Ostatni Cierń królowej lub rzecz o życiu intymnym Sansy Stark – Gra o Tron S07E03 „Queen’s Justice”

Na trzeci odcinek „Gry o Tron” spoglądałam z niejaką nadzieją, bo dwa odcinki, w których nic się nie dzieje to już sporo, zwłaszcza, że ten sezon będzie krótszy. No więc trzeci miał być już czymś… Zwłaszcza, że miało dojść do chyba najważniejszego spotkania całego sezonu.

I doszło do niego już w pierwszych scenach odcinka – Jon Snow przybył ma Smoczą Skałę, witany przez Tyriona Lannistera, Missandei i bandę Dorthraków. Po wymianie grzeczności (jak oni dwaj się cieszą, że się widzą!), przedstawieniu sobie współpracowników następuje rozbrojenie przybyszy z północy (rozsądne, nie powiem, choć raczej niepotrzebne). W trakcie marszu do warowni następuje dziwna rozmowa pomiędzy Missandei i Davosem, w której niektórzy dopatrują się potwierdzenia teorii, że Missandei jest Człowiekiem bez Twarzy[1]. Równie drewniana, choć już bez podtekstów jest rozmowa pomiędzy Jonem a Tyrionem o Sansie i jej cnocie. Generalnie życie seksualne Sansy jest tematem odcinka. Przy okazji mamy też pokazówkę ze smokami w roli głównej (Drogon oczywiście, bo który inny byłby przez twórców tak kochany i tak często pokazywany).

Kontynuacją tej sceny jest rozmowa Varysa z Melisandre – eunuch podejrzliwie patrzy na Czerwoną Kapłankę, która jak wiemy upierała się przy sprowadzeniu Jona na Smoczą Skałę, a teraz nie zamierza się z nim spotkać. Tymczasem jednak wiemy, że nie zrobi to ze względu na zaszłości między nią a Jonem i Davosem (głównie Davosem) – Melisandre potrafi przyznać się do błędu, jaki popełniła doradzając Stannisowi spalenie własnej rodziny. Zrobiłam wielkie oczy, kiedy to powiedziała, a jeszcze większe zrobiłam, kiedy usłyszałam dalszą część rozmowy, Varysa odradzającego Czerwonej Kapłance powrót z Volantis do Westeros, a potem jej przepowiednię: umrę w Westeros, tak jak ty. Groźba? Ostrzeżenie? Wystarczyło, żeby Varysowi zamknąć usta w tej rozmowie.

Pozostajemy na Smoczej Skale, by zobaczyć audiencję, jakiej Daenerys udziela Jonowi. Dlaczego tych dwoje musi być takich upartych? Cała rozmowa: „- Klęknij przed swoją królową. – Nie klęknę. – Klęknij, lordzie Snow. – Nie klęknę. – On jest Królem na Północy, nie lordem.” Jest po prostu dziecinną przepychanką. Przynajmniej wybaczyli sobie krzywdy dokonane przez ojców – Jon wybaczył śmierć dziadka i wuja z ręki Szalonego Króla, a Danka wybaczyła Nedowi rebelię. Och gdyby tylko wiedzieli tyle, co wie Bran! Nie byłoby wtedy większego problemu. Generalnie rozmowa jest trochę bez sensu, to takie przerzucanie się z jednej strony straszakami w postaci Nocnego Króla i Białych Wędrowców, a druga strona opowiada jak to jej źle w życiu było (Danka strasznie lekko mówi o swoich traumach). I dlaczego Davos nie ujawnił, że Jon powstał z martwych? I niech ktoś Dance wyłączy gadkę „Klęknij przed prawowitą królową Westeros”.

Rozmowę przerywa pojawienie się Varysa, który przychodzi z wiadomościami o tym, co stało się na zakończenie odcinka drugiego, czyli o pierwszej porażce Danny w tej wojnie, utracie Ellarii i Bękarcic, a także floty Greyjoyów oraz przepadnięciu rodzeństwa. Jak na komendę pojawia się scena z Theonem wyławianym z wody przez jakąś Greyjoyską załogę. O, czyli jakieś statki się jeszcze ostały!

A od tego blisko już do sceny z paradą Eurona. Jeśli czytaliście gdzieś, że Euron to taka podstarzała gwiazda rocka, to tak potwierdzam, on rzeczywiście wygląda i zachowuje się jak rockendrollowiec, który przekroczył pięćdziesiątkę, ale jeszcze się nie wyszalał. Cała parada – Yara ciągnięta przy koniu Eurona, potem wjazd do Czerwonej Twierdzy (Euron wjeżdża do sali tronowej na koniu!) jest ogromną popisówką, podbijaniem swojego ego. I nie byłoby w sumie w tym nic złego, gdyby robiła to bardziej sympatyczna postać. Tak jak sądziłam, Ellaria i pozostała przy życiu Bękarcica (Tyene, o ile pamięć mnie nie myli) zostały podarowane Cersei jako dowód wierności Eurona. Trochę szkoda, że on ma tak wielką chrapkę na Cersei i nie skusił się na Ellarię. I trochę szkoda, że pewnie Ellaria w żaden sposób nie próbowała ratować się w tej sytuacji. Widzę jednak, że rodzi się tutaj niekoniecznie dobra sytuacja dla Cersei – Euron koniecznie chce nagrody, jej jako nagrody, a ona chce go wykorzystywać póki nie wygra wojny, potem zaś pewnie go każe zlikwidować. Greyjoy zaś zdaje się być niecierpliwym człowiekiem i kto wie, kiedy znudzi mu się czekanie i co wtedy zrobi. Całkiem zabawna jest rozmowa o uciętych głowach między Euronem a Jaimem, jednakże dalsza jej część jest nieco niesmaczna (ale czego spodziewać się po tym serialu?). I moim zdaniem lud wiwatuje, bo lud się boi (wszak Cersei prawie dorównała szaleństwu Szalonego Króla) a także cieszy go sprawiedliwość za śmierć królewny (bo Myrcella była niewinnym pionkiem w tej grze).

Potem trafiamy do lochu, gdzie możemy obserwować monolog Cersei do Ellarii. I muszę przyznać, że się mocno pomyliłam w stosunku do oceny tego, co zrobi. Zabójstwo córki, zamiast męczenia samej Ellarii? I to zabójstwo dokonane przy pomocy Długiego Pożegnania? Mocne, mocne. I okrutne, choć nie tak bardzo jak mogłabym się po Cersei spodziewać. Dość wyważone jak na nią. Żadnego rozbijania czaszek, żadnego fizycznego bólu, tylko tortura psychiczna. Sprytnie zagrane. Ciekawi mnie jednak kwestia tego, czy matka albo córka nie mają gdzieś antidotum na tę truciznę, w końcu to ich specjalność. Wreszcie ktoś głośno powiedział, że Oberyn w walce z Górą popełnił jeden błąd i ten błąd kosztował go życie. Z drugiej strony idiotyczne są te zapewnienia Cersei o matczynej miłości do Myrcelli, zwłaszcza w momencie, kiedy w serialu absolutnie tego nie widzieliśmy, więc albo twórcy dopisują historię na szybko, albo Cersei zwariowała kompletnie. Ekhm i jeszcze jedna sprawa – skoro Cersei miała Długie Pożegnanie na ustach (tak jak Ellaria w dniu, w którym zabiła Myrcellę), to dlaczego tak długo gadała? Trucizna powinna i na nią zacząć działać – Ellaria odczuła to na sobie w piątym sezonie.

Po wydaniu i wykonaniu wyroku śmierci Cersei ma ochotę na łóżkowe igraszki. Dawno nie robiła tego z bratem, więc trzeba w końcu coś takiego pokazać. Przy okazji tego nasunęły mi się dwa skojarzenia – Cersei najbardziej podnieca śmierć (uprawiała seks przy martwym Joffreyu, teraz jest podniecona i bierze Jaime’a tuż po otruciu Tyene) a ten sezon serialu upłynie pod znakiem męskich tyłków. Bliźnięta nie kryją się ze spaniem w jednym łóżku (Jaime nadal w jakiś sposób kocha Cersei, choć mam wrażenie, że ta miłość jest skomplikowana), z resztą tak naprawdę nie mają już przed kim, jak pokazuje scena ze służącą, która oznajmia pojawienie się gościa z Braavos.

Reprezentantem Żelaznego Banku jest nie kto inny, jak Mark Gatiss. Rozmowa toczy się głównie na temat tego, że Bank chce odzyskać swoje długi (a Lannisterowie je zawsze spłacają), oraz zahacza również o tematy polityczne i tego, że Bank może grać na dwie strony i dopiero po rozstrzygnięciu się walki o Żelazny Tron Bank zajmie stronę. Jednak ta rozmowa za wiele nie wnosi do serialu. To taki brzydki filler.

Wracamy na moment na Smoczą Skałę, by obserwować rozmowę Tyriona i Jona. Dzięki niej Snow zrozumie, że nic dziwnego, że mu ludzie nie wierzą, bo sam by sobie nie uwierzył. Wspominają też rozmowę z pierwszego sezonu o „grumkinach i snarkach” (cały ten sezon budowany jest na odniesieniach do poprzednich). Fajnie się tej rozmowy słucha, bo Tyrion i Jon świetnie się dogadują, jest między tymi postaciami jakaś specyficzna chemia. Generalnie mam wrażenie, że nawet jeśli nie darzą się sympatią, to mają do siebie spory szacunek i tenże szacunek pozwala im się tak dobrze dogadywać. Dodatkowo Tyrion ma dobre rady dla Jona.

I od tej sceny przechodzimy do drugiej – przy Malowanym Stole (gdyby ktoś nie wiedział, to rzecz przeniesiona wprost z kart powieści, a wykonana na rozkaz samego Aegona Zdobywcy, rzeźbiona i malowana mapa Westeros), Tyrion namawia Daenerys na pozwolenie Jonowi wydobywania smoczego szkła. Scena jest o tyle fajna, że znów pokazuje karła jako rozsądnego, bardzo mądrego człowieka, który umie w politykę. Danka za to zaczyna podejrzewać, że podczas audiencji Davos powiedział o Jonie coś, co może acz nie musi być prawdą. Ten temat mam wrażenie, że jeszcze wróci.

I znów płynnie przechodzimy do innej sceny – Daenerys na schodach na Smoczej Skale obserwuje swoje dzieci. Schodzi do niej Jon Snow. Rozmawiają sobie trochę o smokach, trochę o braciach, trochę o bajkach. Generalnie pogaduszka ma chyba na celu pokazać, że między Danką a Jonem nie iskrzy tak, jak wszyscy by chcieli. Jest pomiędzy nimi taka duża niezręczność, a te rozmowy są tak drętwe, że och mój boziu, Jon przydałby ci się jakiś dobry skrzydłowy.

Tymczasem na Północy, rządzi się Sansa. W ramach przygotowań do zimy chce ściągnąć do Winterfell jak największe zapasy żywności z okolicznych zamków. To dobra… i zła taktyka jednocześnie – ściągnięcie zaopatrzenia do Winterfell uchroni je przed przepadnięciem, jeśli te miejsca upadną, z drugiej strony jednak to ogromny wysiłek przetransportować je do Winterfell, a ponadto pozbawianie obrońców zapasów jest trochę brzydkim zachowaniem, zwłaszcza jeśli nie jesteśmy w stanie przewidzieć ile będą tych zapasów potrzebowali. Sansa za to bardzo pięknie gasi zapędy Baelisha – co jak co, ale w tym sezonie idzie jej to zdecydowanie bardzo dobrze.  Ich rozmowę przerywa przybycie Brana i Myry Reed.

I w bożym gaju odbędzie się najbardziej niedelikatna rozmowa tego sezonu, póki co. Bran musi porozmawiać z Jonem (o czym, czyżby chciał mu powiedzieć, że jest bękartem, ale nie Starków a Targaryenów i powinien nazywać się Jon Waters?), a Sansa upiera się, że to on powinien być Lordem Winterfell. Żeby wytłumaczyć siostrze, że nie może być żadnym lordem i że jest Trójoką Wroną musi jej powiedzieć coś, co udowodni, że jego postrzeganie się zmieniło, że widzi wszystko, co było, jest i będzie. No i żeby poprzeć to jakoś słowami… Bran opisuje noc poślubną Sansy i Ramseya. Creepy!

Tymczasem Jorah Mormont został wyleczony (i nawet sutków nie stracił!). Teraz King of the Friendzone pewnie pogalopuje do Danuśki, co sił w kopytkach. Sam zaś ma trudną rozmowę z arcymaestrem o leczeniu i o tym, że złamał zakaz. To rozmowa mało znacząca, poza tym, że jest świetnym materiałem na memy. Zaś Sam dostał szlaban jak z Harry’ego Pottera.

Odcinek zmierza powoli ku końcowi – Nieskalani szturmują Casterly Rock, trochę ich tam pada (generalnie uważam, że Danka traci sporo ludzi), a część z nich podpływa od drugiej strony i przez kanały przedostanie się na dziedziniec i otworzy bramy. Lannisterów jest jednak w środku strasznie mało, co każe podejrzewać Szaremu Robakowi, że jest tu jakiś podstęp. Flota Eurona pali statki, którymi przybyli. A kolejne ujęcie pokazuje siły Lannisterów maszerujące na jakiś zamek.

Całe szczęście nie maszerują do Casterly Rock, tylko do Wysogrodu.. To znaczy nie do końca szczęście, zwłaszcza że chorąży Tyrellów są u boku Jaime’a. Ale przynajmniej Nieskalani będę mieli możliwość swobodnego przejścia przez Westeros w swojej drodze powrotnej. Tymczasem w Wysogrodzie Olenna Tyrell pogodzona ze swoim losem prowadzi ostatnią rozmowę z Jaimem. Rozmowę spokojną, rozważną i zakończoną takim cierniem, że miłościwy chyba ostatecznie zaczął żałować, że podał Olennie truciznę zamiast ją zamęczyć. Bo dowiedział się, że to ona stała za zabójstwem ich pierworodnego, co jednocześnie oczyściło Tyriona z zarzutu. Jaime w trakcie powrotu do Królewskiej Przystani będzie miał sporo do przemyślenia.

[1] Ta teoria pojawiła się książkowej sadze dawno temu i tam jest bardziej prawdopodobna. Więcej informacji na ten temat znajdziecie tutaj. W przypadku serialu pewne rzeczy nie do końca się z tą teorią zgrywają (bo wiek serialowej Missandei to na pewno nie 10 lat, zaś ona sama nigdy nie mówiła o sobie „This one”. Jednak kilka osób uważa, że również w serialu Missanei może być Człowiekiem bez Twarzy.

Sharing is caring!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *