Obalamy mity #7 – aborcja w średniowieczu, czyli spędzić płód i nie zostać potępioną

Bywając na demonstracjach przeciwko ustawie zakazującej aborcji, czytając również sporo artykułów na ten temat wiele razy natknęłam się na stwierdzenie „nie cofajcie nas do średniowiecza”, które rzecz jasna ma się odnosić do tego, że średniowiecze takie zacofane pod tym względem itp. To stwierdzenie jest wierutną bzdurą, bo jak się przekonacie z tego tekstu – i w średniowieczu potrafiono sobie radzić z niechcianą ciążą.

Pogląd Kościoła na aborcję

Oczywiście nie możemy rozpatrywać średniowiecznego poglądu na aborcję bez wzięcia pod uwagę tego, co o niej sądzi Kościół. A ten jak wiadomo w wiekach średnich miał spory wpływ na życie codzienne (choć może wcale nie tak duży jak się niektórym wydaje).

Wcześni teologowie chrześcijańscy potępiali aborcję na równi z morderstwem (i jego najgorszą odmianą, dzieciobójstwem). Odwoływano się jednocześnie przy tym do Starego Testamentu i powoływano na fragment z Ks. Wyjścia. Zgodnie z tymi naukami kobieta, która przerwała ciążę musiałaby odpokutować jak za zabójstwo.

Co ciekawe, nieco inaczej na tę sprawę patrzyli św. Augstyn (IV-V w. n.e.) i św. Tomasz z Akwinu. (XIII w.). Wyznawali oni bowiem pogląd o opóźnionym uczłowieczeniu – zgodnie z ich naukami płód staje się w pełni człowiekiem (a więc wstępuje w niego dusza ludzka[1]) w 40 dniu od zapłodnienia (w przypadku chłopców) lub 80 (dziewczynki). W związku z tym przerwanie ciąży do wstąpienia duszy ludzkiej w zarodek nie była w jego mniemaniu morderstwem.

Oczywiście Kościół nie jest w średniowieczu tworem jednolitym, niektórzy słuchają się Augustyna i Tomasza, niektórzy ponad nich stawiają teologów z I-III w n.e., którzy aborcję piętnowali jako morderstwo, a inni jeszcze mieli zupełnie inne poglądy.

Nawet prawo kanoniczne nie było zgodne w tej kwestii – w XII wiecznym kodeksie prawa kanonicznego bolońskiego prawnika Gracjana Decretum Gratiani wyrażono pogląd, że aborcja nie jest grzechem zabójstwa aż do momentu, kiedy płód jest w pełni uformowany. W innym miejscu jednak, prawnicy kościelni potępiali aborcję i antykoncepcję „jeśli mają na celu zaspokojenie żądzy lub w umyślnej nienawiści”.

Inną jeszcze kwestią była literatura penitencjalna (która co prawda stała niżej niż ogłoszony kodeks prawa kanonicznego, ale powstawała od niego szybciej, a w wielu rejonach pełniła ważniejszą rolę niż prawo kanoniczne, bo weszła do tradycji), gdzie właściwie zwyczaje miejscowe (na poziomie parafii lub też diecezji) decydowały o różnym traktowaniu aborcji i o różnego rodzaju pokucie za nią przysługującej. Dla przykładu pochodzące z VII w. kanony irlandzkie nie uznawały aborcji za grzech zabójstwa i stawiały ją mniej więcej na równi z grzechami płciowymi (cudzołóstwo itp.). Nieco inaczej do problemu podchodzi penitencjał staroirlandzki (ok. 800 r.), który pokuty przydziela w zależności od momentu w jakim dokonana jest aborcja (pierwszy przedział pokut dotyczy czasu „po tym, jak usadowiło się w jej łonie”, kolejne zaś „jeśli urobione było ciało” i „jeśli wstąpiła weń dusza”).

Jak więc widać Kościół doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że kobiety w średniowieczu spędzały płody (bo tak powinniśmy mówić, by nie było anachronizmu) i NIE TRAKTOWAŁ w większości takich kobiet jak morderczyń (a taką nomenklatury używają wobec przedstawicielek środowisk pro choice ludzie mieniący się obrońcami życia).

Święci od aborcji

Kościół wyznacza kary i pokuty za przerwanie ciąży? Prawda. Ale ten sam kościół, to znaczy święci tego kościoła dokonują cudów podobnych do aborcji. Tak, dobrze czytacie, w żywotach kilku świętych można znaleźć wzmianki o cudownym zniknięciu ciąży za sprawą modlitwy świętego!

W jednej z legend dotyczących cudów dokonanych przez św. Kiarana (Ciarana) z Saigir (irlandzkiego biskupa z VI w.) przedstawia się taką oto historię: pewna mniszka została porwana i zgwałcona przez miejscowego władcę. Na jej ratunek przybył zza grobu św. Kiaran i uratował ją z rąk złego władcy. Kiedy zorientował się, że jest w ciąży miał wykonać znak krzyża nad łonem mniszki i sprawić, że owo łono opustoszało[2]. Była ciąża, nie ma ciąży. Czy zatem Kiaran dokonał aborcji?

Podobnych cudów mieliby dokonać inni święci z rejonu Irlandii i Szkocji: Áed mac Bricc, Kenizjusz (Kenneth) z Aghaboe i św. Brygida z Kildare.

Oczywiście można uznać te historie za wytwór fikcji literackiej, ale jeśli pomyśleć nad całą sprawą logicznie, to wychodzi na to, że legendy o świętych dokonujących cudów, exempla w kronikach mają zawsze jakiś cel, nie są fikcją dla samej fikcji – zazwyczaj jeśli w exemplach pojawiają się diabły i demony to historie te potępiają jakiś zestaw zachowań jako grzeszne czy wręcz wynikające z podszeptu diabła. I w drugą stronę – udział świętych w exemplach raczej eksponował zachowania godne pochwały. Zatem jak interpretować cud znikającego płodu? Może po prostu jako przejaw tradycji i zakorzenionego w społeczności przekonania, że spędzenie płodu nie jest grzechem morderstwa, skoro takiego cudu dokonał święty?

Zielarki i „baby wiedzące”, czyli średniowieczne Woman on Waves

Skoro już wiemy, że kobieta, która chce spędzić płód, nie zostanie rzucona w ognie piekielne, to pora zastanowić się, gdzie się udawały kobiety, jeśli chciały spędzić niechcianą ciążę? No chyba nie do kościoła, prawda?

Z zachowanych źródeł możemy wywnioskować, że kobiety, aby pozbyć się płodu udawały się do lokalnych zielarek lub tzw. „kobiet wiedzących”, z których usług korzystały pewnie i w innych przypadkach (chorób, bóli i nawet w trakcie porodów). Te zaś korzystając ze swojej wiedzy na temat właściwości różnorakich ziół wywoływały poronienie.
A wybór miały całkiem spory, bo poronnie mogą zadziałać właściwie wszelkiego rodzaju rośliny o właściwościach rozkurczowych i rozrzedzających krew. A zaliczają się do nich: wrotycz, ruta, nasiona pietruszki (a dokładnie wytwarzany z nich olej), arcydzięgiel, lubczyk, bylica piołun, ba, nawet maliny mogą być groźne! Oczywiście zielarki wiedziały, jaką proporcję ziół podać (i w jakiej formie), by wywołać poronienie.

W późniejszym okresie takie kobiety właśnie, pomagające spędzić płód mieszczkom czy chłopkom często były sądzone w procesach o czary.

Przechodząc do meritum jednak i łamiąc pewien powtarzany jak mantra mit „nie cofajcie nas [w kwestiach aborcji] do średniowiecza” – wieki średnie wcale nie były pod tym względem złe. Kościół z rzadka nazywał kobiety przerywające niechciane ciąże morderczyniami i wyznaczał im całkiem znośne pokuty. A same kobiety jeśli nie chciały takiej ciąży, to miały się gdzie zgłosić i żadna zielarka nie zasłaniała się klauzulą sumienia. To dopiero kontrreformacja przyniosła nieco mniej liberalny pogląd na te sprawy i stosy, na których płonęły zielarki i „wiedzące”, spędzające płody.

[1] Bo wiecie, św. Tomasz utrzymywał, że najpierw w zarodek wstępuje dusza wegetatywna, potem zmysłowa (zwierzęca) a na koniec rozumna, czyli ludzka. „Dusza wegetatywna, która przychodzi wówczas, gdy embrion żyje życiem rośliny, ulega następnie unicestwieniu, a zastępuje ją dusza doskonalsza, która jest zarówno odżywcza jak i wrażliwa, a wówczas embrion żyje życiem zwierzęcia; gdy z kolei i ta dusza ulega unicestwieniu, jej miejsce zajmuje dusza rozumna przekazana z zewnątrz(…). Ponieważ dusza łączy się z ciałem jako ze swą formą, nie łączy się z ciałem innym niż to, w którym ma działać. Teraz dusza jest aktem ciała organicznego”.

[2] http://www.medievalists.net/2012/06/07/research-examines-the-abortionist-saints-of-medieval-ireland/

3 thoughts on “Obalamy mity #7 – aborcja w średniowieczu, czyli spędzić płód i nie zostać potępioną

  • 12 października 2016 at 23:20
    Permalink

    Święci od aborcji made my day.:D Acz w ogóle myślę, że żeby dobrze naświetlić ten fenomen, trzeba by było jeszcze napisać, jak się w średniowiecznych społecznościach zapatrywano na dzieci z nieprawego łoża (a zapewne też inaczej zapatrywano się na ewentualne przedślubne, niż poślubne). Tak sobie gdybym, że tu ma zastosowanie casus bękarta bezprawnie poczętego – niesakramentalne, przemocą sprawione poczęcie nie jest warte tyle, co to małżeńskie. Interesująca ta średniowieczna mentalność.

    Reply
    • 12 października 2016 at 23:30
      Permalink

      Święci od aborcji są naprawdę niesamowitą opcją – zwłaszcza, że występują tylko w Irlandii (Irlandia średniowiecznym rajem aborcyjnym?), z resztą oni mieli tam jeszcze inne cuda, takie jak odnowienie dziewictwa 😛
      Co do bękartów – ilu ludzi, tyle podejść tak naprawdę, ale jeśli chodzi o usuwanie ciąży to prawdopodobnie przodowały w tym prostytutki, którym ciąża wybitnie przeszkadza w wykonywaniu zawodu. Ale i zwykłe mieszczki też pewnie się pozbywały niechcianych płodów (wszak ciąża to strasznie groźna sprawa).

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *