5 powodów, dla których warto oglądać Black Sails

O Black Sails na blogu wspominałam trzykrotnie, ale nigdy nie poświęciłam mu żadnej notki. Pierwszy sezon był bardzo dobry, ale jakoś tak wyszło, że finał zbiegł się praktycznie z premierą czwartej serii Gry o Tron. A potem jakoś tak wyszło, że nie udało mi się nigdy o tym serialu szerzej napisać.

Po finale trzeciego sezonu powiedziałam sobie jednak dość. Muszę o Black Sails napisać, bo przejdzie bez echa, a no cholerka jasna, nie powinien. Chciałabym wam teraz powiedzieć, dlaczego warto zainteresować się tym serialem, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Oto pięć powodów, dla których warto zacząć oglądać Black Sails.

Świetne połączenie historii i fikcji

625091_1.1
Ray Stevenson jako Czarnobrody mógłby robić za definicję słowa fabulous

Pisał m.in. o tym Jerry w swojej notce o tym, ile prawdy historycznej jest w tym serialu. Fabuła pokrywa się nieco z tym okresem, w którym rozgrywa się Assassin’s Creed IV: Black Flag, czyli w schyłkowym okresie działalności piratów na Morzu Karaibskim. Jednak twórcom serialu Black Sails udaje się w lepszym stopniu oddać klimat XVIII-wiecznego Nassau i okolic. Ponadto produkcja Baya czerpie garściami z powieści Stevensona Wyspa Skarbów, splatając historyczne wydarzenia z fikcją, przenosząc do realnego świata postacie takie jak kapitan Flint, Billy Bones czy wreszcie Long John Silver i łącząc ich losy z losami postaci takich jak Charles Vane czy Jack Rackham.

Niesamowicie napisani bohaterowie

To jest jeden z tych seriali, w których bohaterowie ważniejsi są niż sama fabuła. Wszystkie postaci, czy to realne, czy będące dziełem czystej fikcji są niezwykle żywe i nie można odnieść wrażenia, że mogłyby istnieć. Można się zżymać na to, że niektórzy są uparci, niektórzy zachowują się jak idioci, inni zaś mają huśtawki nastrojów, ale zawsze jest to zgodne z charakterem danej jednostki. Twórcom należą się gratulacje za to jak kreują poszczególnych bohaterów, z jaką dokładnością piszą ich historie i jak świetnie je realizują.

598383_1.1
W takich momentach na własnej skórze odczuwam prawdziwość powiedzenia “za mundurem panny sznurem”

A co najważniejsze w Black Sails przywiązujemy się do postaci. I naprawdę przeżywamy ich przygody, ciesząc się z sukcesów, trzymając kciuki za powodzenie, smucąc się z powodu ich porażek. A jeśli któryś z bohaterów umiera – opłakujemy go jak najlepszego przyjaciela.

Wywołuje emocje

To serial, który potrafi zagrać na emocjach – co widać już mocno od pierwszego sezonu. Twórcy potrafią zafundować widzom niezłą huśtawkę emocjonalną – dowiódł tego zwłaszcza trzeci sezon, w którym atmosfera zmieniała się z minuty na minutę, a kolejne odcinki przynoszą coraz to nowe doznania. Radość z tego, że bohaterowie odnieśli sukces, obawy o ich życie, gorzki smak porażki czy smutek, bo ułożony plan z góry zawiódł. I nerwy, cała masa nerwów o to, czy skomplikowana intryga nie rozpadnie się jak domek z kart, bo ktoś zawiedzie.

477699.1
Charles Vane powoduje szybsze bicie serca, bez względu na to, czy ma na sobie koszulę, czy nie.

Nie spotkałam się jeszcze z żadnym serialem, który zafundowałby taką emocjonalną jazdę bez trzymanki konsekwentnie przez trzy sezony, nie zwalniając tempa opowieści, a jednocześnie mając wiele czasu na zarysowanie realiów.

Klimat

Och mój borze szumiący, Black Sails tak bardzo ocieka klimatem, że czasami w trakcie oglądania ma się wrażenie, że jeśli tylko pociągniemy nosem, to poczujemy zapach słonej, morskiej wody, swąd prochu strzelniczego i pot bohaterów. Wszystko to dzięki dbałości o szczegóły – świetne scenografie (sprawdźcie to wideo), kostiumy czy charakteryzacja postaci naprawdę budują klimat. Jeśli dodać do tego jeszcze efektowne sceny bitew morskich (a tych co prawda jest niewiele, ale robią ogromne wrażenie) czy pojedynków.

598413.1
Nie ważne jak bardzo nie lubisz Eleonor Guthrie – nie chcesz, żeby ten pan naprzeciw się do niej dobrał

Ponadto twórcy dają sobie masę czasu, by pokazać całą historię, nigdzie się nie spieszą i dopieszczają wszystko aż po ostatni szczegół. Dlatego w serialu mamy mnóstwo dialogów, a całość nie opiera się tylko na bitwach i potyczkach, ale zawiera również mnóstwo wątków społecznych i politycznych, sprawiając, że świat Black Sails żyje.

To świetna produkcja o piratach

Cholera, czegoś takiego brakowało na rynku. To nie romantyczna opowiastka w stylu Piratów z Karaibów, ale brutalny i całkiem krwawy serial z postaciami z krwi i kości. Świetnie pokazano tu pewne społeczne i polityczne konsekwencje bycia piratem, jednocześnie nie zamieniając tego w przerysowaną farsę, co jest bardzo trudne w przypadku opowieści spod znaku jolly rogera. Nie zrobiono z Flinta i ferajny puchatych misiów-tulisiów a’la Will Turner, nie sprowadzono ich do roli zapijaczonych comic reliefów w stylu Jacka Sparrowa ani też żądnych krwi potworów, jakimi chcieliby ich niektórzy widzieć. W Black Sails mamy wśród piratów cały przekrój różnorodnych osobowości, barwnych postaci o rozmaitym zapatrzeniu na świat.

598419.1
Will Turner z Jackiem Sparrowem nie są godni by temu panu buty pucować

I wreszcie pokazano jak piracki statek wygląda od środka – jego struktura, zależności wśród załogi i jego ekonomię. I to właściwie od pierwszego odcinka to widać, a później jest tylko lepiej.

PS. Opening Black Sails to czysta poezja.

Sharing is caring!

2 thoughts on “5 powodów, dla których warto oglądać Black Sails

  • 25 września 2016 at 16:10
    Permalink

    Ajjj! Kolejny serial do oglądania! A ja już ich tyle rozpocząłem, że nie wiem za co się zabierać 😉 Damn you Netflix!

    Reply
    • 25 września 2016 at 16:38
      Permalink

      Black Sails dodaj sobie do listy oglądanych, jak się pojawi trzeci sezon na Netfliksie to wtedy sobie zaczniesz (bo teraz o ile dobrze kojarzę są dodane dwa tylko). Ale gorąco polecam, bo serial jest cudny.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *