Witkac w krainie duchów – „Szamańskie tango” Anety Jadowskiej

„Szamańskie Tango” zaskoczyło mnie już na samym wstępie sympatyczną akcją marketingową – do mojego egzemplarza dołączona była „wkładka” w postaci woreczka z ziołami i solą, który zapewne ma odstraszać duchy oraz wizytówka głównego bohatera. I choć to tylko drobne gadżety, świetnie wprowadziły w atmosferę książki.

Od wydarzeń z „Szamańskiego bluesa” minęło trochę czasu – Witkacy oswoił się z kwestią bycia ojcem nastoletniej córki. Wiktoria, zwana Kurczaczkiem uczęszcza do szkoły Nissima dla młodych i utalentowanych magicznie. Sęp nadal jest Sępem i nadal irytuje Witkaca. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt pojawienia się agresywnego ducha w realnej szkole Wiktorii, problemy w policji i fakt, że Witkac nadal nie przeszedł szamańskiej inicjacji.

Problemy bohaterów nawarstwiają się w tempie niemal geometrycznym. I wiecie co? Podoba mi się to – akcja nie zwalnia tempa i nie ma żadnych dłużyzn. Witkac gna od jednego problemu do drugiego, mając jeszcze czas na nawiązanie relacji z kolejnymi, pojawiającymi się postaciami. To aż dziwne, że w tak niewielkiej objętościowo książce udało się pomieścić dynamiczną akcję i sporo nowych postaci, a do tego jeszcze stworzyć między nimi a Witkacem wiarygodne relacje.

Świetnie napisanymi postaciami „Szamańskie” stoi. Zmienił się mocno rys charakterologiczny Witkaca – zniknęły gdzieś mocno erotyczne myśli z „Bluesa”. Główny bohater zaczął przypominać tę wersję siebie znaną z „Heksalogii” – ponurego i nieco wycofanego faceta z problemami, mało pozytywnym podejściem do życia i dużą dozą wątpliwości siedzących z tyłu głowy. Jednocześnie zniknął również ten przesiąknięty stereotypami ton narracji, a Witkac przestał zawracać sobie głowę komentowaniem tyłka Katii czy Konstancji. W „Tangu” jego myśli skupiają się w głównej mierze wokół Kurczaczka, jej bezpieczeństwa i jej edukacji.

Największą przemianę jednak w stosunku do tomu poprzedniego przeszedł Sęp – duchowy opiekun Witkaca. Nie to, żeby przestał być dupkiem – nadal jest dupkiem, który ładuje się Witkacowi do mieszkania i wyżera mu rzeczy z lodówki, ale wraz z rozwojem wypadków w książce się to wszystko zmienia. W „Szamańskim Tangu” poznamy fragment historii Sępa, co pozwoli nam zrozumieć trochę jego zachowanie. Okaże się także, że pod maską tego playbojowatego, nie mającego szacunku do własności i prywatności osobnika, kryje się istota, która może popełniła jeden błąd za dużo, może w żartach posunęła się o krok za daleko, ale została za to ukarana niewspółmiernie do swojej winy. Sęp okazuje się być istotą skrzywdzoną i odrzuconą. Nagle okazuje się, że irytację jego kolejnymi wyskokami zastępuje współczucie, a nawet sympatia.

Obok tych dwóch świetnie rozwiniętych głównych postaci pojawia się cała plejada nowych, choć epizodycznych bohaterów – zarówno ze świata duchów, jak i z realnego Torunia. Nie sposób nie poczuć sympatii do opiekuńczej Harfiarki (która mam wrażenie powstała jako miks dwóch realnych postaci), złośliwej, acz dobrej Babci Pająk, czy zwariowanego Wędrowca. I choć ja pozwalam sobie scharakteryzować ich jedynie krótką frazą, to autorka poświęca im znacznie więcej czasu i nadaje im znacznie więcej charakteru. Bardzo trafionym pomysłem było wprowadzenie do historii Ziemka – „normalnego” kolegi Wiktorii, który był jej wsparciem od najmłodszych dziecinnych lat.

W stosunku do „Szamańskiego bluesa” zmieniła się również warstwa narracyjna powieści. Mimo że Aneta Jadowska pozostała przy narratorze pierwszoosobowym, to w nowej odsłonie Szamańskiej Serii przestał on być tak stereotypowo męski. Pojawiło się więcej zdań wielokrotnie złożonych, język postaci też się nieco zmienił i ubogacił. Ta zmiana w warstwie leksykalnej, zmiana w konstrukcji zdań widoczna jest na pierwszy rzut oka. I powiem szczerze – bardzo mnie to cieszy, lektura jest dzięki temu płynniejsza i mniej męcząca.

Od „Szamańskiego tanga” nie oczekiwałam zbyt wiele – i przeżyłam pozytywne zaskoczenie. To bardzo solidna lektura, oczywiście z gatunku tych rozrywkowych. Tempo akcji, postacie i świat wciągnęły mnie tak, że trudno było mi się oderwać i zanim zorientowałam się odwróciłam ostatnią stronę. Niech to będzie dla was najlepsza rekomendacja.

One thought on “Witkac w krainie duchów – „Szamańskie tango” Anety Jadowskiej

  • 13 września 2017 at 12:47
    Permalink

    O, o! Przykład na pozytywny marketing jak miło. Ale Fabryka Słów sobie w ogóle nieźle radzi na tym polu.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *