Wiedźmina miałam kaca niemal równego tym moim kacom książkowym), zabrałam się za Śródziemie: Cień Mordoru. I teraz po połowie gry jestem niemal tak sfrustrowana, że muszę coś na jego temat napisać (i już rozumiem, dlaczego Turel porzucił grę po zabiciu Młota Saurona).

To wszystko jest tak bardzo out of canon

Zacznijmy może od zbrodni największej – gra niby nazywa się Śródziemie: Cień Mordoru, niby zawiera postaci znane z Władcy Pierścieni (Sauron, Gollum) i niby rozgrywa się w Śródziemiu, ale z książkowym, tolkienowskim Śródziemiem nie ma wiele wspólnego. Spójrzmy choć na sam początek – nasz główny bohater, Talion twierdzi, że ludzie z Gondoru od 2500 lat pilnują Mordoru (co dawałoby po prostu dwa tysiące pięćsetny rok Trzeciej Ery, bo Carchost i Narchost zostały zbudowane po upadku Saurona w Bitwie Ostatniego Sojuszu), co nie może być prawdą. Dlaczego? Zajrzyjmy do dodatku B do Władcy Pierścieni i sprawdźmy rok 1640 TE, pod którym zapisano m.in., że „Straże nie czuwają już na granicach Mordoru” [1]

Idąc dalej – spotykamy w Mordorze oczywiście Golluma, który w pewnym momencie śpiewa tak: „He [Talion, albo jak kto woli Stinky Ranger] hurt us. He steals from us… like Bagginses… Bagginses”[2]. I tutaj ponownie wchodzi w grę chronologia Śródziemia. Jeżeli wierzyć Talionowi co do roku, w którym się dzieje akcja SoM, to ani Smeagol nie ma prawa znać Bagginsów, ani nie ma prawa go być w Mordorze, albowiem w roku 2463[3] TE Gollum dopiero wszedł w posiadanie Pierścienia, a w 2470 kryje się w Górach Mglistych[4]. Co do Bilba – rodzi się on dopiero w roku 2890 TE[5], zaś z Gollumem spotyka się w roku 2941[6]. Dopiero w 2951 TE Smeagol trafia do Mordoru[7].

Chcecie jeszcze więcej przykładów niekanoniczności? „Przysummonowany” Celebrimbor, zielony Mordor, fajkowe ziele, athelas i niphredile rosnące sobie gdzieś w Udunie pomiędzy popiołami z Orodruiny, wszędzie dookoła urukowie… Ta gra jest tak bardzo poza kanonem, że to aż boli. Żeby bolało mniej po prostu ignoruję fakt, że to Śródziemie i staram się udawać, że to tylko taka zbieżność nazw, a ja gram po prostu w kolejną odsłonę Assassin’s Creed osadzoną tym razem w jakimś generycznym świecie fantasy.

Poziom trudności ssie

Problemem numer dwa tej gry jest kompletnie niezrównoważony poziom trudności – część zwykłych orków jest tak trudna do zabicia, że Talion albo musi lecieć szukać leczniczych ziółek, albo zginie. Potrafią się również napatoczyć orkowi kapitanowie, których rozsieczemy właściwie dwoma-trzema ciosami. To wszystko jest tak bardzo niezbalansowane, że szkoda gadać.

I nie mówię tego, po dwóch czy trzech godzinach gry, gdy mam po jednej słabiuteńkiej runce w każdej z moich trzech broni. Za mną właściwie 51% contentu gry (nie tylko połowa fabuły, ale połowa wszystkiego właściwie), w sztylecie, łuku i mieczu mam zamontowane mityczne runy, a nadal dostaję od zwykłych orków takie tęgie baty, że szkoda gadać. Jednocześnie pięć minut później tę samą walkę potrafię zakończyć z powodzeniem bez żadnego wysiłku. Hej, twórcy, chyba z tym coś jest nie tak.

 Rewolucyjny system Nemesis nie działa

Twórcy zapowiadali, że gra jest rewolucyjna nie tylko ze względu na swój charakter (brutalna gra akcji w „cukierkowym” Śródziemiu), ale również zaimplementowany system Nemesis – system, który będzie zapamiętywał interakcje pomiędzy Talionem a innymi postaciami oraz pozwoli w dużym stopniu na tworzenie świata rozgrywki. Tymczasem „zapamiętywanie interakcji” polega na tym, że ork, który nas pokonał w walce, będzie pamiętał, że „polegliśmy”. A ork, który jakimś cudem uniknął śmierci z naszej ręki (choć wbiliśmy mu sztylet w oczodół/poderżnęliśmy gardło/zmasakrowaliśmy facjatę), będzie pamiętał doznaną krzywdę. I tyle właściwie, zaś co do świata, który możemy tworzyć, to nasze działania wpłyną w nieznaczny sposób na świat gry tylko i wyłącznie przemodelowując układ sił w hierarchii. Choć nie zawsze jest to efekt trwały, bo jak już wyżej mówiłam kapitanowie mają zadziwiającą tendencję do powracania do życia.

Monolith Productions zapowiadało również, że dzięki systemowi Nemesis będziemy mogli szerzyć plotki obniżające morale, co jest fałszem. Zbieranie informacji jest procesem dziwnym, bo tak naprawdę z dowolnego źródła (niewolnik, ork/martwy ork, jakieś dokumenty) możemy dowiedzieć się wszystkiego o jakimkolwiek kapitanie (z danego regionu – nie sprawdziłam jeszcze czy międzyregionowo to też działa, ale gdyby tak było – cóż… sytuacja kuriozalna). To tak jakby dowolny członek Wojska Polskiego wiedział wszystko o słabościach i mocnych stronach generałów naszej armii.

Papierowi bohaterowie

Talion i Celebrimbor (lub jak kto woli Kelebrimbor) nie są najlepszymi protagonistami. Właściwie – mówiąc mniej oględnie – są do dupy. O charakterze obu nie da się powiedzieć szerzej niż w dwóch słowach – Talion to ten głupkowaty acz honorowy, zaś elfi upiór uwielbia patetyczną gadkę (jak to stereotypowy elf) i czasami wykaże się pomyślunkiem. Razem tworzą zupełnie nijaki duet, nudny i zupełnie bez polotu.

Z resztą cały świat dookoła nich też składa się z nudnych i wypranych z charakteru postaci. Hirgon jest tylko tym kolesiem, który przeszkadza ci w trakcie wspólnych misji; Gollum został właściwie przekalkowany z filmowej trylogii – ba, nawet przenosi uwielbienie dla Froda na Jasnego Pana, czyli Celebrimbora (a twórcy zapominają, że Gollum, jako istota skażona przez Pierścień nienawidzi elfów i wszystkiego co elfie) i niechęć wobec Sama na Taliona. Orków zaś cechuje tylko wygląd, bo wszyscy mówią i zachowują się identycznie.

Gra jest nudna

Tak naprawdę niby jest sobie ta biedna linia fabularna, czyli znajdź sposób, żeby umrzeć raz i na zawsze, ale właściwie tego się nie czuje. Moje główne aktywności zazwyczaj polegają na oblatywaniu wszystkiego dookoła, zbieraniu znajdziek i sporadycznym załatwianiu kapitanów. Ale tego ostatniego już mi się nawet nie chce robić, bo przecież zaraz okaże się, że ork, którego zabiłam jednak jakimś cudem przeżył… Gra sama zniechęca nas do jakichkolwiek aktywności. Wątek główny? Jaki wątek główny? Gdyby nie fakt, że w końcu oczyściłam mapę ze wszystkich elementów dodatkowych (ithildeny – sic! – i relikty, zadania poboczne, aktywności zielarskie i łowieckie), to pewnie dalej nie ruszyłabym tyłka, żeby spuścić łomot war chiefom i dalej latałabym sobie po Udunie.

Przede mną pewnie jeszcze kilka godzin gry, ale mam już teraz jej dość. Ale zagryzę zęby i przejdę, a nóż (łudzę się prawda?) mnie zaskoczy? Jak nie zaskoczy to spodziewajcie się soczystej recenzji. A i pewnie powstanie tekst w stylu Shadow of Mordor a kanon Śródziemia.


[1] J.R.R. Tolkien, Władca Pierścieni: Powrót Króla, wyd. III, Warszawa 1990, Dodatek B, czyli Kronika Królestw Zachodu, s. 482.

[2] Całą piosenkę znajdziecie tutaj.

[3] Op. cit, s. 484.

[4] Ibidem.

[5] Ibidem, s. 487.

[6] Ibidem, s. 488.

[7] Ibidem.

Sharing is caring!

4 thoughts on “5 rzeczy, które najbardziej wkurzają mnie w Shadow of Mordor

  • 7 czerwca 2015 at 20:53
    Permalink

    Przecież ta gra jest prosta jak barszcz. Szeregowych orków lepiej omijać bo bezmyślne okładanie ich na początku trwa zdecydowanie zbyt długo ale tu się da oczyścić całe twierdze uruków z WYŁĄCZONYM MONITOREM.

    https://www.youtube.com/watch?v=6AV9W2ZdmjU

    git gud

    System nemesis akurat mi się podobał bo to zawsze jakieś urozmaicenie ale z reszta się zgadzam.

    Reply
    • 7 czerwca 2015 at 21:08
      Permalink

      No cóż, tak jak pisałam – niektóre walki przechodzę z palcem w oczodole, w niektórych Talion ginie jak szmata. I nawet nie wiem od czego to zależy. Jakby były zupełnie losowe. I walkę w sumie podejmuję jedynie w ostateczności, to znaczy w momencie, w którym albo nie uda mi się podejść przeciwników po cichu/przekraść się obok/zdjąć z łuku; albo muszę podjąć walkę, bo wymaga ode mnie tego quest.

      Reply
    • 7 czerwca 2015 at 22:30
      Permalink

      Nie wiem kto dbał o aspekt realów świata Śródziemia ale ta osoba jest na poziomie wiedzy “lukłem se na film popijając piwo”

      Walka na początku dość trudna lecz po znalezieniu odpowiednich ulepszeń do broni i rozwinięciu kilku umiejętności staje się banalna. Wręcz odprężająca. Wystarczy mieć przypisanych 6 klawiszy na myszce do odpowiednich działań i można niemal nie korzystać z klawiatury. Przynajmniej jeśli chodzi o szeregowych orków, jak się walczy z kapitanem warto znać jego słabe i mocne strony. To wprowadzało fajny element strategii.

      A bronie i ekwipunek… mało ich :-/
      No dobra niema ich wcale, nielicząca ziółek

      Zielony Mordor w sumie czemu nie, ta wizja mnie przekonała. Przecież dawno nie było tam żadnej erupcji Orodruiny.

      Jeszcze jeden powarzy minus: po 72h zabawy która mimo wszystkich gwałtów na historii śródziemia mi się podobała nie mam pragnienia aby zagrać jeszcze raz. Pograłem, przeszedłem, pozabijałem i tyle.

      Reply
      • 7 czerwca 2015 at 23:05
        Permalink

        No cóż, po tych x godzinach (tak jak pisałam, mam już 51% contentu gry za sobą), nadal potrafię dostać po dupie w walkach. Na klawiaturze+myszy może jest lepiej, ja gram na PSie, więc czasami na padzie się straszliwie męczę, zwłaszcza, że Thalion potrafi zrobić coś zupełnie innego niż zamierzałam. Czasami odbija mi się od niewidzialnych ścian, czasami nie potrafi wejść po ścianie wyżej, a w walkach potrafi takie bzdury odwalić, że szkoda gadać.

        Akurat z War Chiefami nie miałam problemu większego (tylko jeden mnie obił, ale w sumie to nie była jego zasługa, a tego, że walczyliśmy na terenie obozu uruków i cały czas przeciwników przybywało, ale przy drugim podejściu nie było problemu), raczej dostaję łomot od szeregowych orków/berserków albo od niektórych kapitanów (których potem zabijam dwoma-trzema ciosami).

        Zielony Mordor mi nie pasuje, to ziemia skażona, gdyby cokolwiek tam rosło, to byłoby małe i powykręcane. Zło korumpuje również naturę i wydaje mi się, że nawet brak trujących wyziewów z Orodruiny nie pomógł by roślinkom. Rozumiem szczątkową roślinność, ale to co dzieje się w Nurn… Przecież to prawie las tropikalny!

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *