Nowy, lepszy „Matrix”? – „Różaniec” Rafała Kosika

Jak ocenić skalę tego, jak wpłynęła na Was dopiero co przeczytana książka? Może tym, że nie jesteście w stanie przestać o niej myśleć? Może tym, że próbujecie ułożyć sobie w głowie coś mądrego na jej temat? Może w reszcie tym, że próbując napisać wstęp do jej recenzji macie wrażenie, że jest on niedostatecznie dobry? „Różaniec” Rafała Kosika zrobił na mnie takie wrażenie, że wszystkie trzy powyższe warunki zostały spełnione.

W Warszawie przyszłości, w Warszawie zamkniętej w pierścień (jeden z wielu na orbicie)… W Pierścieniu Warszawa Paweł Harpowski (szerzej znany jako Harpad) utrzymuje się z półlegalnego procederu – sprawdza niejawne Punkty Zagrożenia. Robi to z jednego powodu – by płacić horrendalnie wielkie alimenty na rzecz swojej córki, Marysi. Jego życie jest proste (o ile prostym można określić czyjekolwiek życie w Pierścieniu Warszawa): spotyka się z klientem, potem w odosobnieniu sprawdza PZ, wraca do klienta, inkasuje pieniądze. Z czasem jednak sprawy się nieco skomplikują – mafia i przedstawicielka policji postanowią wykorzystać zdolności Harpada, wciągając jego i jego rodzinę w niebezpieczną grę, której nuzzler jeszcze nie rozumie (wątpię też, by rozumiały ją osoby, które go w nią wciągają).

Z założenia świat wygląda na dość prosty: 90 lat temu doszło do tajemniczej Przemiany, w ramach której część ziemskich miast (nie wiadomo do końca ile) opuściło naszą umierającą planetę i zawisło na orbicie jako Pierścienie w ramach Różańca. Nie ma możliwości podróży międzypierścieniowej, komunikacja jest bardzo ograniczona i powoli dochodzi do tego, że język pomiędzy polskimi miastami (a polskie są tylko ze zwyczajowej nazwy, bo same w sobie Pierścienie to odrębne miasta-państwa) mocno się różnicuje. Całym Różańcem zdaje się zarządzać g.A.I.a – super sztuczna inteligencja, która przechowuje na swoich serwerach wszystkie dane: od stanu konta bankowego po ilość PZ. Te ostatnie zaś służą jej do wykrywania potencjalnych zagrożeń dla systemu i społeczeństwa oraz ich eliminowania. Egzystencja systemu hiperprewencji jest jednym z przewodnich motywów powieści – nie dość, że definiuje życie każdego mieszkańca Pierścienia Warszawa, wpływa na losy głównego bohatera to jeszcze w tekście stawiane jest pytanie o jej etyczną zasadność. Wraz z rozwojem wydarzeń czytelnik wraz z Harpadem przekona się, jak wygląda cały system Eliminacji, a potem trafi do najdziwniejszego miejsca, jakie mógłby sobie kiedykolwiek wyobrazić.

Jak pisałam powyżej „z założenia świat wygląda na dość prosty”. Jak mylne jest to założenie zaczynamy się przekonywać mniej więcej od połowy powieści – Kosik powoli i niespiesznie odkrywa przed nami coraz więcej tajemnic Pierścienia Warszawa, zdradza kolejne sekrety funkcjonowania Eliminacji i prowadzi nas w głąb zawiłości systemowych g.A.I.a. Im dalej w treść, tym świat się komplikuje – okazuje się, że w głębi Pierścienia, w miejscu uznawanym przez niektórych za tunele techniczne i miejsce pracy nieznających snu i odpoczynku Maszyn, istnieje licząca sobie kilka milionów populacja ludzi, żyjąca w tzw. Międzypoziomiu. Wszystko co do tej pory zdawaliśmy się wiedzieć przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, bo dopiero tam na dole wraz z Harpadem zrozumiemy naprawdę ogrom całego tego ekosystemu.

„Różaniec” czerpie garściami z dzieł popkultury – Pierścienie chociażby to swoisty miks koncepcji znanych z „Elizjum”, „Pierścienia” Nivena i innych futurystycznych konstrukcji. System g.A.I.a przypomina trochę Matrix z produkcji Wachowskich i koncepcji ich uniwersum rozwiniętego w „Animatrixach”, zaś Międzypoziomie jest niczym Zion, tylko taki powstały przy aktywnym udziale sztucznej inteligencji. W takim wypadku Harpad jest niczym Neo, który zaburza funkcjonowanie sztucznej inteligencji, jest w stanie przez nią wpływać na otaczającą go rzeczywistość. Druga połowa książki i finał zaś pokazuje, że wolna wola jest iluzją a ludzie są programowani (mam teorię, że Harpad od samego początku został powołany do życia i zaprogramowany do wykonania tego konkretnego celu).

Problemem mogą być w „Różańcu” bohaterowie, którzy poza Harpadem są właściwie martwymi figurami. Niby mają jakieś swoje cele, swoje motywacje czy jakieś historie za nimi stojące, jednakże brakuje w nich iskry życia, czegoś co pozwalałoby uwierzyć, że mamy do czynienia z żywymi ludźmi, nie zaś kukiełkami w wielkim teatrze. Na tym tle wyróżnia się nieco Janusz Zdonek, kandydat na prezydenta Pierścienia Warszawa – z dziwnym, nie do końca racjonalnym zachowaniem w kwestii zabezpieczeń, jeszcze dziwniejszą sytuacją z żoną oraz sypialnią wypełnioną pluszakami. Niestety, nie znajdziemy jednak w „Różańcu” wyjaśnienia zagadek dotyczących tej postaci i jego niecodziennego zachowania, choć po lekturze mogę przypuszczać, że było ono zdeterminowane przez g.A.I.a.

Jako pierwsze spotkanie z twórczością Kosika, „Różaniec” zapamiętam jako lekturę wciągającą, angażującą i nie pozwalającą się nawet na chwilę oderwać od świata przedstawionego. To powieść prawie idealna, bo w kreacji kolejnych zawiłości fabuły gdzieś zagubili się bohaterowie. Nie przeszkadza to jednak w ostatecznym rozrachunku aż tak bardzo, jakby się mogło wydawać. Finał zaś… finał sprawił, że kolejne dni spędziłam na rozważaniu kolejnych możliwych interpretacji.

Sharing is caring!

3 thoughts on “Nowy, lepszy „Matrix”? – „Różaniec” Rafała Kosika

  • 12 października 2017 at 22:57
    Permalink

    No no. Brzmi świetnie. Oczywiście, że po to sięgnę.

    Reply
  • 16 października 2017 at 17:05
    Permalink

    Ja miałem ciut więcej zastrzeżeń (tak, bohaterowie zdecydowanie się gubią w trakcie), ale końcowe wnioski podobne. Zapożyczeń tu bardzo wiele, ale są one wykorzystane na tyle twórczo, że tworzą zupełnie odrębną całość.

    Reply
    • 16 października 2017 at 17:37
      Permalink

      O, ciekawa jestem twoich zastrzeżeń.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *