Someone Else’s Shadow – „Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” Anety Jadowskiej

„Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” to pierwszy tom cyklu powieściowego o Nikicie, autorstwa Anety Jadowskiej, należącego do Thorn Universe. I choć początkowo nastawiałam się bardzo negatywnie do „Dziewczyny” to po lekturze jestem szalenie zadowolona.

Nikitę czytelnicy poznali przy okazji „Zwycięzca bierze wszystko”, kiedy to przyjęła kontrakt na pozostającego pod opieką jej przyjaciółki Dory, Abaddona. Od tamtych wydarzeń minęły trzy lata, Nikita wyciągnęła ze swojej porażki kilka ważnych lekcji i przede wszystkim wnikliwiej analizuje zlecenia. Względna równowaga zostaje zaburzona przez pojawienie się Robina – świeżo przydzielonego do Nikity partnera. Jednocześnie dookoła dziewczyny zaczynają się dziać inne niepokojące rzeczy – ktoś przysyła jej bukiet kwiatów i porywa jedną z bliskich jej osób.

Akcja „Dziewczyny z Dzielnicy Cudów” dzieje się w zupełnie nowym miejscu – a właściwie miejscach, magicznych odpowiednikach stolicy. Wars i Sawa nie jest milutkim, przyjemnym Thornem, ani nawet nie są podzielonym na strefy wpływów Trójprzymierzem. Wars i Sawa to specyficzne miasta – los prawdziwej Warszawy odcisnął swoje negatywne piętno na magicznych odpowiednikach. Jak dowiadujemy się z relacji Nikity niegdyś były to dwa prężnie rozwijające się miasta – dziś stanowią cień siebie – a właściwie nie tyle cień, co swoje odbicie w krzywym zwierciadle. Sawa – dawniej ośrodek białej magii, zamieszkany przez spokojne wiedźmy ziemi – jest teraz dziką puszczą, w której panoszą się zmutowane stworzenia. Wars zawieruchę wojenną przetrwał nieco lepiej – da się w nim żyć, a przynajmniej w niektórych jego częściach – Twierdzy, Przylepce i Dzielnicy Cudów (ta ostatnia jest niezwykle interesująca – zatrzymana w czasie, ze specyficzną magią, nostalgiczna i przedwojenna) Jadowska maluje w „Dziewczynie” miasta z bliznami, nieidealne, niebezpieczne, ale mające swoje piękne i spokojniejsze strony.

Wars i Sawa (nadal nie rozgryzłam, które znajduje się po której stronie Wisły) idealnie pasują do Nikity, ich obraz świetnie współgra z obrazem głównej bohaterki. Bo Nikita w „Dziewczynie z Dzielnicy Cudów” nie przypomina siebie ze „Zwycięzca bierze wszystko”. Jadowska pozwoliła dojrzeć swojej postaci, dała jej charakter i rozterki, problemy i małe radości. To dziewczyna połamana przez los i samą siebie, poskładana i z bliznami na duszy, rozdarta pomiędzy tym, co wpoiła jej apodyktyczna matka, tym czego się boi i tym, czego by dla siebie chciała. Co prawda na koniec powieści zdaje się niebezpiecznie dryfować w stronę Dory i jej tendencji do przygarniania kolejnych przystojnych sierotek.

Plejada postaci jest moim zdaniem trochę ciekawsza niż w heksalogii – może dlatego, że więcej jest w otoczeniu Nikity postaci niejednoznacznych, niepodobnych do siebie. Wokół Dory zawsze były postacie w głównej mierze o jasnych, czystych intencjach, dobre choć czasami porywcze i zabijające dla sprawy. Tymczasem Nikita porusza się w kręgu osób i kontaktów, które średnio można byłoby nazwać „dobrymi”, czy „bezinteresownymi”, a ich intencje w większości przypadków nie są czyste. Wystarczy spojrzeć chociaż na teoretycznie pozytywne postaci panien Borman, żeby przekonać się, że obie kierują się dość specyficznie pojmowanymi zasadami moralnymi i mimo przywiązania do swoich „dziewczynek” w imię dobra dzielnicy czy też specyficznie pojmowanych przepowiedni są gotowe poświęcić jedną z nich. Najbardziej niejednoznaczny jednak jest czarny charakter w tej powieści – wiąże się z nim niemalże główny plot twist całej powieści.

„Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” świetnie radzi sobie z akcją i wątkami, które przenikając się tworzą spójną i całkiem interesującą całość. Mamy wątek kryminalno-śledczy, dotyczący tytułowej dziewczyny z Dzielnicy Cudów; co i rusz na powierzchnię wypływa przeszłość Nikity. Do tego należy dodać jeszcze tajemniczego Robina, połączyć to zgrabnie z elementami budującymi relację społeczne i dostajemy całkiem sympatyczną powieść. Bardzo podoba mi się również kwestia, że w „Dziewczynie” nie było wątku romansowego – perypetie sercowe Dory Wilk wciąż odbijają mi się mocną czkawką.

Nie mogę się jakoś opędzić w porównywaniu powieści o Nikicie z powieściami o Dorze, więc pozwolę sobie również na zasadzie tego porównania opowiedzieć o języku i stylu powieści. Cóż, widać sporą różnicę w języku i w stylu pomiędzy heksalogią i „Dziewczyną z Dzielnicy Cudów”, na korzyść tej drugiej – Jadowska jakby nabrała lekkości w piórze (albo to mi przestało ciążyć jej pióro), język stał się trochę przyjemniejszy (mniej w nim złośliwości, oceniania czy pejoratywnych określeń). Przy okazji muszę też nadmienić, że jedno w pisarstwie toruńskiej autorki się nie zmieniło – jeżeli polubi jakieś słowo/powiedzonko na etapie pisania można być pewnym, że będzie się pojawiać dość często w powieści. Na etapie „Dziewczyny z Dzielnicy Cudów” było to wyrażenie „frenetyczny”, którym określała sposób pisania Karmy czy też odgłos kroków na schodach/deszczu uderzającego o dach.

„Dziewczynę z Dzielnicy Cudów” polecam naprawdę gorąco i serdecznie, bo mamy tu do czynienia z naprawdę sprawnie napisaną powieścią rozrywkową, która wciąga i nie pozwala się oderwać od lektury. Ma wszystko, co sprawia, że mogę z czystym sumieniem powiedzieć „Czytajcie!”: rozbudowaną i wielowarstwową intrygę, niejednoznaczne postaci i naprawdę przemyślany świat przedstawiony. Jednym słowem: czytajcie, bo to dobre jest!

PS. Tytuł notki pożyczyłam sobie z serialu Nikita, ale mam wrażenie, że wybitnie pasuje do powieści 😉

Sharing is caring!

2 thoughts on “Someone Else’s Shadow – „Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” Anety Jadowskiej

  • 30 listopada 2017 at 10:24
    Permalink

    Jako bydgoszczanin nie zawiesić niewiary tak wysoko, by uwierzyć, że Thorn może być milutki i przyjemny 😛 A tak serio – dobrze wiedzieć, że to rozrywka na takim poziomie. Czasem przecież trzeba po prostu się rozerwać.

    Reply
    • 30 listopada 2017 at 12:13
      Permalink

      Ciekawe czy Bydgoszcz ma swój magiczny odpowiednik w Uniwerum Thornu 😛 A jeśli ma, czy nie jest to świat bardziej pierwotny niż Sawa 😛 No dobra, wychodzi ze mnie torunianka 😛

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *