Stosik #31 – na jesienną chandrę i niechciejstwo megastos

Ostatnio miewam problemy z regularnym pisaniem. Siedzę i wgapiam się w ekran komputera, przeglądając internety. Trochę czytam (głównie komiksy, bo nie są ciężkie i łatwo wchodzą do torebki), więcej gram. I choć mam sto pomysłów na minutę, to tak jakoś nie chce się siąść, otworzyć edytora tekstowego i napisać porządnego tekstu. Ale żeby nieco ożywić bloga będzie dzisiaj stosik, bo się uzbierało. Dużo rzeczy.

wp_20161116_18_02_04_pro

Jak widać stosik jest dwuczęściowy. W lewej części komiksy – 5 tomów Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela (House of M, Civil War, 1602, Thanos Imperative i Black Panther) odkupiliśmy od naszego współlokatora, który postanowił, że jednak nie wszystkie komiksy z WKKM chce trzymać na półce, a ponadto zrobi sobie więcej miejsca na inne rzeczy (w tym na kolekcję DC). Hobbit – komiks to zupełny przypadek i wiąże się z nim całkiem ciekawa historia. Odkupiłam go za groszowe sprawy, dosłownie groszowe, bo 15 zł to nie jest nie wiadomo jak wielki majątek. A potem odkryłam, że zrobiłam interes życia – na allegro ten komiks kosztował w pewnym momencie 499 zł. Jak się potem okazało to w sumie nie, bo była to pomyłka wystawiającego go handlarza, ale co się ucieszyłam, to moje. Choć i dałam za niego trzy razy taniej, niż można go dostać w internecie.

Prawy stosik zaczyna się od książek pożyczonych – od niezawodnej Moreni oczywiście, która zapewne chciała, żeby wzięła ze sobą do Warszawy od niej jeszcze więcej. Oparłam się pokusie i wzięłam tylko zachwalane przez nią Idź i czekaj mrozów oraz Asystenta czarodzieja, o którym również pozytywnie mówiła Ćma książkowa.

Poniżej mamy Samotność anioła zagłady, która pojawiła się w stosiku i na mojej półce mocno przypadkowo. Udało mi się, drogą wymiany, pozbyć się Czarnych batalionów Goćka, które a) nie podobały mi się, b) zajmowały mi miejsce na półce, c) nie podobały mi się i zajmowały mi miejsce na półce. Niestety osoba, która bardzo pragnęła przygarnąć ode mnie Czarne bataliony miała raczej książki nie w moim stylu, więc chcąc nie chcąc wybrałam Samotność. Ciekawi mnie, czy mi się spodoba.

Jak pamiętacie – Rzeki Londynu już kiedyś u mnie były w stosiku. Wtedy to był egzemplarz pożyczony od Moreni i nigdy nie przeczytany, teraz nabyłam powieść Aaronowitcha na własność po taniości w jednym z hipermarketów. Podobno w niektórych sklepach można było dostać również w niewielkiej cenie drugi tom, ale mnie ta sztuka się nie udała.

Niezła sztuka to kolejna pozycja w stosiku – Harry Potter i przeklęte dziecko. Kupiłam, choć zarzekałam się, że nie kupię. Ale ciekawość wzięła górę, no i kupiłam. Nie żebym nie wiedziała, co mnie czeka, ale w sumie stwierdziłam, że chcę się przekonać o tym jak najszybciej. I przekonałam się, a weekend wy dowiecie się, co ja o tym sądzę. Csssiii! Nic nie mówię.

Czterdzieści i cztery za to było najbardziej oczekiwaną książką ostatnich tygodni. I to w wielu aspektach – uwielbiam prozę Krzyśka, więc kiedy tylko dowiedziałam się, że wydaje kolejną powieść, cholernie się ucieszyłam i jak głupia czekałam na premierę. Którą przespałam. Tak, przegapiłam premierę oczekiwanej przeze mnie powieści. Trzeba być Serenity, żeby coś takiego zrobić. I kiedy wreszcie się ogarnęłam – poszłam po rozum do głowy… znów czekałam. Tym razem na paczkę z książką, która długo, długo nie przychodziła. Ale jest! Jest już w moich łapkach i wygląda prześlicznie. Doszły mnie słuchy, że podobno w środku też jest świetnie, więc… oczekuję tylko okazji, żeby zabrać się za lekturę!

Oba tomy Opowieści sieroty stoją od dawna na mojej półce. Właściwie to nawet od roku – kupiła mi je pewnego razu Moreni w jakiejś taniej książce czy w jakimś hipermarkecie. I jakoś tak się zdarzyło, że pomiędzy stosikiem 25 a 26 o nich kompletnie zapomniałam. I zapomniałam o nich na dłużej. Dopiero niedawno, ale już po poprzednim stosiku z niejaką konsternacją, że hej, ale przecież ja ich nie prezentowałam w stosiku. I tak po roku, oficjalnie mogę je pokazać.

A pod nimi skrywają się Najeźdźcy z Północy – drugi tom cyklu wikińskiego Radosława Lewandowskiego. Pierwszy średnio przypadł mi do gustu, ale postanowiłam zaryzykować i sprawdzić, czy z drugim będzie lepiej, a historia mnie wciągnie. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy po rozpakowaniu mojego egzemplarza to zmianę szaty graficznej wydania – drugi tom ma lakierowaną okładkę, w przeciwieństwie do matowej okładki Wilczego dziedzictwa, co mnie nieco zirytowało. Poza tym ja średnio lubię mocno lakierowane okładki, a ta taka jest. Oby to było ostatnie, na co będę narzekać przy Najeźdźcach.

Być może już w ten weekend będziemy mieli dla was niespodziankę (poza tekstem o Potterze), więc stay in touch, polubcie nasz fanpage i bądźcie na bieżąco. Możecie nas śledzić też za pomocą Bloglovin’ oraz zBLOGowanych. Jesteśmy też na Patronite.pl.

Sharing is caring!

4 thoughts on “Stosik #31 – na jesienną chandrę i niechciejstwo megastos

  • 18 listopada 2016 at 16:07
    Permalink

    Książka nie zając, nie ucieknie. Ja przegapiłem rocznicę swego bloga, ale w sumie też wielce się nie zmartwiłem. Ciekaw jestem wrażeń z “Rzek Londynu” – mi dwa pierwsze tomy serii się podobały bardzo i ciekaw jestem, czy MAG jeszcze do niej wróci.

    Reply
    • 19 listopada 2016 at 17:58
      Permalink

      Moreni coś mi kiedyś mówiła, że chyba MAG nie planował póki co wydawania kolejnych tomów. Ale nie wiem, czy dobrze to pamiętam 😛 To było już jakiś czas temu 🙂

      Reply
  • 22 listopada 2016 at 00:18
    Permalink

    Wiele z tych książek ma genezę we mnie.:D Czekam na recki tego, co ode mnie wzięłas oraz Aaronovitcha i Piskorskiego. No i nie opychaj nigdzie Pottera, dopóki go od Ciebie nie pożyczę. 😀

    Reply
    • 23 listopada 2016 at 10:51
      Permalink

      Hahaha, generalnie wiele książek przeze mnie przeczytanych ma genezę w twoich polecankach. 😛 Zaczęłam dzisiaj Piskorskiego i o matulu, nie mogę się od niego oderwać. 🙂

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *