Obalamy mity #8 – hrabina, co we krwi się nie kąpała

Prowadząc na Coperniconie prelekcję o seryjnych mordercach uświadomiłam sobie, że jednym z największych mitów powtarzanych od lat, przetwarzanych przez popkulturę mitów jest ten o „pierwszej znanej seryjnej morderczyni”, czyli Elżbiecie Batory, siostrzenicy polskiego króla Stefana Batorego.

Krwawa hrabina

Pierwsze skojarzenie, jakie się pojawia nam w głowie, kiedy mówimy o Elżbiecie Batory, to właśnie „krwawa hrabina”. Książki, muzyka, popkultura utrwaliła nam wizerunek Elżbiety jako tej okrutnej kobiety, która dorównywała swoim okrucieństwem innej krwawej postaci regionu – Vladowi Palownikowi (o nim pisałam w innej odsłonie cyklu).

Zamek w Cachticach miał być, według legend otaczających Elżbietę Batory, miejscem kaźni licznych młodych kobiet z okolicznych wsi i miasteczek

Elżbiecie przypisuje się różne czyny – najmniej godne potępienia jest chociażby branie przez nią udziału w domniemanych orgiach u swojej krewnej Klary Batory. Nieco bardziej szokujące są jednak jej skłonności do przemocy – Elżbieta bowiem, wraz z mężem Franciszkiem Nadsadym, miała torturować swoją służbę, karząc ją za najmniejsze nawet przewinienie. I podobno Elżbieta nie poprzestała tylko na tym, zaczęła bowiem torturować dla przyjemności.

Dalej robi się tylko weselej. Bo Elżbieta dość młodo zostaje wdową (w momencie śmierci męża miała niespełna 44 lata) i od tego momentu jej okrucieństwo miało się pogłębić. Miało być to również związane z kwestią zauważalnych oznak starzenia się. Elżbieta nie tylko zaczęła masowo torturować sługi, ale także wykorzystywać ich krew do tajemnych rytuałów przywracających jej piękno i młody wygląd. Taką wersję przedstawia popkultura.

Czarny PR

Elżbieta, podobnie jak Vlad Palownik, stała się ofiarą czarnego PRu. Zacznijmy może jednak od początku. Siostrzenica Batorego prawdopodobnie była dość okrutną postacią, choć osobiste karanie służby nie należało u progu nowożytności do rzeczy nadzwyczajnych. Najczęściej jednak wysoko urodzeni zlecali wykonanie kar swoim ochmistrzyniom czy zarządcom, choć oczywiście nie odmawiam tej rozrywki Elżbiecie oraz jej mężowi, Franciszkowi Nadsady’emu.

To narzędzie tortur, znane szerzej jako żelazna dziewica, miało należeć do ulubionych sposobów wydobywania przez Elżbietę i jej sługi krwi z porwanych niewiast

Resztę jednak informacji, które wielokrotnie już przetrawiła i przetworzyła popkultura, można między bajki włożyć. Owszem Elżbietę oraz całą jej służbę postawiono przed sądem. Po uzyskaniu (przy pomocy tortur oczywiście) odpowiednich zeznań proces zakończono – na sługach wkrótce wykonano wyroki śmierci (oskarżeni byli o wampiryzm, czarnoksięstwo i inne sztuki popleczników diabła godne), zaś samą panią na Cachticach skazano na zamurowanie w wieży jej zamku. Oczywiście pozostawiono jej otwór, przez który podawano jej jedzenie…

To skąd się wzięły żelazne dziewice, kadzie z krwią i kąpiele przywracające młodość? Z akt sądowych na pewno nie – Elżbiecie postawiono jedynie kryminalne zarzuty, zamęczenia iluśtam służących u niej młodych kobiet (choć nie do końca jestem pewna, czy chodziło tylko o kobiety). Dopiero wiele lat po jej procesie i śmierci pewien jezuita, mianem Laszlo Turoczi, napisał dzieło o wdzięcznym tytule Ungaria suis cum regibus compendio data. I w owym to dziele, niczym mistrz grozy lub też nielichy fantasta do całego procesu dopisał wątek kąpieli w krwi, żelaznych dziewic i całego tego niecnego procederu w ramach, którego Elżbieta miała stać za śmiercią aż 650 młodych kobiet – służących, wieśniaczek i okolicznych szlachcianek. Podobnie „gębę” przyprawili Vladowi siedmiogrodzcy kupcy pamfletami wydawanymi za jego życia, a po jego śmierci bez umiaru rozpowszechnianymi.

Spisek?

Sam proces Elżbiety, mimo że wygląda na sprawę typowo kryminalną (i z typowo kryminalnym oskarżeniem spotkała się główna bohaterka tej notki), prawdopodobnie ma podłoże bardzo mocno polityczne.  Żeby zrozumieć jego złożoność musimy przyjrzeć się nieco sytuacji geopolitycznej w Europie Środkowej tego okresu.

Pod koniec XVI wieku rosnące wpływy Habsburgów w Środkowej Europie doprowadzały do mniejszych i większych napięć lokalnych, zwłaszcza że ostatni konkurencyjny wielki ród tego rejonu był u swojego schyłku i nie pozostało z niego wiele świetności (rzecz jasna mowa o Jagiellonach, którzy w pewnym momencie obsadzali tron Polski, Węgier i Czech). Habsburgowie rozszerzali swoje wpływy na kolejne regiony.

Jedną z bardziej liczących się rodzin regionu byli siedmiogrodzcy Batorowie, z którymi Habsburgowie zaczęli konkurować o wpływy. W pewnym momencie jeden z wujów Elżbiety, Krzysztof, stanął na czele zbrojnego powstania przeciw Habsburgom, zaś księciem Siedmiogrodu został Stefan, późniejszy król Polski. Sytuacja zaogniała się coraz bardziej, po koronacji Stefana na króla Polski, Siedmiogród w pewnym momencie przeszedł w ręce Habsburgów, a potem wrócił znów pod władzę Batorych.

Julie Delpy jako Elżbieta w filmie The Countess z 2009 roku

Elżbieta w tym konflikcie bezpośrednio nie brała udziału. Jednak była majętną kobietą (młodą wdową), która samodzielnie sprawowała władzę nad swoim majątkiem, którym mogłaby wesprzeć swojego kuzyna, Gabriela, przeciwko Habsburgom. Sytuacja jednak działała na niekorzyść Elżbiety – samodzielna i majętna wdowa, skoligacona z książętami Siedmiogrodu nie w smak była dworowi wiedeńskiemu. Dlatego wykorzystano prawdopodobnie skargi, jakie składał na nią Istvan Magyary i wytoczono przeciwko niej proces, w ramach którego oskarżono ją o najgorsze i najbardziej niewyobrażalne czyny.

Proces prowadził Jerzy Turzo, palatyn węgierski, nota bene krewny Elżbiety. Zgodnie z prawem to jemu przypadłby największy udział w majątku oskarżonej. Jak to się skończyło – wiemy. Torturami i groźbami wydobyto zeznania, zaś pokazowy proces Elżbiety przyciągnął podobno znaczną uwagę ówczesnej opinii publicznej. A samą oskarżoną otoczyła ponura legenda, która powtarzana tysiąc razy i tysiąc razy przetworzona inspiruje popkulturę do dziś, czego przejawem są chociażby liczne utwory muzyczne, filmy czy postacie w grach komputerowych, inspirowane historią „krwawej hrabiny”.  

5 thoughts on “Obalamy mity #8 – hrabina, co we krwi się nie kąpała

  • 20 października 2017 at 14:46
    Permalink

    Fantastyczna historia. No może trochę makabryczna 😉 ale ciekawa. Nawet powstała piosenka o Elżbiecie Batory. Polecam na you tube w wykonaniu czeskiej grupy Stoleti Elizabeth

    Reply
    • 20 października 2017 at 15:25
      Permalink

      Żeby to jedna piosenka powstała 😀 Istnieje zespół, który nazwę wywodzi właśnie od tej postaci – kapela nazywa się Bathory. A lista piosenek o Elżbiecie jest długa i bardzo ciekawa, są tam między innymi kawałki Slayera, Marduka czy Cradle of Filth.

      Reply
  • 21 października 2017 at 13:41
    Permalink

    W sumie to jest ciekawe, jak los niektórych postaci historycznych wiedzie od niedogodności politycznej do najbardziej hot potwora w popkulturze (choć ja ja w sumie znam tylko z Hellboya). I, mam wrażenie, że to jednak częściej są kobiety (bo o ile o ekscesach mężczyzn też się opowiada, to jednak zawsze gdzieś tam zostaje, że a to wybitny władca, a to wybitny strateg, a to twardy polityk… Z kobiet zostają tylko krwiożercze wampirzyce). Ciekawe, ile jeszcze bohaterek do takich notek by si,ę znalazło.;)

    Reply
    • 21 października 2017 at 15:31
      Permalink

      Jest jeszcze jedna taka „krwiożercza” postać historyczna – Lukrecja Borgia, która też podobno wcale taka zła i zepsuta nie była, jak się to o niej mówi.

      Reply
  • 23 października 2017 at 01:56
    Permalink

    Ha, znów sprawdza się stara prawda, że trzeba zawsze patrzeć na tego, który na danym zamieszaniu najwięcej korzysta.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *