“She-Wolves: England’s Early Queens” lub o tym, jak zrobić najbardziej sztampową produkcję popularnonaukową

Uwielbiam oglądać popularnonaukowe programy historyczne. Zdecydowanie dlatego, że najbardziej bawi mnie ich formuła – jest sobie nawijający pod tezę naukowiec (albo i nie, bo może być to również historyk-pasjonat) i są też pewne schematy montażowe, które się w takich programach pojawiają. I to właśnie odkrywanie tych typowych zagrywek jest dla mnie większą zabawą niż słuchanie „specjalisty” opowiadającego o temacie (dobra, dobra jeśli nawija interesująco i nie jestem w stanie wytknąć mu na pierwszy rzut oka błędów to cieszy mnie również poszerzanie wiedzy).

„She-Wolves: England’s Early Queens” od razu zwrócił moją uwagę, bo dotyczył kobiet na tronie, a to zjawisko, które zawsze mnie fascynowało. Postanowiłam bezzwłocznie obejrzeć program, zwłaszcza, że były to tylko trzy odcinki po pięćdziesiąt minut. I nie kryję swojego rozczarowania.

Zacznijmy od tego może, że sam temat można przedstawić na kilka różnych sposobów. Pierwszy to postawienie tezy: bycie królową w średniowiecznej Anglii było trudne, ponieważ mężczyźni uzurpowali władzę tylko dla siebie. Drugi sposób przedstawiłby temat z bardziej neutralnej strony i omówiłby problemy, z którymi może się spotkać król-kobieta. Z trzeciej strony można oczywiście założyć, że kobiety nie nadają się do sprawowania władzy i tak przedstawić panowanie wszystkich kobiet, żeby potwierdzić swoją teorię. Tak, dobrze myślicie, dr Helen Castor wybrała właśnie tę trzecią tezę i przez wszystkie odcinki podkreślała, że „władza jest mężczyzną” i kobiety nie są w stanie odpowiednio jej sprawować. Ja się absolutnie z tym nie zgadzam, ale nie chodzi teraz już o to.

W pierwszych dwóch odcinkach szanowna pani prowadząca pokazuje cztery kobiety, które chciałby sprawować rządy samodzielnie jako królowe: Matyldę (wnuczkę Wilhelma Zdobywcy), Eleonorę Akwitańską, Izabelę Francuską i Małgorzatę Andegaweńską. Problem pojawia się już w momencie, w którym fakty i założenia doktor Castor nieco się rozchodzą. Najbardziej widać to przy Eleonorze, którą prowadząca przedstawiała jako „wilczycę” dążącą do władzy, jednak z przedstawionej faktografii wynikało, że przede wszystkim dążenia Eleonory ograniczały się właściwie do zabezpieczenia sukcesji dla swoich synów, a nawet co ważniejsze jedynie do poparcia ich starań o udział w rządach.

Najbardziej jednak teza o tym, że w sprawowaniu władzy lepsi są mężczyźni niż kobiety, była widoczna w odcinku trzecim, w omówieniu panowania Elżebiety I. Doktor Castor przedstawia w przychylnym świetle rządy Królowej-Dziewicy, aby na sam koniec wyciągnąć wniosek, że nie poradziła sobie ze sprawowaniem władzy ze względu na to, że nie zapewniła naturalnego potomka i dziedzica linii Tudorów, bo była królową, a na pewno nie poradziłaby sobie z jednoczesnym rządzeniem i byciem matką/żoną. I tu następuje stwierdzenie faktu, że „władza jest rodzaju męskiego”, a także tego, że „władza nie pasowała do kształtu kobiecych rąk”. Nie mogłam parsknąć śmiechem.

Jednak bardziej śmieszą mnie klisze, które pojawiają się w tym dokumencie. Za każdym razem, kiedy mowa jest o wojnie (domowej czy innej) pojawiają się klasyczne niemalże ujęcia na walczących bez ładu i składu rycerzy. Ewentualnie można zrobić też przebitkę na płomienie, żeby zasugerować, że „kraj stoi w ogniu wojny domowej”. Jeśli mowa jest o tym, że ktoś przemieszcza się z miejsca na miejsce to oczywiście mamy ujęcie tych samych końskich kopyt poruszających się na tej samej drodze (serio to było rozbrajające – „królowa, król i jego kochanek uciekali” i pojawia się patatajanie, potem „królowa przemieściła się do miejscowości X” i znowu te same kopytka robią patataj – jakby monarchia angielska miała tylko tego jednego konia i na nim przez całe wieki galopowała). Jeśli pojawia się informacja o tym, że króla odwiedziła jakieś miejsce, bądź w nim przebywała kilka ujęć na ruiny/wnętrze zamku/kościoła/opactwa/wieży z autorką chodzącą gdzieś tam w tle, ewentualnie przysiadającą na chwilę, by poprowadzić narrację. Jak zwykle z resztą są też inne klasyczne chwyty typu prowadząca idzie sobie gdzieś nie wiadomo po co i gdzie albo przebitki na teraźniejszy Londyn z jego wieżowcami, co jest niezmiernie zabawne, bo nie mają zupełnie związku z omawianą faktografią.

Problemem „She-wolves” jest również kwestia błędów, które może zauważyć nawet laik. Doktor Castor czasami dodaje trochę lat swoim królowym, czasami ich ujmuje – widoczne było to na przykładzie Eleonory Akwitańskiej, która w pierwszym momencie została przedstawiona jako piętnastolatka, po czym zaraz po chwili prowadząca mówi o tym, że siedemnastoletnia księżna poślubiła króla Francji, mimo że opowiada o tym samym roku (1137). O błędach merytorycznych w stylu zrobienia z Henryka Młodego Króla najstarszego syna Eleonory i Henryka II nie wspomnę, bo musiałabym też wyliczyć kolejne uproszczenia lub pominięcia (takie jak chociażby brak informacji o kwestii tego, że Elżbieta I na kilka lat przed śmiercią miała wyznaczonego dziedzica korony, a pierwotnie planowała nawet, że rządy po niej obejmie kolejna królowa).

Ciężko mi polecić „She-wolves”, bo to serial popularnonaukowy, w którym autorka realizuje założoną przez siebie tezę nawet mimo faktów (zwracam uwagę na podsumowanie, jakie wystawiła Elżbiecie I). Mogę go polecić bardziej twórcom w Polsce jako materiał instruktażowy, dzięki któremu unikną powielenia kolejnych klisz przy produkcji swoich programów popularnonaukowych.

Sharing is caring!

4 thoughts on ““She-Wolves: England’s Early Queens” lub o tym, jak zrobić najbardziej sztampową produkcję popularnonaukową

  • 13 września 2016 at 18:53
    Permalink

    ” jakby monarchia angielska miała tylko tego jednego konia i na nim przez całe wieki galopowała”
    Monarchia jak monarchia, ale może producent miał tylko jeden budżet i stać go było tylko na jeden stockowy filmik z końskimi kopytami.;D

    Oraz różnych chwytów montażowych bym ię jednak nie czepiała. Nie ma w nich nic złego, o ile nie używa się ich do zmanipulowania jakichś faktów (a na przykład w seriach przyrodniczych też mamy często prowadzącego/prowadzącą spacerującego po jakimś istotnym miejscu i omawiającego co istotniejsze detale. To chyba po prostu szkoła brytyjskiego programu popularnonaukowego, taka formuła, zupełnie neutralna – i w ciągu ostatnich kilkunastu lat wyeksportowana do USA zresztą).

    Reply
    • 13 września 2016 at 21:07
      Permalink

      Ależ ja się nie czepiam tych chwytów montażowych, podśmiewam się tylko, że w tym serialu stosowali je z taką lubością, jakby nie było innego materiału do wykorzystania (a wiemy, że Anglia ma w wuj i ciut materiału do wykorzystania). Bardzo podobały mi się momenty, w których prowadząca dobierała się na przykład do królewskich pieczęci, żeby przedstawić ich symbolikę. To było takim ładnym łamaniem tego jej standardowego wywodu.

      Reply
  • 16 września 2016 at 17:33
    Permalink

    Nie pasowała do kształtu kobiecych rąk? Serio serio? Co to niby miało oznaczać? Ciekawe, że to kobieta zdecydowała się na taką interpretację.

    Reply
    • 17 września 2016 at 12:29
      Permalink

      Naprawdę nie wiem, co autorka miała na myśli, ale brzmi to tak abstrakcyjnie, że na moment się zawiesiłam w trakcie oglądania… Aż przewinęłam sobie i obejrzałam jeszcze raz, żeby sprawdzić czy przypadkiem się nie przesłyszałam.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *