Seriale porzucone, seriale niechciane, seriale niekochane?

Lubię oglądać seriale. I choć nie potrafię ostatnio binge-watchować to od czasu do czasu marzy mi się, żeby mieć tydzień albo dwa wolnego i móc nadrobić wszystkie serialowe zaległości, wrócić do niedooglądanych serii, przerwanych i porzuconych.

Zdarza się wam to? Że zaczynacie oglądać jakiś serial i potem go nie kończycie? Że coś co z początku przyciągało i zmuszało do czekania na kolejny odcinek przez kolejny tydzień nagle przestało was czarować?

Mi czasami się to zdarza. I to nawet w przypadku seriali, o których w życiu nie powiedziałabym, że przestaną mnie interesować. Co najgorsze – dzieje się tak zazwyczaj w środku sezonu, nie na jego końcu. Porzucam więc bohaterów lubianych i ulubionych serialu w trakcie ich przygód, pozostawiając ich w kolejnej sytuacji bez wyjścia, w kolejnych tarapatach. I jakoś nie czuję ochoty czy potrzeby, żeby wrócić do nich i zobaczyć, co tam słychać, czy coś się zmieniło, jak sobie poradzili z kłopotami, które mieli. Zupełnie jakby dla mnie już umarli (choć nigdy tak naprawdę nie byli żywi, bo przecież są tylko wymyślonymi postaciami), mimo że na ekranie i w scenariuszu ich przygoda trwa dalej.

A wiecie, że jeśli dooglądam sezon do końca to istnieje spora szansa na to, że serialu nie porzucę? Nawet jeśli mnie jakieś fragmenty mocno irytują, to w moim przypadku istnieje niewielka szansa na to, że nie będę oglądać kolejnego sezonu. I dopiero po międzysezonowej przerwie rozstrzyga się, czy dooglądam rzecz do końca, czy może porzucę. Ale nieczęsto zdarza mi się porzucić serial pomiędzy sezonami. Wtedy raczej odkładam go „na później”, choć czasami jest to bardzo odległe później.

Z „The Walking Dead” rozstałam się po pięciu i pół sezonach. Właściwie bez żalu, bo choć lubiłam serial, to ile można, prawda?

Tymczasem przerywanie serialu w trakcie oglądania, porzucanie go zdarza mi się nader często. I nie mówię tu o takich produkcjach, których śledzenie zakończyłam po pierwszym odcinku. Bo od tego właśnie są „piloty” – żeby sprawdzić, czy serial się nam podoba, czy nie. I to bardzo naturalne i niespecjalnie okrutne – rozstać się z tytułem zanim jeszcze polubimy jego bohaterów, a ich losy zaczną nas interesować. Dużo bardziej bezduszne jest porzucenie znanych nam już postaci, miejsc i sytuacji.

A jednak to mi się zdarza. I często trudno powiedzieć, dlaczego tak robię. Czasami okazuje się, że mam już dość ciągłych plot twistów i kłód rzucanych pod nogi bohaterom. A jeśli fajny serial przerodził się w telenowelę z miliardem sezonów i odcinkami jeden podobnym do drugiego to po prostu się odechciewa. Przed porzuceniem nie powstrzymają mnie lubiani bohaterowie ani nadzieja na to, że może w końcu twórcy znudzą się ciągłym dręczeniem postaci i pozwolą im na odpoczynek, a serial wreszcie się skończy, ustępując na antenie jakiejś innej historii. Tak miałam z „The Walking Dead” – w pewnym momencie po prostu przestałam śledzić losy Ricka i spółki, przestało mnie obchodzić, co jak i kiedy, kto z kim i po co. Oglądanie zakończyłam dosłownie z dnia na dzień – po prostu po obejrzeniu któregoś tam z kolei odcinka, w następnym tygodniu po prostu już nie oglądałam. I w kolejnym również. I tak dalej, i tak dalej. Na początku trochę tęskniłam, zwłaszcza za Darylem, Rickiem i Judith, ale mi przeszło. I nie mam ochoty wracać.

W przypadku „Agentów” trochę się waham i zastanawiam, czy nie warto byłoby wrócić do oglądania

Zupełnie inaczej rzecz się miała w przypadku rozstania z „Agents of SHIELD”. Z resztą z tym serialem miałam trudną relację – rozstawaliśmy się, potem ja wracałam, potem znów porzucałam. Ostatecznie porzuciłam go na początku sezonu czwartego, co w sumie było składową kilku wrażeń. Przede wszystkim twórcy postanowili zafundować nam powrót irytującej Skye, co w połączeniu z bardzo dużą ilością wątków, komplikowaniem sytuacji sprawiło, że Ghost Rider, który miał być, hm, gwiazdą sezonu gdzieś zniknął i nie zagrał większej roli. Przemęczyliśmy się z Turelem z dwoma odcinkami czwartego sezonu i daliśmy sobie spokój. Od czasu do czasu rozważamy powrót do Agentów, zwłaszcza że wrócił do serialu Brett Dalton, którego oboje strasznie lubimy.

Do serialu potrafi mnie również zniechęcić brak akcji. Albo totalny brak klimatu. Zdarza się to zwłaszcza w drugich i kolejnych sezonach – zwłaszcza kiedy pierwszy sezon niesamowicie mnie oczarował, ociekał specyficznym klimatem, czy wciągał akcją, a potem okazuje się, że w drugim sezonie czar pryska i niby wszystko jest w porządku, ale brakuje przyciągania (taka sytuacja przytrafiła się przy „Agentce Carter”).

Nie płaczę za Ragnarem, bo jego życiowe wybory zaczęły mnie irytować, nie płaczę po Flokim, bo poszedł w zupełnie nie w tą stronę. Nie tęsknię za Bjornem ani za Rollonem. Może od czasu do czasu wspomnę Lagerthę, ale to z czystego sentymentu…

Innym jeszcze przypadkiem jest jeszcze opcja, kiedy moje oczekiwania co do kształtu serialu rozmijają się z tym, co prezentują twórcy. Koronnym przykładem mogą być „Wikingowie”, od których oczekiwałam bardziej historycznego podejścia, a którzy z sezonu na sezon stawali się coraz bardziej mistyczni i mityczni, porzucając realizm na rzecz coraz większej mitologizacji. I gdyby ten serial od razu tak realizowano to nie miałabym nic przeciwko. Ale dano nam nadzieję, że będzie to produkcja w dużej mierze historyczna (choć z realiami zawsze był problem, ale to temat na osobną notkę, a nawet na podcast), a potem to zmieniono. No a później zaczęło wiać nudą, choć było pełno akcji – cały urok prysł.

Mogłabym godzinami mnożyć powody, dlaczego porzucam seriale. Ale chyba nie ma potrzeby, bo wyżej macie te najważniejsze. Za to zamiast podsumowania chciałabym powiedzieć, że w moim przypadku nigdy nie ma takiej sytuacji, że „podejmuję decyzję” o porzuceniu. Nie zastanawiam się nad tym, po prostu kończę przygodę z danym serialem. Przestaję po prostu oglądać, spontanicznie, bez rozważania, czy zrobiłam dobrze. A jak to wygląda u was? Porzucacie seriale, czy zmuszacie się, żeby dokończyć raz rozpoczęty serial, nawet jeśli idzie wam to jak po grudzie?

One thought on “Seriale porzucone, seriale niechciane, seriale niekochane?

  • 30 marca 2017 at 17:31
    Permalink

    Ech, tyle jest tych seriali, że nie da się wszystkich obejrzeć. Ja też mam kilka takich, które zostawiłam i do nich nie tęsknię, ale nawet nie pamietam do końca, dlaczego postanowiłam po prostu nie oglądać kolejnego sezonu („New Girl”, „The 100”, „Bates Motel”, „Dreadful Penny”, „Elementary” itd.), a do niektórych nie byłam już w stanie usiąść po binge watchingu poprzednich sezonów („Banshee”, „Sons of Anarchy”). Najgorzej, jak moja aplikacja pokazuje mi później, ile jeszcze powinnam obejrzeć i nagle widzę informację, że zostało mi ponad 300 odcinków do obejrzenia… 😀

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *