Paszkwil na opaskę lub oda do identa

Relacja z WCC wywołała ogromną burzę w social mediach, zwłaszcza moje narzekanie na opaskę spotkało się z rozlewającą się po internecie falą krytyki. Nie sądziłam, że akurat to zdanie zapadnie ludziom w pamięć, ale… no cóż generalnie sytuacja popchnęła mnie do napisania o opaskach kilku słów więcej.

Ogólnie uważam, że opaski to największe zło na konwentach, zaraz po kolejkonach do akredytacji i toalet. Naprawdę, gorsze od tego kawałka gumy/materiału czy papieru jest już tylko oczekiwanie z pełnym pęcherzem przed toaletą. Może to się wam wydać dziwne, ale cholera… taki mam po prostu do nich stosunek.

Zacznijmy od tego, że opaska na rękę nie jest najwygodniejszą rzeczą, którą na tej ręce możesz mieć. Tylko nie mówcie mi, że muszę wyjść ze swojej strefy komfortu, że skoro już przyszłam na konwent to muszę trochę niewygód pocierpieć. Nie, po prostu nie, opaski jak do tej pory zazwyczaj albo bardzo mocno mnie uwierały, albo ocierały, albo wpijały się w moją rękę. To nie jest też najprzyjemniejsza rzecz, z którą możesz spać czy brać prysznic – nie nadają się do tego papierowe, a i średnio sprawdzają się te materiałowe (brrr… kawał mokrej szmatki na ręce nie jest niczym miłym).

Nieprzyjemne doświadczenia związane z opaskami nie kończą się na kwestiach tylko niewygody. Ja po prostu do opasek mam trwały uraz. Winą za to obarczyć mogę opaskę z Pyrkonu 2013, paskudztwo w kolorze pomarańczu zaciskane na taki plastikowy klips z ząbkami. To była ogólnie zmora konwentu, o ile mnie pamięć nie myli, bo kiedy już klips raz się zacisnął to nie można było poluzować opaski (blokowały ją plastikowe ząbki), właściwie tylko można było ją mocniej ściskać. Pierwsza opaska, jaką dostałam, czy to przez moją nieuwagę, czy z pośpiechu, została zaciśnięta bardzo mocno. A potem, próbując ją poluzować tylko pogorszyłam sprawę. I było wtedy źle. Bardzo źle, bo zaciągnęłam ją bardzo mocno, skończyło się na rozcinaniu opaski nożyczkami, lekkiej panice i założeniu nowej – to był moment, w którym poruszanie się po konwencie bez opaski nie było możliwe. Z drugą było lepiej, specjalnie poprosiłam o założenie jej luźno. Ale niesmak i swego rodzaju trauma pozostały.

Okej, pomyślicie, że w sumie doświadczenie przykre, ale przecież to nie powód, by od razu panikować i nazywać opaski największym złem tego świata. Oprócz względów osobistych są też również kwestie czysto praktyczne. Weźmy na przykład to, że potrzeba chwili, żeby założyć opaskę – może to być kilka sekund, może być to koło minuty, w zależności od wprawy, z którą robi to osoba na akredytacji. Zazwyczaj to zajmuje jakąś chwilkę, bo trzeba dopytać, na której ręce, jak ciasno, czy na pewno wszystko okej, po czym dopiero można obsługiwać kolejną osobę. To tworzyło kolejkony – wystarczyło, żeby zakładanie opaski zajęło od 15 do 20 sekund. Przy 3-4 osobach to jest już minuta, w której mogłeś wydać pakiet akredytacyjny kolejnej osobie z kolejki. Pozbycie się opasek usprawniło proces akredytacji i sprawiło po prostu, że obsługa szła szybciej i łatwiej.

Są też inne kwestie również praktyczne, które sprawiają, że opaski to niezbyt dobry pomysł. Na dzisiejszych konwentach sporą część uczestników stanowią cosplayerzy. I dla nich opaska, nijak nie pasująca do stroju, jest moim zdaniem sporą uciążliwością. Weźmy pod uwagę wszystkich tych cosplayerów, których postaci mają odsłonięte ramiona i przedramiona. Wyobraźcie sobie, że macie na sobie przepiękny strój Wonder Woman czy po prostu inny z dbałością przygotowany ubiór. I potem zakładają wam na rękę kawałek plastiku, który rujnuje jego wygląd. Szczęście mają te osoby, które mogą upchnąć ją na przykład pod rękaw. Albo przykryć ją karwaszem. A inne? Cóż, cały twój starannie przygotowany strój poszedł się właśnie chędożyć, bo ktoś założył ci na ten nadgarstek przeklęty kawałek plastiku czy pasek materiału. Co jeśli jednak twój strój zakłada pełne opancerzenie? Założą ci opaskę na pancerz?

Inną kwestią pozostaje jeszcze fakt, że nie ma realnej potrzeby, żeby oznakowywać uczestników podwójnie. Rozumiem, istnieje uzasadniona obawa, że pan X, który wygrał darmową wejściówkę, po pierwszym dniu imprezy znudzi się nią i odda ją panu Y, który skorzysta i pójdzie na konwent, podszywając się pod X, a przez to impreza straci pieniądze. Ale… szczerze powiedziawszy nie słyszałam jeszcze o takich przypadkach, przynajmniej nie ostatnio. Kiedyś widziałam Januszów konwentów, którzy otwierali i zdejmowali zaciśnięte i „niezdejmowalne opaski”, żeby oddać je komuś innemu. Ale to było kiedyś, dawno temu. Teraz raczej tego typu rzeczy należą do rzadkości.

I mam nadzieję, że do rzadkości będą należeć imprezy, które będą używać opasek, tych niewygodnych, nieestetycznych i niepraktycznych form oznaczania uczestników. To nie koncert, tu nie trzeba kolorków opasek, żeby wyznaczyć różnych użytkowników o różnych przywilejach. Do tego wystarczą koszulki (dla organizatorów/gżdaczy/patrolu/medyków) oraz identyfikatory dla całej reszty. Nie ma sensu dublować oznaczeń, bo pogubią się w tym wszyscy, nie tylko uczestnicy, ale i obsługa konwentu (co zdarzyło się na Warsaw Comic Conie – opasek było tyle różnych rodzajów, że dochodziło do sytuacji, że ochrona nie wiedziała kto co może).

Ciekawi mnie wasze zdanie na temat opasek i identyfikatorów – dzielcie się nimi w komentarzach!

4 thoughts on “Paszkwil na opaskę lub oda do identa

  • 9 czerwca 2017 at 14:14
    Permalink

    ja lubię dobrze założone opaski 😉 głównie z tego względu, że identyfikator ze smyczy udało się nie raz i nie dwa zerwać, powodując mini heart attack 😛

    Reply
    • 9 czerwca 2017 at 14:23
      Permalink

      Nigdy jak do tej pory nie zerwałam identa. Pamiętam jak na Pyrze były jeszcze przypinane na klips identyfikatory to owszem, kilka razy zdarzyło się mu odpiąć. Ale ze smyczy nigdy mi się nie zerwał. Od jakiegoś czasu też staram się nie wieszać identyfikatora na szyi i raczej nosić go na pasku/przy szluwce – zwłaszcza na Pyrkonie jest to dużo wygodniejsze niż schylanie się po całości do bramki, żeby zeskanować kod kreskowy…

      Reply
      • 9 czerwca 2017 at 18:45
        Permalink

        nam się kilka razy upitoliły, zwłaszcza jak jest tylko tekturka bez foliowego opakowania 😛

        Reply
  • 9 czerwca 2017 at 15:25
    Permalink

    Chciałam jeszcze dodać to tych argumentów, że opaska jest masakrycznie niehigieniczna. Zbiera to zarazki, a potem musisz iść z tym do łóżka.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *