Stosik #38 – prezenty świąteczne oraz inne przypadki

Ja się nie będę kajać, okej? Po prostu wciąż nie mogę się zebrać i skończyć recenzji “Niepełni” Anny Kańtoch, więc odwlekałam notkę jak mogłam, bo materiału nie było. Ale teraz już jest. Bo mam już komplet prezentów świątecznych. 

Tak, od ostatniego stosiku minęły dwa miesiące, a półka zdążyła mi przytyć o dobre kilkanaście grubiutkich książek. Naprawdę fajnie się to prezentuje, tylko gorzej, że znowu muszę zrobić remanent na regale, bo tego, nagle okazuje się, że nie mam gdzie tego wszystkiego trzymać.

Zacznijmy od lewej strony stosu, tej przedświątecznej. Udało mi się zdobyć “Nakręcaną dziewczynę. Pompę numer sześć” w dość niskiej cenie i jestem z tego faktu szalenie dumna. W końcu to jedna z najlepszych pozycji z Uczty Wyobraźni, jakie czytałam? Czy ja pisałam o tym na blogu już? Jeśli nie, to wybaczcie, postaram się błąd naprawić, bo i re-read sobie zrobię.

Ben Aaronowitch w stosiku pojawiał się już razy kilka, ale nigdy w tak pięknym wydaniu. Tak, wydawnictwo Mag odświeżyło wydanie poprzednich dwóch tomów cyklu o Peterze Grancie i wydało u nas tom trzeci. Wszystko z prześlicznymi okładkami autorstwa DarkCryona. Nie mogłam się oprzeć, żeby nowego wydania nie kupić, zwłaszcza że udało mi się równie łatwo znaleźć dom dla poprzednich dwóch tomów. Mam jednak nadzieję, że przy kolejnym tomie nie będę tego musiała robić, bo to byłoby już bardzo złą praktyką.

Na “Wołanie kukułki” zasadzałam się kilka razy już, bo raz, że książka zebrała zdecydowanie bardzo dobre recenzje, dwa że miałam przyjemność wysłuchać fragmentu audiobooka i byłam bardzo zadowolona z jakości. Wreszcie udało mi się powieść Rowling dostać w ramach wymiany książkowej na jednej z facebookowych grup. I teraz “Wołanie leży” i czeka na przeczytanie. Zaś obok niego stoi “Ciemny las” Cixin Liu, który kupiłam zaraz po premierze, ale najpierw czytał go ktoś inny.

Przejdźmy zatem do stosiku po prawej stronie, w całości niemalże świątecznego (prezentem nie jest “A Darker Shade of Magic” V.E. Schwab, pożyczona od kochanej Ćmy książkowej, która twierdzi, że lepiej przeczytać oryginał, a nie polskie tłumaczenie). Dwie pierwsze pozycje pod nią to kolejne uzupełnienia w mojej kolekcji tolkienowskiej – “Berena i Luthien” kupiłam sobie sama, a “Atlas Tolkienowski” podarowała mi nieoceniona Moreni.

“Mity skandynawskie” choć pięknie wydane, okazały się być niestety czymś innym niż się spodziewałam – przynajmniej po takim pierwszym przejrzeniu. Czekają na swoją kolej, a ja zastanawiam się, czy w formie notkowej nie zrobić jakiegoś porównania wersji pisanych przez Gaimana oraz przez pana Rogera Greena. Myślicie, że by się to sprawdziło?

Poniżej “Modyfikowany węgiel” wznowiony przed spodziewaną premierą serialu, a który pozwoliłam sobie podarować Turelowi w ramach prezentu świątecznego. Wiecie co jest w tym najlepsze? Ja też na tym skorzystam. Fajnie jest mieć czytającego partnera, z którym możecie się dzielić lekturami.

Kolejne cztery pozycje to efekt mojego średniowiecznego bzika. Dwie z nich, czyli “Plantagenetów” oraz “Wilczyce” były na mojej liście od dawna, ale nigdzie nie dało się ich kupić ze względu na wyczerpane nakłady. W okolicy świat zdarzył się cud i wydawnictwo Astra nie dość, że prawdopodobnie wznowiło obie te pozycje, to jeszcze miało promocję. I zgadnijcie, kto z niej skorzytał? Oczywiście, że ja. “Plantageneci” przywędrowali do mnie zatem jeszcze w grudniu, zaś “Wilczyce” zostały zakupione dzięki pewnej karcie podarunkowej (w ogóle z tymi książkami to ciekawa kwestia jest – “Plantagenetów” napisał prowadzący mojego ulubionego programu telewizyjnego o brytyjskich zamkach, zaś “Wilczyce” były podstawą do programu, o którym pisałam jakiś czas temu). Kiedy zaś Turel zapytał co chcę na święta, bez wstydu i bez żadnych oporów wskazałam kolejne dwie pozycje z Astry i w ten sposób wzbogaciłam kolekcję o “Jak przetrwać w średniowiecznej Anglii?” oraz “Króla Artura”.

Z wielką pasją oddaję się również ostatnimi czasy czytaniu komiksów (choć rzadko o tym niestety piszę, ale może zacznę, jak mi się Ms Marvel skończy, bo warto o tym komiksie napisać). Dlatego stosik uzupełniają komiksy – dwa tomy Ms Marvel (“Pokolenie czemu” oraz “Zdruzgotana”) a także kupione również w ramach wykorzystywania dobrze karty podarunkowej dwa zeszyty Thora Gromowładnego, czyli “Bogobójca”, o którym już gdzieś pisałam i jego kontynuacja, czyli “Boża bomba”.

A jak tam wasze świąteczne prezenty?

Sharing is caring!

2 thoughts on “Stosik #38 – prezenty świąteczne oraz inne przypadki

  • 26 stycznia 2018 at 10:30
    Permalink

    Wredny ten MAG z okładkową podmianą Granta. Chyba przerzucę się na angielski w tym przypadku, bo mam te dwa poprzednie tomy. Wiesz może dlaczego tak zrobili? No i nie wiedziałem, że “Nakręcana…” od UW była taka gruba. Ja mam to inne wydanie od MAGa.

    Reply
    • 26 stycznia 2018 at 11:27
      Permalink

      “Nakręcana” z UW zawiera jeszcze opowiadania Bacigalupiego.
      Co do nowej szaty Aaronowitcha to nie wiem, czym to było podyktowane, ale w sumie zmiana szaty graficznej na plus – bo okładki nowego są śliczne i to stare wydanie nie ma porównania 🙂 Aczkolwiek zawsze mnie boli zmiana szaty graficznej serii, bo wtedy trzeba się pozbywać starego wydania (na szczęście mój Aaronowitch znalazł szybko nowy dom, więc jestem podwójnie zadowolona).

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *