Ranking filmów MCU wg Serenity i Turela

Ichabod jakiś czas temu zaprezentował zestawienie filmów MCU od najmniej lubianego do tego najbardziej. W finale materiału zachęcił również do dzielenia się swoimi topkami. Oto przed wami nasz ranking filmów z MCU.

Miejsce 13

Serenity: The Incredible Hulk
Ten film jest tak przeraźliwie nudny, że przemocą musiałam się powstrzymywać przed zaśnięciem. Edward Norton straszliwie mi nie pasował jako Bruce Banner (przypominam, że Incredible Hulka obejrzeliśmy na długo po pierwszych Avengers), a całość niestety po prostu wyglądała nieciekawie. Jedynym plusem tego filmu była Liv Tyler, którą uwielbiam i którą miło było ponownie zobaczyć na ekranie.

Turel: The Incredible Hulk
Nic więcej nie mam do dodania :3

 

Miejsce 12

Serenity: Iron Man 3
Czy ja muszę mówić, jak bardzo to był zły film? Rozwleczony ponad miarę, nieudany, bez jakiegokolwiek pomysłu i niestety nie ratuje go Robert Downey Jr w roli Tony’ego Starka, bo jest jakiś taki mdły i… brakuje mu polotu. Stawiam go o jedno miejsce wyżej niż Incredible Hulka tylko dlatego, że, cóż, uważam Hulka za zdecydowanie gorszy film.

Turel: Iron Man 3
Nudny, nieciekawy i rozwleczony. Świetnie udowadnia, że Iron Man lepiej wypada w filmach grupowych niż indywidualnych. Dodatkowo ktoś chyba nie mógł się zdecydować jakiego villaina  chce mieć w filmie.

 

Miejsce 11

Serenity: Avengers: Age of Ultron
O Age of Ultron mówiłam wiele, ale powtórzę to raz jeszcze. To beznadziejny film, z wielgachnymi problemami scenariuszowymi, kiepsko wprowadzający do uniwersum nowe postacie. Najgorzej jednak wypada główny przeciwnik: Ultron zamiast być wielkim złym robotem w fandomie zaczął pełnić rolę comic reliefu („Spędził pięć minut w internecie, postanowił zlikwidować całą ludzkość”). Jedynie fragmenty tego filmu da się oglądać bez zażenowania.

Turel: Iron Man 2
Hejtu nad Iron Manem ciąg dalszy. Nie lubię Starka jako postaci i co za tym idzie wszystkich solowych filmów z nim.

Miejsce 10

Serenity: Iron Man 2
Muszę przyznać się wam bez bicia. Ja prawie nie pamiętam tego filmu. I z tego względu, że jest to produkcja tak nie zapadająca w pamięć (prawdopodobnie dlatego, że jest tak nijaka) Iron Man 2 trafia na tak niską lokatę. A wiecie co jest najgorsze? Nie ciągnie mnie do tego, by odświeżać sobie ten film, co oznacza, że niezbyt mi się za pierwszym razem podobał.

Turel: Iron Man
Once again. Czy muszę się powtarzać?

Miejsce 9

Serenity: Iron Man
Tylko o oczko wyżej od poprzednika, bo to w sumie nie był jakiś szokująco dobry produkt. Nie był też zły, ale mam wrażenie, że moje zachwyty w momencie jego obejrzenia wynikały głównie z tego, że był to pierwszy taki film – nowe kino superbohaterskie urodziło się wraz z powstaniem Iron Mana. I zdecydowanie zachwycał Robert Downey Jr, który niestety trochę mnie teraz nudzi jako Tony Stark (czuję podobne zmęczenie materiału jak w przypadku Johnny’ego Deppa i jego Jacka Sparrowa).

Turel: Avengers: Age of Ultron
Batman vs Superman od Marvela. Masa pociętych wątków, nieprzemyślany sposób prowadzenia fabuły i reżyser z fochem, który chciał stworzyć arcydzieło a kazali mu zrobić blockbustera.

Miejsce 8

Serenity: Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie
To już jest ten moment, w którym wybieram z filmów, do których regularnie wracam i będę wracać. Dlaczego zatem na najniższym z tych miejsc, trochę poniżej połowy stawki umieszczam pierwszego Kapitana? Cóż, lubię tę produkcję, ale dostrzegam w niej za dużo wad, by móc umieścić go na wyższej pozycji. Przy każdym seansie rzuca mi się w oczy straszna dysproporcja pomiędzy poszczególnymi fragmentami historii i jestem bardzo niepocieszona z powodu skrótowego przedstawienia wojennych perypetii Kapitana i Howling Comandoes. I boli mnie fakt, że Red Skull nie mówi po niemiecku.

Turel: The Avengers
Od samego początku nie lubiłem tego filmu. Ciągle uważam go za niedopracowany. Na plus wypada tylko to, że nakręcił wtedy takie ilości hypu, dzięki którym powstają obecne filmy.

Miejsce 7

Serenity: The Avengers
Ten film to takie moje guilty pleasure. Wiem, że nie jest najlepszy i ma swoje wady, ale oglądam go z niemałą przyjemnością. Jest dość zabawnie, jest odpowiednia ilość akcji, ale i tak właściwie oglądam Avengers ze względu dla chyba najlepszego villaina, jakiego stworzyło do tej pory MCU. No i wizualnie nadal jest to dobry film, mimo czterech lat na karku.

Turel: Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie
Ponieważ jest to całkiem dobry film. W bardzo przystępny, lekki i nienachalny sposób przedstawia origin story Największego Bohatera Ameryki.

Miejsce 6

Serenity: Thor
Uwielbiam pierwszego Thora i przez długi czas był w czołówce moich ulubionych filmach w MCU. To zdecydowanie najlepszy film fazy pierwszej. Za to, że Kenneth Brannagh zrobił film superbohaterski, z którego czuć szekspirowski duch. Ale ta produkcja przede wszystkim to świetnie napisane i zagrane postaci Odyna, Thora i Lokiego. I choć zawsze zgrzytam na wątek „midgardzki” (bo jest w sumie dość nudny i z chęcią pozbyłabym się z niego Jane, pozostawiając niesamowitą Darcy), to muszę przyznać, że do czasu The Dark World był to mój ulubiony film z MCU.

Turel: Kapitan Ameryka: Civil War
Przyznam się szczerze. Film sam w sobie jest świetny. Wszystko w nim perfekcyjnie zagrało za wyjątkiem fabuły. Po prostu nie kupuję całej historii i jak dla mnie jest strasznie mocno naciągana. Dodatkowo wyrządzili tej produkcji straszną szkodę nazywają ją „Civil War” i nakierunkowując trailerami na film o czymś zupełnie innym. A tak dostaliśmy bajkę o dzieciakach które pokłóciły się o kolegę kolegi.

Miejsce 5

Serenity: Kapitan Ameryka: Civil War
To jednocześnie wysokie miejsce jak na film, który widziałam do tej pory tylko jeden raz, ale z drugiej strony też dość niskie (nie wszedł do pierwszej trójki). Z całego swojego fanowskiego serduszka pokochałam Civil War (bo Bucky, bo świetny Black Panther, genialny Spidey i tyle humoru, że hej!), ale jest to też film, w którym dostrzegam trochę wad. Wciąż mam problem z Zemo, bo jego motywacje i działania jak dla mnie nie do końca są zrozumiałe. I wciąż mi smutno, bo Peggy nie żyje.

Turel: Thor
Pierwszy Thor ma wady. A nawet dokładnie jedną, definiującą wszystkie inne. Jest filmem bardzo szekspirowskim. Cała historia, przedstawienie postaci a nawet zwroty fabularne czy gagi mogą faktycznie być słabo przyswajalne przez ludzi nie przepadających za tego typu sztuką.

Miejsce 4

Serenity: Ant-Man
Nie spodziewałam się, jak bardzo spodoba mi się ten film. Właściwie idąc na niego liczyłam, żeby nie była to klapa porównywalna do Age of Ultron, a wyszłam z kina uchachana i niezwykle zadowolona. To największa niespodzianka i za każdym razem bawi tak samo, a akcja, choć nie zaskakuje jak za pierwszym razem, to nadal pozwala się cieszyć ciekawą intrygą i swoją płynnością. No po prostu mały majstersztyk, zwłaszcza że nikt się tego nie spodziewał po tym filmie. No i Louis.

Turel: Thor: The Dark World
Bo ja bardzo lubię „Mroczny Świat”. Jest to typowy film przygodowy fantasy. W porywach nawet familijny. Nie przebił co prawda mojego prywatnego lidera gatunku w osobie
Hellboya: Złotej Armii, ale jest to poprawny i bardzo przyjemny dla oka obraz.

I teraz przechodzimy do podium.

Miejsce 3

Serenity: Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz
Och, bałam się bardzo, że z powodu intrygi będzie to produkcja dobra tylko na jeden raz. Myliłam się, bo choć cała sprawa nie zaskakuje to nadal miło się ogląda jak ładnie to wszystko poprowadzono. Ale nawet jeśli ciężko byłoby mi obejrzeć ten film drugi raz, bo znam fabułę i mnie nie zaskoczy, to muszę wyrazić swoje uznanie wobec twórców za to, że trailery całkowicie nas zmyliły. Po drugie – te walki, och cholera jasna, choreografie są tak świetne, że aż płakać się chce, kiedy się to ogląda.

Turel: Ant-Man
Film w zupełnie innej skali niż wszystkie poprzednie. Nie ma tutaj żadnego górnolotnego planu ratowania świata przed złym robotem czy innymi kosmitami. Jest za to bardzo prywatny konflikt interesów spowodowany bardzo prywatnymi problemami rodzinnymi. Co prawda niby gdzieś tam przewija się to zagrożenie na większą skalę ale i tak ustępuje ono bardziej ludzkiemu podejściu do całej akcji.

Miejsce 2

Serenity: Thor: The Dark World
Kocham ten film. I może nie jest to popularna opinia uważam, że jest to jeden z najlepszych filmów, jakie Marvel stworzył. Od czego by zacząć jego chwalenie? Że jest doskonałym kinem przygodowym z wyrazistymi postaciami (Jane się nie liczy), świetną chemią pomiędzy Thorem i Lokim? Że mogę wciąż i wciąż oglądać go i choć znam na pamięć to mi się nie nudzi (co podkreśla jak dobrze jest to zrealizowana przygodówka)? Że mamy tu świetnie zrobiony soundtrack? Że Asgard taki piękny i w końcu zaczął żyć, przestał ograniczać się do monstrualno-złotej Valhalli a pokazał się z takiej bliższej perspektywy? Ja wiem, że Malekith jest dla wielu przeszkodą w docenieniu tego filmu, ale spokojnie, są gorsi villaini w MCU.

Turel: Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz
Zanim pojawili się Strażnicy Galatyki, bezsprzecznie najlepszy film całego MCU. Dla mnie i nie tylko biorąc pod uwagę fakt, że to to właśnie bracia Russo stali się naczelnymi reżyserami uniwersum. Film wyjątkowy w każdym calu. Co prawda jak każda produkcja szpiegowska traci sporo przy ponownym oglądaniu jednakże i tak to nie przeszkadza to cieszyć się akcją.

Miejsce 1

Serenity: Guardians of the Galaxy
Najmniejsze zaskoczenie świata, prawda? Guardiansi to czysta rozrywka i to na najwyższym poziomie. To film, który udowodnił, że z niczego da się zrobić coś i to jeszcze z jaką klasą. I wszystko w nich jest świetne. Od gadającego szopa i chodzącego drzewa mówiącego tylko trzy słowa, przez muzykę, efekty specjalne (i scenografie, nie zapominajmy o scenografiach), aż do złego kosmicznego smurfa w postaci Ronana (tak, mówcie sobie co chcecie, ja uwielbiam Ronana!), idealnie przerysowanego. I ten humor! No poezja po prostu.

Turel: Guardians of the Galaxy
Będzie krótko. Gdyż każde nowe sf nie będące kontynuacją przedpotopowej franczyzy jest dobre. W szczególności gdy jeszcze się uda.

Sharing is caring!

10 thoughts on “Ranking filmów MCU wg Serenity i Turela

  • 4 lipca 2016 at 12:38
    Permalink

    Bardzo głęboko nie zgadzam się z miejscem pierwszym. Dla mnie Guardians to taka ciekawostka, ale poza jedną sceną z Grootem nic mnie w tym filmie nie poruszyło. I nie był śmieszny.
    Oczko wyżej jest Ant-Man, bo lubię heist movies. I stare Hulki, bo chociaż nieudane, to jednak miały swój urok.
    Na marginesie zauważę, że jestem fanką Tony’ego Starka z MCU i to zapewne rzutuje na moją opinię (ale nawet jak nie uważam IR2 za dobry film, a IR3 przydałaby się solidna edycja).

    Reply
    • 4 lipca 2016 at 13:06
      Permalink

      Guardiansi to taki specyficzny rodzaj humoru i powiem szczerze, że na tych x seansów, które sobie zrobiłam to zdarzyło mi się jeden czy dwa razy nie śmiać.

      Dawaj swój ranking, może być bez komciów. Strasznie mnie ciekawi.
      Ale tylko MCU, bez starych Hulków 😛 Od Iron Manów do Civil War 🙂

      Reply
      • 11 lipca 2016 at 13:12
        Permalink

        Proszę, chyba o niczym nie zapomniałam :). Zgodnie z poleceniem, nie brałam pod uwagę Hulków:
        1.Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz najlepszy film pod względem fabuły, relacji między postaciami i klimatu.
        2.Thor: The Dark World Frigga. Chemia między Lokim a Thorem. Need I say more?
        3.Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów jedyny film, na którym byłam w kinie dwa razy. Ale jednak Zimowy Żołnierz miał bardziej zwartą fabułę.
        4.Iron Man bo bez niego nie oglądałabym MCU. Wpadłam w oczęta RDJ/TS jak śliwka w kompot.
        5.The Avengers pierwszy tak dobry film drużynowy. I wreszcie mój Hulk. (O Lokim nie wspominam, bo to oczywiste)
        6.Ant-Man bo ja kocham heist movies
        7.Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie bo to taki sympatyczny początek serii. I pierwszy raz polubiłam tak jednoznacznie dobrego bohatera.
        8.Thor film, który oglądam gdy jest mi źle. Mój ulubiony nordycki labrador stara się aportować młot. No i Loki! I Coulson! I Hawkeye!
        9.Iron Man 3 gdyby Pepper zginęła na końcu byłby o wiele lepszy, ale i tak jest spoko.
        10.Avengers: Age of Ultron wcale nie jest taki zły, jak twierdzi większość. No i jestem fanką wątku Hawkeye’a.
        11.Iron Man 2 nawet przy mojej miłości do postaci nie uważam tego za dobry film. Mimo, że była tam Czarna Wdowa.
        12.Guardians of the Galaxy zupełnie do mnie nie trafił, a miałam wobec niego duże nadzieje.

        Reply
        • 11 lipca 2016 at 13:21
          Permalink

          Hm, i nie wzięła pod uwagę jedynego Hulka w MCU, czyli Incredible Hulka 😛

          Reply
          • 13 lipca 2016 at 09:57
            Permalink

            Miało byś bez Hulków ;). Zresztą, dla mnie dopiero Mark Ruffalo jest Hulkiem, cała reszta udawała.

          • 13 lipca 2016 at 16:30
            Permalink

            A to akurat wyjątkowa prawda – nie widziałam co prawda (albo wyparłam z pamięci) tego z Erikiem Baną, ale tego, który wchodzi w skład MCU, czyli Incredible Hulka z Edwardem Nortonem nie wspominam za dobrze (i nie wyobrażam sobie Nortona w Avengers).
            Ehm, chyba całe zamieszanie z Hulkiem jest moją winą, bo za stare Hulki, o których mówiłaś uznałam tego z Erikiem Baną i wcześniejsze.

  • 24 lipca 2016 at 04:36
    Permalink

    Uwielbiam Nortona, ale po co zgrywa się w takich produkcjach? Był świetny w Birdmanie, w Więźniu nienawiści, właściwie wszystko, czego się tknie, zamienia w złoto – i właśnie dlatego nie pasuje do sf i fantasy. Bo w tych gatunkach zawsze jakoś ważne jest uniwersum, postać nie może przesłonić całej fabuły, jak ma to miejsce w klasycznym dramacie.
    A co do rankingu to właściwie dla mnie to byłby płaski. Jak kolarski peleton na Tour de France, wszyscy dojeżdżają w stawce, gdyby nie… Loki. Loki, bez którego do mojego pulsu, mierzonego podczas projekcji można by dostrajać metronom. Jedynie Loki jest w stanie wywołać szybsze bicie serca – co nie znaczy, że zaraz zawał. A Starka lubię! Bo jest niepoprawny. Bo ma wyjebane. Za zestaw cech wprost przeciwnych lekceważę tego lalusiowatego Amerykę. Malekith jest spoko, spójna postać, nie wiem czy ktoś zauważył, jak dla mnie rzucające się w oczy i na pewno nie przypadkowe podobieństwo – raz do Roya Batty’ego (chodzi o Łowcę androidów of course), dwa – do samego Rutgera Hauera. Malekith wygląda jak Rutger Hauer, mówi jak Rutger Hauer… I ma podobne podstawy do żalu wobec Asgardczyków jak replikanci wobec Tyrell Company. BTW Blade Runner jest lepszy od każdego z wyżej wymienionych tytułów MCU. Bo nie należy do MCU. I nie tylko dlatego.

    Reply
    • 24 lipca 2016 at 10:38
      Permalink

      A oglądnęłaś resztę produkcji z Kapitanem? Bo on pokazali, że Steve ma też sporo negatywnych cech, co w końcu zrobiło z niego człowieka z krwi i kości.
      O, patrz nigdy mi się nie skojarzył Malekith z Royem Battym, ale może to dlatego, że ja taka mało Dickowa jestem. No i IMO Malekith wizualnie jest podobny do Roya ze względu na białe włosy i ten gniewny wyraz twarzy.

      Reply
      • 25 lipca 2016 at 15:09
        Permalink

        I nawet nos ma podobny… Powiem w tajemnicy, że kiedyś byłam fangirlsą Roya. Jednak odosobnioną i nieświadomą wówczas, że tak to się klasyfikuje. Prawie kota nazwałam po Dicku! 🙂 Ostatecznie został wprawdzie Nessusem (to po Laleczniku Pierson’a Larry’ego Nivena), ale rozważałam Nexusa, tylko rodzina zaoponowała. No i Nessus miał więcej szczęścia niż cała generacja Nexus 6, więc…

        Reply
        • 25 lipca 2016 at 15:18
          Permalink

          Katarzyno, proszę proszę jakich ciekawych rzeczy można się o Tobie dowiedzieć 😛

          Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *